Donald Tusk 5 lipca miał zostać przesłuchany przez prokuraturę w charakterze świadka. Przesłuchanie miało dotyczyć jednego ze śledztw tzw. okołosmoleńskich. Tymczasem okazuje się, że były premier w prokuraturze się nie stawi.

Choć prokuratura wyznaczyła Tuskowi termin przesłuchania z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, szef Rady Europejskiej swoją nieobecność tłumaczy obowiązkami służbowymi.

- W piątek były premier Donald Tusk zawiadomił poprzez swojego pełnomocnika, że nie stawi się na przesłuchanie w charakterze świadka w jednym z tzw. śledztw okołosmoleńskich. Nieobecność w terminie, który prokuratura wyznaczyła mu z ponad dwumiesięcznym wyprzedzeniem, wytłumaczył swoimi obowiązkami służbowymi – informuje Prokuratura Krajowa.

W związku z informacją o nieobecności na przesłuchaniu, śledczy będą zmuszeni wyznaczyć nowy termin przesłuchania.

- Wezwanie na przesłuchanie na 5 lipca prokuratura skierowała do Donalda Tuska już 26 kwietnia 2017 roku. Odbiór wezwania został pokwitowany 5 maja, co oznacza, że zostało ono skutecznie doręczone. Wbrew doniesieniom medialnym, które pojawiły się kilka dni później, prokuratura nie otrzymała wówczas od Donalda Tuska ani od jego pełnomocnika informacji, że były premier nie złoży zeznań w wyznaczonym terminie ze względu na inne swoje obowiązki. 26 maja prokuratorzy, chcąc zapewnić sprawny tok postępowania, zwrócili się do pełnomocnika Donalda Tuska, mecenasa Romana Giertycha, z pytaniem, czy termin przesłuchania rzeczywiście – jak podawały to, powołując się na anonimowych informatorów media – koliduje z obowiązkami służbowymi świadka. Pismo to pełnomocnik odebrał 31 maja. Do 30 czerwca nie informował prokuratury o przeszkodach, które uniemożliwiałyby byłemu Prezesowi Rady Ministrów złożenie zeznań w określonym w wezwaniu terminie - czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej.