Waszyngton proponuje Warszawie umowę zakładającą stałą obecność części wojsk USA - podaje dzisiejsza "Rzeczpospolita". Oferta została przedstawiona w środę w Warszawie przez wiceministra obrony USA Johna Rooda. Pozostaje poufna.

Poczekajmy na ostateczną decyzję, bo będzie to wymagać jeszcze trochę czasu. Wszystko wskazuje jednak na to, że będzie to dobre porozumienie i wielki sukces. Nie jest to wynik ostatniego tygodnia, miesiąca czy też roku, ale efekt pracy całego rządu Prawa i Sprawiedliwości od początku kadencji, kiedy jeszcze ministrem obrony narodowej był Antoni Macierewicz. Od czasów szczytu NATO w Warszawie - wtedy podjęto pierwsze działania, kiedy mówiono o zamontowaniu baz amerykańskich w Polsce. Wówczas wydawało się to niemożliwe, ale mówiliśmy wtedy, że kiedy Amerykanie już tu będą, to potem będzie łatwiej o zwiększenie ich obecności i na stałe

- ocenił w rozmowie z niezalezna.pl były wiceminister obrony narodowej, poseł Prawa i Sprawiedliwości, Bartosz Kownacki.

W ocenie polityka PiS "pierwszy sukces był trzy lata temu, a potem ciężka praca każdego dnia, żeby była to obecność rotacyjna, a potem praca nad zwiększeniem obecności amerykańskich żołnierzy".

Po pierwsze to wielka zasługa ministra Antoniego Macierewicza, MSZ, premier Beaty Szydło, prezydenta Andrzeja Dudy - wszyscy pracowali na to, żeby wojska amerykańskie były. Niestety, w tym wszystkim nie było wsparcia opozycji

- dodał.

Bartosz Kownacki wyliczył, że "to wszystko wymagało przekonania naszych partnerów, merytorycznego przygotowania, policzenia, wyboru bazy, przyjazdu specjalistów".

Trzy lata to naprawdę ekspresowe tempo, tym bardziej, że wojska amerykańskie w Polsce są. W tej chwili mamy już 4 tys. amerykańskich żołnierzy. Wzrost o 1 tys. to wzrost o 20 proc. Za dekadę żołnierzy amerykańskich może być 5-10 tys. Z partnerami trzeba rozmawiać racjonalnie i mieć świadomość, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć

- mówił.