CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szefowa Amnesty chce ścigać policjantów. Minister Brudziński sprowadził ją na ziemię

W związku z dziwną aktywnością szefowej Amnesty pojawia się pod jej adresem coraz więcej krytyki. Komentatorzy demaskują obłudę, stronniczość i brak umiejętność zachowania proporcji, które to cechy - ich zdaniem - charakteryzują działalność Nadazdin.

Przypominają m.in. brak jakiejkolwiek reakcji organizacji (która, przecież z definicji powinna się zajmować obroną praw człowieka) w sprawie tzw. "akcji widelec". W wywiadzie radiowym Nadazdin bezwstydnie oświadczyła, że w 2008, kiedy policja zatrzymała 752 kibiców, nie podjęła żadnej interwencji, bo...

Nie mieliśmy skarg od tych ludzi, nikt się do nas nie zgłosił.

Dopytywana przez dziennikarza - czy w sprawie ustawy o Policji Amnesty miała skargi od obywateli - równie bezczelnie odparła, że 

Nikt osobiście się do nas nie zwrócił, ale przecież mieliśmy dostęp do aktów prawnych i bazowaliśmy na informacjach medialnych.

Nasuwa się wniosek, że szefowa Amnesty International w Polsce śledzi media tylko w wybrane dni (np. parzyste), albo z pełną premedytacją podnosi jedynie problemy środowisk, z którymi się ideowo identyfikuje. Naszym zdaniem w obu przypadkach, wybiórczość w podejmowaniu interwencji dyskwalifikuje Nadazdin jako szefową organizacji broniącej praw człowieka.

Internauci przypomnieli także wiele innych dziwnych przemilczeń Amnesty, pod jej kierownictwem, m.in. ws. Alfiego Evansa, ale także propagowanie aborcji i  ruchów LGTB.