Kiedy pewnego dnia Clay Jensen (Dylan Minnette) znajduje podrzucone pod jego dom pudełko z kasetami magnetofonowymi, jeszcze nie wie, że jego życie zmieni się bezpowrotnie. Licealista wstrząśnięty samobójstwem niedoszłej sympatii – Hanny Baker (Katherine Langford) musi od tej chwili zmierzyć się z testamentem przyjaciółki, która na 13 nagraniach opowiada o powodach, dla których postanowiła odebrać sobie życie – Clay jest jednym z nich. Ale są i inni: przyjaciółki, które zdradziły, chłopcy, którzy seksistowskimi żartami podkopywali samoocenę Hannah, dzieci bogatych rodziców, które mają tak dużo, że brakuje im już tylko intensywnych doznań, czy wreszcie pedagog, który okazał się kompletnie ślepy na patologie panujące w pozornie porządnej szkole.

Ktoś może powiedzieć, że to za mało, by targnąć się na własne życie, jak uczyniła to Hannah Baker. Rzeczywiście, główna bohaterka to ikona egzaltacji – mimoza, która każde krzywe spojrzenie potrafi rozdmuchać do rozmiaru życiowej tragedii, nic więc dziwnego, że u sporej części widzów wzbudziła niechęć i politowanie. Ale czy naprawdę możemy decydować o mierze cierpienia, jakie w bezpiecznej dawce może przyjąć na siebie dorastający człowiek? Niestety, zarówno przypadek Hannah, jak i znane nam przykłady z życia świadczą, że nie ma takiej dawki. Z jednego prostego powodu – każdy jest inny, ma inną tolerancję na zranienia i sposób radzenia sobie z nimi. A twórcy „13 powodów” pomagają to zrozumieć.

„13 powodów” to zgrabnie nakręcona przez Briana Yorkeya historia z gatunku teen drama, oparta na literackim bestsellerze Jaya Ashera z 2007 roku. Znajdziemy tu ciekawie nakreślone (choć niewolne od uproszczeń) portrety psychologiczne, znakomity soundtrack łączący współczesne brzmienia z vintage'owym klimatem lat 80. (pierwszy odcinek otwiera jakże znamienne, biorąc pod uwagę fabułę serialu „Love Will Tear Us Apart” Joy Division) i popis umiejętności młodych aktorów (pan Minette mógłby wprawdzie dysponować większą paletą emocji, ale rozumiem, że „Clay-nudziarz” był częścią koncepcji twórców). Jednak największym atutem produkcji jest jej scenariusz – pełen zagadek, odwołujący się do najmroczniejszych zakamarków ludzkiej duszy porywa widza nie mniej niż kasety Claya, który w pewnym momencie dosłownie przyrasta do słuchawek i walkmana (jak widać, oldschoolowa jest tu nie tylko muzyka), uzależniając się od narracji Hannah.

Na wskroś realistyczna i pozbawiona romantycznych upiększeń scena samobójstwa Hannah wywołała prawdziwą burzę – ponoć pewien 23-latek w Peru wyskoczył z okna, rzekomo inspirując się produkcją Netflixa. Jedni widzą w finale ostrzeżenie, inni – gloryfikację śmierci. Cóż, jeśli z powodu serialu młody człowiek odbiera sobie życie, jest to niezawodny dowód na to, że Hannah Baker to ktoś więcej niż nadwrażliwa postać z filmu. To objaw szerszego, i co więcej - rzeczywistego problemu, o którym do tej pory niewiele (poza nielicznymi wyjątkami takimi jak chociażby polska „Sala samobójców”) mówiono. I choć dosadny sposób, w jaki twórcy serialu rozpoczęli tę dyskusję może budzić opór (wiekowa cezura 16 lat to stanowczo za mało, ale czy ktoś to jeszcze kontroluje?), chwała im za to, że w ogóle ów temat podjęli. Może skłoni nas to do głębszej myśli - czy przypadkiem nie mijamy codziennie kogoś takiego jak Hannah Baker? A może sami nią jesteśmy?
 

Serial "13 powodów" dostępny jest na platformie Netflix.