Ujawnić aneks WSI!

Aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych powinien zostać jak najszybciej ujawniony przez prezydenta Andrzeja Dudę. Nie ma żadnych przesłanek, by jego treść wciąż była tajna. II Zarząd Sztabu Generalnego LWP, a potem Wojskowe Służby Informacyjne odegrały znaczącą rolę w III RP, mając bardzo duży wpływ na gospodarkę i finanse.

Przykładem afera FOZZ-u i osoba Grzegorza Żemka (współpracownika II Zarządu o ps. Dik). A takich wypadków ingerencji WSI w gospodarkę było dużo więcej. Część z nich – budzących ogromne wątpliwości – ma być opisana szczegółowo właśnie w aneksie. Mają w nim być także nazwiska osób, których działalność miała niewiele wspólnego z interesem RP. Dlatego społeczeństwo powinno jak najszybciej poznać te nieformalne mechanizmy, które rządziły (a nawet rządzą) gospodarką III RP.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Historia jak kamień, historia jak chleb

Przez dekady III RP bardzo często słyszałem ze strony liczącej się lewicy i mainstreamowych liberałów, że Polacy powinni się oduczyć myślenia o rzeczywistości za pomocą symboli, że polityka historyczna jest passé, że nowoczesne państwa nie walczą o przyszłość, opierając się na historii. Ale to nie była i nie jest prawda.

Ostatnie tygodnie pokazują dobitnie, że – nie po raz pierwszy – w najlepszym razie te środowiska się zdecydowanie myliły, w najgorszym – próbowały wprowadzić opinię publiczną w błąd. Programowy ahistoryzm albo narracje snute w zgodzie z pedagogiką wstydu też są przecież formą polityki historycznej – tyle że dostosowują opowieść do dobrze widzianych gdzie indziej historii. Rosjanie, Francuzi, Austriacy, Amerykanie – gdyby prześledzić uważnie zakurzone zakamarki pamięci, okazałoby się, że znajdziemy tam niezły katalog wstydliwych spraw.

Rosja i Żydzi

Choćby relacje Żydów z Rosją właściwie przez całe dzieje (zarówno za białego, jak i czerwonego caratu) były naprawdę trudne. W Polsce pamiętamy np. o akcesie relatywnie niewielkiej części polskich i rosyjskich Żydów do komunizmu, ale ogromna większość żydowskiej diaspory na różne sposoby ucierpiała od rosyjskiego i sowieckiego antysemityzmu, nierzadko bardzo mocnego instytucjonalnie. Dobrze pokazuje to choćby książka „Widziałem Anioła Śmierci. Losy deportowanych Żydów polskich w ZSRR w latach II wojny światowej”.

Ta praca to relacje ocalałych, nazywane „protokołami palestyńskimi”, spisane i zebrane przez Centrum Informacji Rządu Polskiego na Wychodźstwie na Bliskim Wschodzie w latach 1942­–1944 i zdeponowane w Instytucie Hoovera przy Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. W formie książkowej rzecz ukazała się na polskim rynku księgarskim dopiero w 2006 r. Wiele o relacjach Rosjan i Żydów mówi też erudycyjna praca popularnonaukowa „Czerwona księga. Stalin i Żydzi” pióra Arno Lustigera. W zbeletryzowanej, przejmującej formie o sowieckim antysemityzmie, w którym bardzo czuć jeszcze stary wielkoruski przesąd, opowiadają książki „Nie odwracaj twarzy od śmierci” i „Park niepotrzebnych Żydów” Grigorija Kanowicza.

Francja i Austria: rzecz o cieniach

A Francuzi? „Promieniowania” Ernsta Jüngera, hitlerowskiego oficera i myśliciela (pod którego urokiem bywają również niektórzy współcześni konserwatywni intelektualiści w Polsce) rzucają wymowne światło na Paryż w czasie wojny. Gdy w Polsce wyrzynano inteligencję, Jünger w Paryżu bywał u francuskiej inteligencji i arystokracji z najwyższych rodów. Dla nich okupacja była uciążliwa, niosła cień zagrożenia, ale nie wiązała się z totalnym strachem i groźbą eksterminacji. Śmietanka towarzyska francuskiej stolicy pod okupacją nie była zagrożona planowanymi i realizowanymi akcjami zagłady, tak jak polska profesura, inteligencja – nie tylko w Poznańskiem.

I więcej jeszcze, państwo Vichy po prostu kolaborowało z hitlerowskimi Niemcami. Wymowna historia: francuski potentat z branży tekstylnej, Marcel Boussac, który w II Rzeczypospolitej przejął od państwa, a następnie zrujnował Zakłady Żyrardowskie, w czasie II wojny światowej dostarczył Kriegsmarine 110 mln m tkanin. Po wojnie nie został osądzony, współpracował z armią amerykańską, śledztwo w jego sprawie zostało zamknięte bez konsekwencji na początku 1947 r. Boussac pomógł później Christianowi Diorowi otworzyć dom mody w Paryżu. Dodajmy, że ludzie pokroju Boussaca nie pracowali przecież sami, mieli mnóstwo krajan za podwładnych i współpracowników. Oni wszyscy są dziś jednak niewidzialni, ponieważ ofiary Holokaustu upchnięto w innym zakątku Europy, a współpracownicy katów pracowali na sukcesy niemieckiego narodowego socjalizmu choćby zza biurek we Francji.

Wiele można by mówić również o hitlerowcach z Austrii. Byli wśród nich Odilo Globocnik, odpowiedzialny m.in. za zbrodnie na Zamojszczyźnie; Franz Stangl, komendant obozów w Treblince i Sobiborze; Otto Gustav von Wächter, gubernator dystryktu galicyjskiego i krakowskiego Generalnego Gubernatorstwa. Szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy był też Austriak Ernst Kalltenbrunner. Austriakiem był Adolf Eichmann, skazany na karę śmierci w Izraelu po tym, jak porwały go z Argentyny izraelskie służby specjalne. Ponad tysiąc członków SS i policji z Austrii brało udział w pacyfikacji powstania w warszawskim getcie. Co wymowne, już po II wojnie światowej zbrodniarze wojenni z Austrii w większości wypadków sądzeni byli przez sądy austriackie (a nie przez aliantów). Niewielu z nich stanęło przed trybunałem norymberskim.

Mówmy spokojnie, ale stanowczo

Wiele dałoby się powiedzieć o możliwych powodach, dla których ignorowano płynące w czasie II wojny światowej właśnie od Polaków sygnały o gehennie na wschodzie Europy, o wyniszczaniu Żydów, Polaków, Romów. Krótki szkic sytuacji pozwala dobrze zrozumieć, że wojenna machina Niemiec, że zbrodniczy narodowosocjalistyczny totalitaryzm miał współpracowników w mało dla wielu oczywistych miejscach. Z jednej strony toczono wojnę – z drugiej robiono interesy. Po wojnie poszczególni alianci dostosowali politykę historyczną do własnych potrzeb, często chętnie korzystając jednak z usług byłych nierozliczonych zbrodniarzy. Mówiono o tym oczywiście w czasach PRL-u, ale wiadomo, że w znacznej mierze było to robione pod potrzeby i oczekiwania Moskwy, która miała własne zbrodnie na sumieniu, i własne dawne sojusze z Hitlerem, o których nie wolno było wspominać.

Z hitlerowskimi Niemcami współpracowały albo instytucje, albo wielki prywatny lub państwowy kapitał z państw takich jak Francja czy ZSRS. Austriacy zaś, choć uchodzą za ofiarę hitlerowskich Niemiec, w znacznej mierze budowali tamten reżim. Dziś jednak odium historycznego zła spada przede wszystkim na Polskę. Wyzwanie, przed jakim stoimy, wymaga i stanowczego, i delikatnego postępowania. Jeżeli chcemy walczyć dziś o pamięć, to nie możemy zdawać się na krótkie, gorące, dyplomatyczne spięcia.

Dziś potrzeba zespołu złożonego z historyków, znawców marketingu politycznego, ludzi kultury, a także specjalistów od mediów społecznościowych, zdolnych nie tylko pokazywać polskie racje, ale także wpływać na międzynarodową opinię publiczną z pomocą faktów. Również tych przedstawionych wyżej. Trzeba pokazać światu – spokojnie, ale stanowczo – sprawy, które także na Zachodzie wygodniej było przez lata przemilczeć. Ale skończmy już z pospolitym ruszeniem, z tą wiarą, że wystarczy paru znajomych z dużym budżetem, żeby wygrać swoje – zainwestujmy w sprawną instytucję solidne pieniądze. Historia może być jak kamień albo jak chleb – można się nią karmić, można nią uderzać. I jak się wydaje, z zasady służy jednemu i drugiemu – nawet w świecie bez wojny.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl