Libijczycy wybierali w sobotę 200 deputowanych Zgromadzenia Ustawodawczego, które ma przygotować projekt nowej konstytucji kraju. Pierwsze wstępne wyniki wyborów podano dopiero we wtorek. Po zeszłorocznym powstaniu przeciw Kaddafiemu kraj nadal nie może dojść do siebie. Władza rządu w Trypolisie nie rozciąga się na całość ogromnych saharyjskich pustkowi na południu. Tam, na pograniczu z Czadem, rządzą koczownicze plemiona. Wrze również we wschodniej części Libii - tej, w której wydobywa się ropę naftową i gdzie zaczęło się powstanie. Mieszkańcy tej części kraju uważają, że za mało zyskali na rewolucji, silne wpływy mają tam partyzanccy dowódcy.
Wybory odbywały się według mieszanej ordynacji, proporcjonalno-większościowej. Formalnie wygląda to tak, że o 80 miejsc w zgromadzeniu walczą partie polityczne, a o 120 - kandydaci indywidualni. Ale w Libii życie polityczne jeszcze się nie wyklarowało: partie polityczne to zbiorowiska indywidualności, a w puli „indywidualnej” startują kandydaci popierani przez partie. No i do wyborów zgłosiło się ponad 100 partii i 4 tys. kandydatów indywidualnych. Prawo wyborcze sprawia, że raczej nikt nie zdobędzie przewagi w parlamencie. Ale za to w zgromadzeniu na pewno będą reprezentowane wszystkie liczące się grupy społeczne (np. byłych partyzantów) czy klany i rody. Powinno to jednak zapewnić parlamentowi legitymizację, a krajowi - upragniony spokój.
Według pierwszych wyników opublikowanych we wtorek najwięcej głosów zdobyła pstra koalicja ponad 40 partii, kilkunastu organizacji społecznych i wielu znanych osobistości, zwana trochę na wyrost „liberałami”. Liberalnego poloru nadaje jej lider Mahmud Dżibril, ekonomista wykształcony w USA na uniwersytecie w Pittsburghu i były premier rządu tymczasowego. Wcześniej pracował w rządzie Kaddafiego, co ułatwia mu szukanie sojuszników wśród przegranych, ale utrudnia wśród byłych partyzantów. Drugie miejsce zajęła Partia Sprawiedliwości i Rozwoju założona przez Bractwo Muzułmańskie, czyli religijnych radykałów. Jeśli obecne wyniki potwierdzą się w skali kraju, zostanie przełamana pewna tendencja w krajach arabskich: po rewolucjach wybory wygrywały tam ugrupowania fundamentalistyczne (w Tunezji i Egipcie). Na trzecim miejscu znajduje się typowo libijskie ugrupowanie Front Narodowy założone przez dawnych opozycjonistów i byłych partyzantów.
Partie rozpoznawane są raczej poprzez swoich liderów niż poprzez swoje programy. Wiadomo jednak, że Dżibril stawia na kompromis między różnymi siłami, Bractwo Muzułmańskie chce wprowadzenia elementów prawa muzułmańskiego, a partyzanci pragną dokończenia rewolucji. Ale w kampanii wyborczej wszystko się zmieszało. „Liberałowie” okazali się zwolennikami szariatu. Niektórzy przywódcy Bractwa Muzułmańskiego zaś energicznie bronili praw kobiet, a przede wszystkim ich prawa do odziewania się, tak jak chcą.
