niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
25 lipca 2017

"Ożenek" w Teatrze 6. Piętro to majstersztyk łączący klasykę i współczesność. RECENZJA

Dodano: 13.03.2017 [16:02]
"Ożenek" w Teatrze 6. Piętro to majstersztyk łączący klasykę i współczesność. RECENZJA - niezalezna.pl
foto: mat. pras.
Choć  do dziś kultowa wersja komedii Gogola z lat 70. z Anną Seniuk i Ireną Kwiatkowską w obsadzie nie ma sobie równych, to ekipie Teatru 6. Piętro udało się do tego ideału zbliżyć. Wiele w tym zasługi aktorów – Piotra Głowackiego, Cezarego Żaka i Pauliny Chruściel, ale także reżysera Andrzeja Bubienia, który po raz kolejny udowodnił, że subtelności rosyjskiej klasyki nie mają przed nim tajemnic. „Ożenek” to niewątpliwie jedna z najgorętszych warszawskich premier sezonu.

Tym, co w "Ożenku" zwraca największą uwagę , jest ciekawie dobrana obsada. Nieco zaskakuje Anna Dereszowska w roli swatki Fiokły Iwanowny – wypowiadane przez nią kwestie obfitują w odwołania  do podeszłego wieku, gryząc się tym samym z pełną kobiecej gracji i seksapilu aparycją aktorki. Pewien niedosyt pozostawia również kreacja Michała Żebrowskiego (dyrektora 6. Piętra) jako Podkolesina – bohater zamiast drażnić i jednocześnie śmieszyć widza swoim niezdecydowaniem co do ożenku z Agafią Tichonowną, wywołuje jedynie pełen politowania uśmiech na twarzy. To wszystko są jednak subtelności, które można ulokować zarówno po stronie wad spektaklu, jak i jego zalet – wszak przełamują one  nieco dotychczasowe postrzeganie tych dwóch postaci.

Reszta ekipy pasuje jak ulał – Cezary Pazura w roli gadatliwego nudziarza Żewakina, Janusz Chabior jako pełen kompleksów Anuczkin i wywołujący swoją charyzmą salwy śmiechu Cezary Żak jako Iwan Pawłowicz Jajecznica to trio kompletne. Znakomicie spisuje się także obsadzona w roli panny na wydaniu -  Agafii Tichonowny - Paulina Chruściel, która swoim urokiem dorównuje niemal samej Annie Seniuk z kultowej wersji komedii w reżyserii Ewy Bonackiej z 1976 roku. Jednak prawdziwym królem sceny, który kradnie całe show reszcie ekipy jest Piotr Głowacki w roli przyjaciela Podkolesina, Koczkariewa. Stworzona przez niego kreacja kipi od komizmu, a śmiech publiczności towarzyszący scenom z jego udziałem momentami zagłusza wręcz kwestie wypowiadane w tym czasie przez innych aktorów.

Oprócz talentu odtwórców i wyważonej granicy między samym dziełem, a jego twórczą interpretacją, na szczególne uznanie zasługuje reżyseria Andrzeja Bubienia.
Na deskach tego samego teatru możemy podziwiać jego inne wspaniałe wystawienie, czyli „Wujaszka Wanię” Antoniego Czechowa. Oba spektakle pokazują, że reżyser jak mało kto potrafi wgryźć się w psychologiczne niuanse literackich bohaterów rosyjskiej klasyki, a wprowadzone przez niego na scenę elementy tańca oraz gry ciałem i gestami nadają obu sztukom nową estetyczną jakość. Całość sprawia, że „Ożenek” to godny następca „Wujaszka Wani”, a tym samym jedna z najgorętszych warszawskich premier sezonu, która doskonale łączy klasykę z indywidualną wizją reżysera.

Pełna treść recenzji już jutro w "Gazecie Polskiej Codziennie".
DZIAŁ:
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

Ok, ale dlaczego nie Bałucki, Fredro, Kisielewski, Żeromski, Zapolska, Szaniawski... - tyle ich, nie mniej zabawne, a humor nie tak ciężki, azjatycki, z grubej rury.

Z czego się tu cieszyć? Żenada.

Czyli jednak można tworzyć wielki teatr bez plucia jadem i bryzgania odchodami. Dobrze, by zrozumieli to niektórzy pseudoartyści.

Obejrzałam tę produkcję tydzień po premierze. Wyszłam zniesmaczona. Oto przepis jak zniszczyć dzieło, ale zdobyć widzów (i pieniądze): seks, seks i...jeszcze raz seks - tylko jeden przykład - Agafia Tichonowna na scenie rozkładająca nogi przed Podkolesinem - to ma wywoływać salwy śmiechu i standing ovation( notabene miała miejsce).
NIE! NIE! NIE!

Zgadzam się w stu procentach. Rozhisteryzowane drgawki o podłożu seksualnym. Wujaszka Wani nie widziałem, ale po dzisiejszym spektaklu wiem, że z pewnością nie obejrzę tej sztuki w tym teatrze. Szkoda takich aktorów, ich wysiłku i zaangażowania (świetnie gra Cezary Pazura, charakterystyczny i dbający o każdy szczegół i gest), bo z takiej "wizji" "reżysera" nic dobrego nie może wyjść. A dyrektor Żebrowski zrobił to dla kasy? Chyba tak, bo żadna inna odpowiedź nie przychodzi do głowy. Strzeżcie się ludzie tej inscenizacji, bo zamiast zażyć rozrywki, wyjdziecie źli i zdegustowani, z poczuciem straconego czasu i pieniędzy.

Przeżyję bez Gogola i tych POstsowieckich pajaców na scenie, wystarczy mi Fredro.

Czy "patriota" musi oznaczać "idiota"?
Zastanów się, co piszesz.

Dereszowska to kiepska aktorka, szkoda tej roli dla niej.

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl