ZAiKS i inni w obronie ACTA 2. Ich lobbing za unijną dyrektywą może skończyć się fatalnie

/ PhotoMIX-Company

  

Stowarzyszenie Autorów ZAiKS i Związek Producentów Audio-Video, którym towarzyszą niektórzy wydawcy (w dużej mierze zagraniczni), intensyfikują kampanię na rzecz „Dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym”, nazwanej już ACTA 2. Zapisy te - pod pozorem walki z technologicznymi gigantami, takimi jak Google - mogą jednak uderzyć w samych wydawców i twórców.

Przypomnijmy: spór wokół dyrektywy, nazwanej już ACTA 2, dotyczy przede wszystkim artykułów 11 i 13 projektu (choć i inne zapisy proponowanego zarządzenia budzą jednocześnie i śmiech, i grozę. Np. art. 12a dyrektywy prowadzi do tego, że kibice upubliczniający w sieci selfie wykonane podczas meczu, do którego prawa ma konkretny podmiot, mieliby kłopoty prawne...).

Artykuł 11 wprowadziłby dodatkowe prawa pokrewne dla wydawców prasowych w zakresie cyfrowych sposobów korzystania z ich publikacji. Wydawcy mieliby więc wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania „zwielokrotniania utworu” oraz wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania na jakiekolwiek podawanie do publicznej wiadomości utworów – w tym konkretnym przypadku materiałów prasowych. Właśnie ten zapis jest najważniejszy dla niektórych optujących za tzw. ACTA 2 wydawców prasowych. Ale przeciwnicy dyrektywy podkreślają, że wdrożenie tego prawa - uderzające pozornie w takie serwisy jak Google News czy Wykop - zabiłoby w zasadzie wolną dyskusję w internecie, polegającą m.in. na dyskusji, cytowaniu oraz omawianiu konkretnych newsów i tekstów prasowych.

Z kolei proponowany artykuł 13 ma na celu rozszerzenie odpowiedzialności prawnej na właścicieli serwisów, które umożliwiają udostępnianie treści przez użytkowników (np. YouTube), oraz wymuszenie stosowania mechanizmów blokujących udostępniane przez użytkowników dane - w przypadku łamania prawa autorskiego. Co grozi szaleńczym wyśrubowaniem i tak do absurdu surowych norm korzystania z utworów. Byłby to więc koniec możliwości tworzenia filmików satyrycznych (przykładem mogą być tu popularne na całym świecie parodie z Adolfem Hitlerem, wykorzystujące scenę z filmu „Upadek”) i memów (których autorzy nie mają przecież praw do większości zdjęć wykorzystywanych przy ich tworzeniu), a także wstawiania, np. przez nastolatków, wykonywanych przez siebie przeróbek znanych piosenek. Nie wspominając, że dodanie skomplikowanych mechanizmów blokujących może skończyć się zwykłą cenzurą, a ich stworzenie to rzecz bardzo kosztowna - poza finansowym zasięgiem mniejszych serwisów działających na zasadzie YouTube'a.

Ale w całym sporze jest jeden, często pomijany aspekt: wprowadzenie ACTA 2 rykoszetem uderzyłoby ostatecznie w samych wydawców i twórców. Jeśli bowiem Google musiałby płacić za umieszczanie linków do konkretnych artykułów prasowych, koncern machnąłby ręką i zrezygnowałby ze współpracy. Dlaczego? Bo to "sytuacja, w której wydawca przewodnika płaci hotelowi za możliwość umieszczenia go w spisie hoteli w danej miejscowości"- jak celnie skomentował to jeden z internautów na portalu bezprawnik.pl. Innymi słowy: szefowie Google musieliby upaść na głowę, by za promocję czyichś tekstów w swojej przeglądarce i serwisach jeszcze mu płacić.

Do takiego stanu doprowadzano w Hiszpanii, gdzie po wprowadzeniu podobnych przepisów Google po prostu zamknął swój serwis newsowy, a wydawcy - pozbawieni promocji przez największą wyszukiwarkę świata - odczuli na własnej skórze straty finansowe z powodu zmniejszonego ruchu. Niemal identycznie zakończyło się wojowanie o pieniądze z tytułu praw pokrewnych w Niemczech: wydawcy - zamiast oczekiwanych pieniądzy od amerykańskiego giganta - po wycofaniu się Google ze współpracy dostali niezbyt przyjemny prezent w postaci gwałtownego spadku ruchu. 

Podobnie ma się rzecz z prawami autorskimi w serwisach udostępniających treści od internautów. Wspominaliśmy już o filmie "Upadek" o Hitlerze. Ile osób wypożyczyło lub kupiło oryginalny film, zobaczywszy dziesiątki zabawnych przeróbek słynnej sceny, a ile zrobiłoby to, nie wiedząc w ogóle, że taki film istnieje? Czy jeśli zablokujemy dodawanie na YouTube filmików ze znanymi hitami śpiewanymi przez młodych amatorów, to ludzie masowo ruszą, by kupować płyty z oryginalnymi wersjami tych przebojów? Czy jeśli zamkniemy serwisy z memami, to autorzy satyrycznych rysunków nagle zgłoszą się do agencji fotograficznych, żeby kupić oryginalne zdjęcia do memów tworzonych w wolnym czasie dla własnej przyjemności? To chyba pytania retoryczne. Warto jednak, by zwolennicy ACTA 2 je sobie zadali.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tusk wezwał do głosowania na Rostowskiego. Brytyjczycy wściekli: „Miesza się w nasze sprawy”

Donald Tusk / fot Aleksiej Witwicki | GAZETA POLSKA

  

Donald Tusk zaangażował się otwarcie w kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego nie tylko w Polsce. Jak informował wczoraj Business Insider, przewodniczący Rady Europejskiej udzielił poparcia kandydującemu do PE z ramienia brytyjskiej partii Change UK byłemu ministrowi finansów Polski Janowi Vincentowi-Rostowskiemu. - To rzadkość, że zagraniczny biurokrata z bezpośrednią władzą nad tym krajem miesza się w nasze demokratyczne procesy - powiedział Nigel Farage, komentując zachowanie Tuska.

"Byłby świetnym europosłem dla Londynu, który wiem, że kocha. (...) Nie tylko był on najlepszym ministrem finansów w Europie w trakcie kryzysu finansowego, ale jest także moim bardzo bliskim przyjacielem"

- zaznaczył Tusk. Dodał, że "wzywa Londyńczyków, którzy chcą, aby Wielka Brytania pozostała w Unii Europejskiej do głosowania na niego (Rostowskiego)".

[polecam:https://niezalezna.pl/271962-partyjne-przemowienie-donalda-tuska-na-marszu-opozycji-co-na-to-unia-europejska]

Jego słowa wzbudziły zaskoczenie wśród części brytyjskich mediów, które określiły taką interwencję jako "nadzwyczajną".

Eurosceptyczny "Daily Express" napisał wprost, że rekomendacja ze strony szefa Rady Europejskiej "wywołała wściekłość" i jest "kolejną desperacką próbą odwrócenia (decyzji o) brexicie".

Cytowana przez gazetę kandydatka prowadzącej w sondażach Partii Brexitu Alex Phillips podkreślała wręcz, że poparcie ze strony Tuska jest wtrącaniem się w brytyjską kampanię wyborczą.

"Kiedy polityczny i medialny establishment powtarza fałszywe oskarżenia oraz teorie spiskowe o zagranicznej ingerencji w referendum z 2016 roku i Partię Brexitu, to tutaj mamy przykład realnego wtrącania się w brytyjską kampanię wyborczą"

- oceniła Phillips.

Rostowski odpowiedział na te słowa we wpisie w portalu społecznościowym Twitter.

"Alex Phillips, to są europejskie wybory i Tusk ma pełne prawo, aby powiedzieć to, co uważa. Jeśli to Ci się nie podoba to nie powinnaś w nich startować! I @eucopresident jest europejskim POLITYKIEM, a nie biurokratą"

- napisał.

Tabloid „The Sun” nadzwyczajne poparcie dla Rostowskiego ze strony urzędującego przewodniczącego Rady Europejskiej ocenił jako „mieszanie się” w brytyjskie wybory po stronie prounijnej partii. 

Z kolei Nigel Farage, który jest szefem partii Brexit podkreślił, że "spośród wszystkich samobójczych ran, które Change UK [ugrupowanie z listy którego startuje Rostowski-red.] zadała sobie w tej kampanii, oświadczenie Donalda Tuska jest najgorsze". 

- To rzadkość, że zagraniczny biurokrata z bezpośrednią władzą nad tym krajem miesza się w nasze demokratyczne procesy

- powiedział Farage.

Również David Campbell Bannerman z Partii Konserwatywnej nie zostawił na "królu Europy" suchej nitki.

- Tusk powinien przestać ingerować w brytyjską politykę. To nie wniesie nic dobrego, a on stawia na niewłaściwego konia. Te wybory wygrają partie wspierające brexit, a w Europie, w tym w Polsce, zwyciężą partie eurosceptyczne. 

- ocenił Campbell.

[polecam:https://niezalezna.pl/272021-saryusz-wolski-udzial-donalda-tuska-w-marszu-koalicji-europejskiej-niedopuszczalny]

Były minister finansów znalazł się na drugim miejscu londyńskiej listy ugrupowania Change UK, za byłym dziennikarzem telewizji BBC Gavinem Eslerem.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap, wprost.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl