11 Retrospektyw Festiwalu Filmowego Niepokorni Niezłomni Wyklęci

Uczestnicy Retrospektywy w Krakowie, 2018 / archiwum Festiwalu NNW/Stowarzyszenie Scena Kultury

  

Chociaż Festiwal NNW odbywa się zawsze na przełomie września i października, to jego echa rozbrzmiewają przez cały rok. Dzieje się tak między innymi za sprawą festiwalowych Retrospektyw. „To forma Festiwalu NNW w pigułce. Jeździmy po Polsce z wybranymi filmami prezentowanymi podczas Festiwalu Niepokorni Niezłomni Wyklęci, organizujemy dyskusje, warsztaty filmowe dla młodzieży, wystawy, koncerty. To niepowtarzalna szansa dla mieszkańców różnych regionów Polski, którzy nie mogli być z nami w Gdyni, oraz wspaniała okazja, aby uhonorować żołnierzy czynu niepodległościowego walczących na terenie danego regionu.

Retrospektywy nie byłyby jednak możliwe bez przyjaciół Festiwalu NNW – lokalnych działaczy, inicjatorów, pasjonatów historii, którzy współorganizują z nami wydarzenie w danym miejscu. Większość Retrospektyw zostało sfinansowanych ze środków Fundacji PZU, wspierającej wiele patriotycznych inicjatyw za co  należą się ogromne podziękowania! 

– powiedział Arkadiusz Gołębiewski, Dyrektor Festiwalu Filmowego NNW.

W tym roku Retrospektywy odwiedziły między innymi: Wrocław, Kraków, Ciechanów, Łochów czy Pułtusk*, ale również Chicago i tamtejszą, prężnie działającą Polonię.  W czerwcu odbyła się w Mielcu ostatnia Retrospektywa przed X Festiwalem NNW. W pokazach filmowych w tamtejszym kinie Galaktyka wzięła udział młodzież szkolna oraz mieszkańcy miasta. Młodzi mieli okazję uczestniczyć także m.in. w warsztatach filmowych „Nagraj dziadka komórką” czy stylizacji modowych. Dużą popularnością cieszyły się spotkania ze świadkami historii, Żołnierzami Wyklętymi Podlasia, Mazowsza czy Podkarpacia. Współorganizowany został także panel ekspercki, wystawy i koncerty. A ostatniego dnia Retrospektyw, podczas uroczystej Gali, zostały wręczone bohaterom nagrody Festiwalu NNW – Sygnety Niepodległości i Drzwi do Wolności.

Romuald Rzeszutek, współorganizator drugich mieleckich Retrospektyw, radny miejski, pasjonat historii i inicjator edukacji historycznej młodych na Podkarpaciu, uważa, że Retrospektywy w Mielcu są naturalną odpowiedzią na głód wiedzy wielu pokoleń i zainteresowania filmowe młodzieży:

W wyniku ubiegłorocznej edycji Retrospektyw, wspólnie z grupą uczniów z I LO w Mielcu, wyprodukowaliśmy film, który podczas IX Festiwalu NNW zajął pierwsze miejsce w konkursie Młodzi dla Historii. Dzięki ogromnemu zainteresowaniu młodzieży i naszemu wspólnemu sukcesowi, nawet władze na szczeblu wojewódzkim zauważyły, że warto kontynuować tę inicjatywę. Z kolei młodzi ludzie, pomimo, że w Mielcu nie mamy klas o profilu filmowym, zaczęli dostrzegać, że film czy historia, mogą stać się w przyszłości ich drogą zawodową. W tym roku również zamierzamy przesłać filmy na konkurs. Wstępnie zorganizowały się już dwa zespoły uczniów, którzy skontaktowali się ze mną w tej sprawie z własnej inicjatywy. To dowód na to, że chociaż Retrospektywy trwają w danej miejscowości zaledwie przez dwa dni, to ziarno podczas nich zasiane, kiełkuje i wzrasta przez cały rok!   

Dyrektor Festiwalu NNW w swoich wypowiedziach podkreśla przede wszystkim edukacyjny wymiar wydarzenia oraz towarzyszących mu imprez. Wciąż szuka sposobów na zainteresowanie historią młodych ludzi, trochę „odklejonych” od tego, co było w przeszłości. Praca z młodzieżą zaczyna przynosić wymierne owoce:

Przez lata mówiono im: wybierajcie przyszłość, nie interesujcie się historią. Tymczasem, młodzi coraz chętniej zaglądają do rodzinnych albumów czerpiąc stamtąd inspiracje.

To samo zauważa Romuald Rzeszutek:

Efektem takich odkryć jest chociażby film jednego z uczniów naszej szkoły podstawowej, który opowiada historię jego krewnego, żołnierza niezłomnego z Mielca – Leona Wanatowicza, uhonorowanego pośmiertnie w roku ubiegłym Sygnetem Niepodległości. Na warsztaty filmowe przyprowadził go dziadek, który najpierw opowiedział mu o Wanatowiczu, a ten młody chłopak postanowił udokumentować jego życie. Odnalazł między innymi archiwalne zdjęcia, które również zostały wykorzystane w tej produkcji. Być może właśnie ten film zostanie wysłany na tegoroczny konkurs Młodzi dla Historii.

Innym doskonałym przykładem oddziaływania Festiwalu na młodych i wymiany doświadczeń międzypokoleniowych jest chociażby działalność studenta Oskara Brody w Krakowie, a od IX edycji przyjaciela Festiwalu NNW.

Wziąłem udział w konkursie modowym w ramach projektu Młodzi dla Historii w 2017 roku. Zachęciłem do tego również znajomych, którym pomogłem w doborze stylizacji. W tym roku także planuję uczestniczyć w Festiwalu NNW – tym razem w roli mentora modowego swoich podopiecznych. W międzyczasie miałem przyjemność prowadzić Retrospektywę w Krakowie, podczas której opowiadałem o historii mody XX wieku oraz podzieliłem się swoimi doświadczeniami z konkursu. Historia mody i charakteryzacji to moja pasja. Festiwal NNW jest dla mnie ogromnym źródłem wiedzy, a zbliżająca się kolejna edycja sprawia, że mogę podnosić sobie wyżej poprzeczkę w kreowaniu nowych stylizacji. Z kolei warsztaty z profesjonalistami pozwalają mi poznać tajniki zawodu kostiumografa i charakteryzatora, których w przyszłości chciałbym się podjąć.

Z podobnym entuzjazmem o Festiwalu NNW i Retrospektywach opowiadają też uczestnicy warsztatów oraz widzowie. „Retrospektywy, zgodnie z założeniem, były nie tylko nowatorską formą lekcji historii najważniejszego okresu w dziejach naszej Ojczyzny, II wojny światowej i pierwszych lat powojennych, ale i obfitującą w bogate świadectwo – piękną lekcją patriotyzmu. Na przykład podczas warsztatów Oskara Brody niezwykle cennym atutem było całościowe ujęcie wydarzenia, co sprawiło, że właśnie pod płaszczem mody z powodzeniem udało się niejako »przemycić« młodzieży szlachetną ideę  patriotyzmu, a przy tym też zainteresować historią. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że wysiłki ambitnego twórcy młodej generacji zostały docenione m.in. przez mjr. Janusza Kamockiego ps. Mamut, który w słowach uznania stwierdził, iż dziewczęta biorące udział w pokazie mody wyglądają tak autentycznie, jakby przeniesiono je z »tamtych czasów«” – powiedziała Justyna Nawara, uczestniczka krakowskich Retrospektyw.

Obecnie trwają przygotowania do jubileuszowej X edycji Festiwalu NNW, która odbędzie się 29.09-2.10.2018 r.

Dopiero zakończyliśmy ostatnie Retrospektywy, a już rozpoczęliśmy prace nad X edycją Festiwalu NNW. Zapraszamy gości, twórców, projektujemy plakaty, tworzymy koncepcję pamiątkowego albumu. Już teraz mogę powiedzieć, że tak, jak przystało na jubileusz, przygotowujemy dużo niespodzianek, odwiedzi nas wielu znamienitych gości. Złoty Opornik – nagroda główna w festiwalowym konkursie filmowym – już czeka na zwycięzcę X edycji! Co roku walczy o nią ok. 30 filmów opisujących najnowszą historię Polski. 

– opowiada dyrektor Festiwalu NNW.

Więcej o X Festiwalu Niepokorni Niezłomni Wyklęci http://festiwalnnw.pl/festiwal-2018/

* Większość Retrospektyw Festiwalu NNW zostało sfinansowanych ze środków Fundacji PZU.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Festiwal NNW, Stowarzyszenie Scena Kultury
Tagi

Wczytuję komentarze...

Zagadkowy napis na murze posesji należącej do Mariusza Ś. Nowe zeznania w procesie dot. śmierci Ziętary

Jarosław Ziętara / arch.

  

Dziś Sąd Okręgowy w Poznaniu kontynuował proces Mirosława R. ps. "Ryba" oraz Dariusza L., ps. "Lala", oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Świadkowie w procesie zeznawali dzisiaj o napisie zawierającym m.in. cyfry i nazwisko redaktora Jarosława Ziętary, który pojawił się w 2016 r. na murze jednej z posesji w Puszczykowie, należącej do twórcy Elektromisu Mariusza Ś.

Według ustaleń prokuratury, oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

W toku postępowania śledczy ustalili, że oskarżeni działali wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą. 60-letni obecnie Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalnością interesował się Ziętara.

Dzisiaj sąd przesłuchał m.in. Leszka J. Mężczyzna przeprowadzał remont na jednej z posesji należącej do twórcy Elektromisu Mariusza Ś. w Puszczykowie. Jak mówił, jesienią 2016 roku w trakcie remontu nieruchomości, pracownicy znaleźli na murze napis. Miał on zawierać nazwisko "Ziętara", "Kapela", a także cyfry.

- Byłem odpowiedzialny za przeprowadzenie remontu, układaliśmy kostkę i utwardzaliśmy powierzchnię. O ile dobrze pamiętam na napisie było tam nazwisko "Kapela" i podane jakieś cyfry. Było to dziwne, bo napis był po wewnętrznej stronie muru, zatem nie był to zwykły akt wandalizmu, bo ktoś musiał wejść na posesję. Przebywałem na tej nieruchomości kilka miesięcy, zanim ten napis został znaleziony. Napis był za altaną kamienną, dlatego nie było go widać. Dopiero kiedy pracownicy zaczęli sprzątać, to ujawnili ten napis. Wyglądał na świeży, nawet ktoś jakby próbował zatrzeć go ziemią, żeby go postarzyć. To był czarny napis, wykonany jakby pędzlem. Był dość duży, miał ok. metra długości

 – mówił Leszek J. [polecam:https://niezalezna.pl/299501-prokuratura-umorzyla-postepowanie-ws-zabojstwa-jaroslawa-zietary-deklaruje-dalsze-zainteresowanie]

Jak dodał, słowo "Kapela" skojarzył z nazwiskiem Romana K., który pracował w ochronie w Elektromisie. Świadek dodał, że o znalezieniu napisu poinformował telefonicznie swojego przełożonego.

- Trudno mi powiedzieć, jaka była reakcja Krystiana Cz., bo rozmawialiśmy przez telefon. Kazał mi zrobić zdjęcie tego napisu. Potem przyjechało trzech albo czterech policjantów z Krakowa to oglądać

 – podkreślił.

Zeznania składał dzisiaj także Mikołaj Ś., syn twórcy Elektromisu Mariusza Ś. Mężczyzna mówił, że po ujawnieniu napisu na murze pomagał oskarżonemu Mirosławowi R. w ustaleniu, co mogą oznaczać napisy znalezione w Puszczykowie.

- Widziałem tylko zdjęcie tego napisu. To był mój dom, tam się wychowywałem do 8 roku życia. Dom został sprzedany, a następnie ok. 3-4 lat temu odkupiony. Z tego co mi wiadomo, tego napisu już tam nie ma. Mój ojciec Mariusz Ś. prosił mnie, bo widział ten napis, żebym zobaczył w internecie, co to może oznaczać. Mój ojciec zawsze powtarzał, że "dzieci lepiej ogarniają internet". Z tego co pamiętam tam było 6 nic nie znaczących znaków, podzielonych przerwą na murzę. I następnie sprawdzałem co oznacza pierwszy "zestaw" cyfr, a następnie drugi. Szukałem w wyszukiwarkach internetowych i sprawdzałem w grafice Google co to może oznaczać

- powiedział.

Dodał, że jego zdaniem "pierwsze wyniki nie miały znaczenia. Pojawiały się cement, cegły, materiały do komputera".

- Po przeszukaniu na drugiej, lub trzeciej stronie zobaczyłem zdjęcie. Pan R., który siedział przy mnie zwrócił uwagę na to zdjęcie, ja też, bo było jedyne tego typu zdjęciu. Po wejściu na tę stronę okazało się, że jest to tzw. stary agregator zdjęć, mam na myśli stary system w tworzeniu stron internetowych - dodał.

- Osoba na tym zdjęciu była koło motocykla, trzymała kask w ręce. Po powiększeniu tego zdjęcia pan R. stwierdził, że jest to osoba podobna do Jarosława Ziętary. Zdjęcie nie było w super jakości, widać było, że było starsze, wyglądało na zeskanowane

– podkreślił.

- Następnie pan R. poprosił mnie, żebym sprawdził czy jest więcej takich podobnych zdjęć. Ale takich już nie było. Zaważyłem jednak, że była tam osoba starsza, w wieku ok. 40-50 lat i pokazałem tę osobę R., kto to może być. Była to osoba podobna do pana Ziętary. I następnie pan R. poprosił mnie żebym zrobił album zdjęć z tą osobą i wysłałem mu to w folderze – zaznaczył świadek.

Dodał, że kiedy próbował ustalić gdzie mogło zostać to zdjęcie zrobione, okazało, że zdjęcie było robione w Australii. [polecam:https://niezalezna.pl/274837-to-rosjanie-zabili-jaroslawa-zietare-szokujace-zeznania-bylego-gangstera]

Sąd przesłuchał w piątek także Hannę K., wdowę po zmarłym w 1993 roku Romanie K. ps. "Kapela". Były mistrz Polski w judo, policjant i ochroniarz Elektromisu, według prokuratury był zamieszany w porwanie Ziętary. Mężczyzna miał popełnić samobójstwo w mieszkaniu kochanki. W mediach pojawiały się jednak informacje, że samobójstwo Romana K. zostało upozorowane. Prokuratura nie znalazła dowodów na potwierdzenie tych hipotez.

W poprzednich zeznaniach, odczytanych dziś przez sąd, kobieta podkreśliła, że jej zdaniem śmierć jej męża nie była przypadkowa.

- Nie wiem kto zabił mojego męża, ale jestem przekonana, że zginął w sposób zbrodniczy. On nie popełniłby samobójstwa

 – zaznaczyła.

Dodała, że w jej opinii "Mirosław R. może stać za pozbawieniem życia mojego męża".

- Pamiętam, że jak jeszcze byłam w szpitalu przy Romku, to Mirosław R. cały czas chodził nerwowo, patrzył przez szybę. Nikt nigdy nie powiedział mi nic więcej o śmierci Romka

 – mówiła. Dodała, że szwagier zabiegał o wznowienie śledztwa, ale miał usłyszeć, że "lepiej się tą sprawą nie zajmować, jeśli jemu i jego rodzinie nie ma się stać nic złego".

Zeznania składała także m.in. Anna W., żona Wojciecha W. ochroniarza w Elektromisie, który kilka lat po zniknięciu dziennikarza zginął w wypadku samochodowym. Sąd przesłuchał także matkę Dariusza L., Janinę. Mężczyzna pracował w Elektromisie, później zginął w wypadku samochodowym. Według śledczych, Dariusz L. ps. "Lewy" wiedział, co się stało z Ziętarą.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts