Wczoraj "Fakt" przedstawił zeznania Mieczysława O. i Łukasza L., zatrudnionych w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, dotyczące wątku "zegarkowego" w sprawie Gawłowskiego. L. powiedział śledczym, że w 2010 r. usłyszał od wiceministra Gawłowskiego, że jeżeli nadal chce pełnić swą funkcję, to musi się odwdzięczyć”, a piastowanie stanowiska zastępcy dyrektora „nie jest bezpłatne”. Mieczysław O. miał wyjaśnić L., że „Gawłowski lubi dostawać prezenty i tego oczekuje w zamian”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kulisy afery z prezentem dla Gawłowskiego

Gawłowski również wczoraj podniósł larum, że całe toczące się w jego sprawie śledztwo ma charakter politycznej nagonki. Wskazał nawet, że jest udziałem Joachima Brudzińskiego, wicemarszałka Sejmu. Brudziński odparł zarzuty polityka PO.

CZYTAJ WIĘCEJ: Brudziński odpiera zarzuty Platformy

Dziś "Fakt" ujawnił kolejne zeznania w sprawie Gawłowskiego, które w bardzo niekorzystnym świetle stawiają sekretarza PO. Chodzi o wątek tzw. kanapek wyborczych, czyli pieniędzy przekazywanych na pomoc w kampanii wyborczej. 

Od 2009 do 2013 r. w Zachodniopomorskiem działać miała, jak ustaliła prokuratura, grupa przestępcza na czele z biznesmenem Krzysztofem B., współpracującym z Tomaszem P., dyrektorem Zachodniopomorskiego Urzędu Melioracji i Urządzeń Wodnych. Grupa miała brać łapówki za zlecenia oraz dokonywać wyłudzeń w związku z przetargami. 

Jak informuje "Fakt", P. miał w 2014 r. zeznać, że Krzysztof B. mówił mu o przekazywaniu Gawłowskiemu "kanapek wyborczych". Sam B., wyjaśnił, że chodziło o pomoc finansową w kampanii wyborczej. Łącznie podczas prywatnych spotkań w domu Gawłowskiego B. przekazać miał mu nawet 190 tys. złotych.

Jeśli B. nie dawałby Gawłowskiemu "kanapek", wówczas - jak sam twierdził - "nie miałby szans wygrać przetargów, które wygrał".