Oczywiście każdy rząd musi kierować się decyzjami parlamentu. Ale każdy rząd ma też obowiązek wychowywać parlament. (...) Gdyby rządy pozwalały parlamentom całkowicie związywać sobie ręce, nie zachowując dla siebie pola manewru, to rozpad Europy byłby bardziej prawdopodobny niż bliższa integracja – stwierdził premier Włoch.
Ta wypowiedź Montiego, ewidentnie nawołująca do łamania zasad demokracji, wywołała w Europie konsternację. Stanowczo zareagowała Komisja Europejska, która stwierdziła, że decyzje podejmowane przez rządy w strefie euro w pewnych krajach wymagają akceptacji przez parlamenty narodowe i KE w pełni szanuje te kompetencje. Słowa premiera Włoch szczególnie źle odebrano w Niemczech. Uznano bowiem, że to krytyka silnej pozycji Bundestagu, który ogranicza Angeli Merkel możliwość podejmowania decyzji związanych z finansowym zaangażowaniem Niemiec w ratowanie strefy euro.
Zdaniem szefa niemieckiej dyplomacji Guido Westerwellego sytuacja w zmagającej się z kryzysem UE jest zbyt poważna, by czynić z niej temat walki politycznej. – Ton debaty jest bardzo niebezpieczny – ocenił. Jeszcze ostrzej zareagował sekretarz generalny CSU Alexander Dobrindt. – Pan Monti potrzebuje widocznie jasnej odpowiedzi, że my, Niemcy, nie jesteśmy gotowi na likwidację naszej demokracji, aby sfinansować włoskie długi – powiedział.
