Niszczył przedsiębiorców, ukrywał dokumenty. Koniec bezkarności komornika ze Zgorzelca

/ Ignac Glowacki/Gazeta Polska

  

Komornik sądowy Ireneusz S. ze Zgorzelca najpierw usiłował zniszczyć przedsiębiorcę, później, gdy zawieszono jego kancelarię, utrudniał pracę innym komornikom. Lista poszkodowanych jego działalnością jest naprawdę długa. Znajduje się na niej m.in. matka z dzieckiem. Prokuratura nie ma dla niego litości. Najbliższe miesiące spędzi w areszcie. Grozi mu 10 lat więzienia.

W czerwcu tego roku Prokuratura Rejonowa w Lubaniu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciw Ireneuszowi S.

Komornik sądowy w jednej z egzekucji zajął przedsiębiorcy wbrew przepisom przedmioty, które służyły do prowadzenia działalności. Poza tym firma miała długi na kilkadziesiąt tysięcy złotych, tymczasem komornik zajął majątek o wartości ok. 2,5 mln zł i nie sporządził protokołów zajęcia majątku, bo rzekomo nie miał na to czasu.

W związku z tym został zawieszony już półtora roku temu. Wówczas ustanowiono jego zastępców, ale utrudniał im pracę, np. wymienił zamki do drzwi kancelarii. Śledczy podejrzewają, że działania komornika nie były jedynie złośliwością, ale miały na celu ukrycie nieprawidłowości, których Ireneusz S. dopuścił się, prowadząc kancelarię.

Prokuratorzy sprawdzają również, czy komornik nie sprzeniewierzył pieniędzy, które egzekwował w związku ze swoją działalnością. 

To, że komornik ukrywał dokumenty, miało wiele negatywnych konsekwencji dla wierzycieli. Wśród nich jest matka, na rzecz której komornik miał egzekwować alimenty. By kobieta mogła otrzymywać środki z opieki społecznej, powinna regularnie uzyskiwać zaświadczenia od komornika, że egzekucja alimentów jest bezskuteczna. Ireneusz S. ich nie wystawiał. 

Więcej w dzisiejszym Dodatku Dolnośląskim "Gazety Polskiej Codziennie".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl