Przypomnijmy, pod koniec maja ubiegłego roku w Inowrocławiu spalił się toi-toi. Lokalizacja przenośnej toalety była pechowa, bowiem umiejscowiona ona była blisko miejsca zamieszkania posła Krzysztofa Brejzy. I wtedy się zaczęło! Brejza twierdził, że chciano go zabić, doprowadzając do pożaru. Złożył nawet w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Ale nic z tych rzeczy. Śledztwo umorzono, a nawet podejrzany o wrzucenie niedopałka papierosa do toi-toia, został - nomen omen - oczyszczony. Z podejrzeń.

"Prokurator umorzył postępowanie przeciwko podejrzanemu Sławomirowi M. wobec stwierdzenia, iż nie popełnił zarzucanego mu czynu, a w sprawie samego zmieszczenia mienia przez podpalenie przenośnej toalety wobec niewykrycia sprawcy przestępstwa"

– powiedział prokurator rejonowy.

Sławomir M. kilka dni po zdarzeniu usłyszał zarzut nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia oraz mienia wielkich rozmiarów przez wywołanie pożaru przy kamienicy w Inowrocławiu. Przez nieostrożność miał wrzucić niedopałek papierosa do przenośnej toalety, która stała przy kamienicy w związku z toczącym się remontem, a przez to spowodować pożar kamienicy.

Szelągowski zaznaczył, że zarzut przedstawiony Sławomirowi M. nie zmienił się w toku postępowania. Jednak zebrany materiał dowodowy, w tym opinie dwóch biegłych z zakresu badań fizykochemicznych i pożarnictwa, doprowadziły do wniosku, że podejrzany nie popełnił przestępstwa. Z kolei sprawców nie udało się ustalić.

"Sprawa jest umorzona wskutek niewykrycia sprawcy, a więc w przypadku pojawienia się jakiegoś materiału dowodowego zawsze jest możliwość podjęcia postępowania w tym zakresie"

– dodał Szelągowski.

I to by było na tyle z #ToiToiGate...