Emil Rau nie ma wątpliwości, jak zakończyłyby się wszystkie jego konflikty z urzędnikami, gdyby nie to, że sfilmował ich nielegalne lub po prostu bezsensowne działania. Tak samo jak w przypadku tysięcy zwykłych Polaków – wyrokiem skazującym. Scenariusz jest zawsze ten sam – funkcjonariusze składają jednobrzmiące zeznania obciążające osobę, która buntuje się przeciwko układom. Oskarżają ją o pobicie, znieważenie lub… podrapanie policjanta, jak było to ostatnio w przypadku Basi Poleszuk z Hajnówki. Oskarżony zaprzecza. Słowo przeciwko słowu.

Co na to sąd? Formułka wygłaszana przez sędziów też jest zawsze niemal identyczna. Sąd stwierdza, że nawet najbardziej bzdurne zeznania funkcjonariuszy są bardziej wiarygodne, bo są oni bezstronni i nie mają powodu, żeby kłamać, o ile nie są spokrewnieni ze stroną konfliktu. I koniec, kropka.

Na filmach, które pokazał w programie Emil Rau, można nawet pogrupować kategorie pogróżek pewnych siebie funkcjonariuszy, na czele z „ja mam świadków, a ty nie” i „zobaczymy, komu rację przyzna sąd”.

Gdyby nie te nagrania, ich autor zostałby skazany m. in. w bardzo poważnej sprawie karnej za próbę… rozjechania strażniczki miejskiej samochodem. Dopiero nagranie ujawniło, że akt oskarżenia napisany przez prokuratora jest bzdurą - samochód jej nie dotknął i symuluje ona ból, co filmuje jej kolega…

Emil Rau udziela w programie Piotra Lisiewicza rad, jak radzić sobie w walce z układami. W tym również z tym sądowymi.

Wiele osób myśli, że w sądzie będzie jak w programie Anna Maria Wesołowska. Tylko, że oprócz oskarżonego, obrońcy czy prokuratora, siedzi tam tłum publiczności. I to właśnie każdej osobie polecam. Nie bierz adwokata, przyprowadź ze sobą na salę rodzinę. Sześć osób na sali zrobi lepszą robotę, niż w miarę kumaty adwokat. Bo niestety z adwokatami to też jest przykra historia. Ja w telefonie adwokatów, których mogę komuś polecić, mam aż czterech.
– stwierdza.

Obejrzyj niecodzienne filmy oraz rozmowę poniżej: