Wojskowe interesy

  

Mecenas Aleksander Pociej, wspólnik kancelarii, która reprezentowała m.in. obecnego prezydenta Bronisława Komorowskiego i polityków PO, na początku lat 90. zasiadał w spółkach kontrolowanych przez wojskowe służby specjalne, czyli WSI. Niektórzy z udziałowców wcześniej pracowali w II Zarządzie Sztabu Generalnego (wywiad wojskowy PRL) bądź byli tajnymi współpracownikami służb specjalnych PRL

Funkcjonariusze wojskowych służb specjalnych dzięki swoim wpływom mają znaczny wpływ na życie polityczne i gospodarcze w Polsce. Stało się tak dzięki wydarzeniom, które swój początek miały w okresie PRL, a zwłaszcza w latach 80., okresie dyktatury generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Na przełomie lat 80. i 90. dawny komunistyczny wywiad wojskowy, a po przekształceniu Wojskowe Służby Informacyjne, koncentrował swój wysiłek na tworzeniu firm działających „pod przykryciem”. Konsekwencją tej praktyki było uzyskanie wpływu przez służby wojskowe na życie gospodarcze i społeczne.

Biznes Oddziału „Y”

1 listopada 1983 r. w centrali wywiadu wojskowego utworzono Oddział „Y”. Temu właśnie oddziałowi, którego większość żołnierzy przeszła przeszkolenie w ZSRR, powierzono realizację zadania reorientacji wywiadu i stworzenia sieci przedsiębiorstw mających stanowić tajne ekspozytury komunistycznych służb. Oddział „Y” został formalnie rozwiązany w 1991 r., ale jego faktyczną kontynuacją był Odział 2, później Oddział 22 Wojskowych Służb Informacyjnych.

Funkcjonariusz Oddziału „Y” płk Tadeusz Ważyński był zatrudniony pod przykryciem w spółkach biznesmena Jana Załuski – według dokumentów IPN został zarejestrowany przez służby PRL jako TW „Merc”.

„Merc” współpracował z komunistycznym wywiadem wojskowym (Zarządem II Sztabu Generalnego LWP), a następnie z pionem wywiadowczym WSI, co najmniej od 1986 r., jeżeli nie wcześniej, jako współpracownik o ps. „MERC”. Początki jego współpracy datują się na rok 1969. Wówczas 23-letni student SGPiS w Warszawie, pilot „Orbisu”, został zwerbowany przez pion kontrwywiadowczy Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej w Warszawie dla celów zabezpieczenia operacyjnego wycieczek zagranicznych oraz zagranicznych wizyt studentów.

Według dokumentów IPN w latach 1984–1986 „Merc” został przejęty od SB przez komunistyczny wywiad cywilny (Departament I SB MSW) i zwerbowany jako Kontakt Operacyjny o ps. „JAZA”. Załuska sprowadzał z Wiednia na potrzeby MSW sprzęt komputerowy, objęty embargiem. Wykorzystywał do tego swoją firmę PPZ „CARPATIA”.

„Merc” współpracuje z Oddziałem „Y”
W swoim oświadczeniu woli, datowanym na 7 lipca 1989 r., tak oto Jan Załuska sprecyzował warunki oddania swoich spółek we władanie Zarządu II Sztabu Generalnego PRL (wywiad wojskowy):

„Ja, niżej podpisany JAN ZAŁUSKA s. Janusza ur. 1946.10.09 w Cieplicach Śląskich, zam. Warszawa ul. Dusznicka 63, legitymujący się dowodem osobistym serii SJ nr 7397868, biorąc pod uwagę interesy Rzeczpospolitej Polskiej zobowiązuję się do:

1. Oddania pod nadzór Centrali dwóch moich firm znajdujących się w Polsce – PPZ „CARPATIA” i PPZ „AGARICUS”;
2. Przekazywania Centrali zysków z działalności obydwu firm w wysokości 5% od zysku netto, płatne kwartalnie;
3. Przekazywania Centrali 3% od zysku netto austriackiej firmy „Reidrich Gmbh” znajdującej się w Wiedniu;
4. Właściwego wykorzystania /inwestycje, zakup akcji, itp./ ewentualnych funduszy dewizowych Centrali, celem uzyskania dodatkowych zysków;
5. Zatrudniania delegowanych przez Centralę osób na kluczowych stanowiskach w w/w firmach.

Centrala zobowiązuje się do udzielenia Panu, tak w kraju, jak i za granicą wszelkiej niezbędnej pomocy związanej z zachowaniem konspiracji i bezpieczeństwa.
Podpisany Jan ZAŁUSKA”.


Służby w spółkach „Merca”
Prowadzącymi „Merca” byli wyłącznie oficerowie Oddziału „Y”. Poza płk. Tadeuszem Ważyńskim do tego grona zaliczyć należy także płk. Zdzisław Żyłowskiego znanego z afery FOZZ (był także oficerem prowadzącym współpracownika o ps. „DIK” – Grzegorza Żemka).

Co ciekawe, „Merc” na przełomie lat 80. i 90. był oskarżony o malwersacje finansowe i spędził ponad 1,5 roku w więzieniu. Stało się to prawdopodobnie z powodu konfliktu, jaki zaistniał na linii komunistyczny wywiad wojskowy – Służba Bezpieczeństwa. Obrońcą Załuski w procesie karnym był adwokat Władysław Pociej, według dokumentów IPN k.o. „Lucky” (o czym pisaliśmy w poprzednich wydaniach „Gazety Polskiej”).

W latach 90. Jan Załuska został porwany i był torturowany w celu wyłudzenia okupu w wysokości 600 tys. dol. Według prasy za jego porwaniem mieli stać oficerowie WSI, którzy nielegalnie próbowali przejąć Rafinerię Trzebinia.

Dzięki liberalizacji prawa gospodarczego i uwolnieniu ograniczeń dla inwestorów zachodnich Załuska powołał w kraju do życia dziesiątki firm z udziałem kontrolowanych przez niego austriackich spółek. Do najbardziej znanych należą: CARPATIA S.A. j.v.; POL-CARPATIA S.A.; WILCZE GNIAZDO j.v. Sp. z o.o. oraz AGARICUS j.v. S.A.

We władzach wszystkich wymienionych spółek zasiadał triumwirat: Jan Załuska, Władysław Pociej i płk. Tadeusz Ważyński. Zajmijmy się spółką AGARICUS, bo to właśnie w tym podmiocie gospodarczym Aleksander Pociej spotkał się z płk. Tadeuszem Ważyńskim z WSI.

Spółka powstała w 1993 r. poprzez przekształcenia własnościowe firmy PZ AGARICUS oraz poprzez objęcie nowych akcji spółki przez firmy kontrolowane przez Jana Załuskę (CARPATIA GmbH z siedzibą w Austrii i POL-CARPATIA S.A. z Krakowa). PZ AGARICUS to ta sama firma, którą Załuska w drodze umowy zgodził się oddać we władanie Zarządowi II Sztabu Generalnego, a następnie WSI. Pełnomocnikiem spółki CARPATIA GmbH w transakcji powstawania nowego AGARICUS-a był nie kto inny, tylko mec. Władysław Pociej (był także mniejszościowym akcjonariuszem POL-CARPATIA S.A.).
Ostatecznie akcjonariat został tak ustalony, że spółka była kontrolowana przez Jana Załuskę (za pośrednictwem firmy CARPATIA GmbH i POL-CARPATIA S. A.) oraz przez płk. Tadeusza Ważyńskiego (za pośrednictwem firmy DARGIN Sp. z o.o.). W Radzie Nadzorczej AGARIUCUSA S.A. znaleźli się Jan Załuska – przewodniczący, Władysław Pociej, płk. Tadeusz Ważyński oraz… Aleksander Pociej, syn Władysława, znany warszawski adwokat, którego kancelaria reprezentowała m.in. Bronisława Komorowskiego, obecnego prezydenta i niektóre rodziny ofiar smoleńskiej katastrofy.



Cały tekst ukazał się w aktualnym wydaniu „Gazety Polskiej”

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

A ci dalej swoje. „Europo! Nie odpuszczaj!” błaga KOD. Tak... mieli nawet świeczki

/ Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

Skierowania przez Komisję Europejską ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości UE domagali się pikietujący przed siedzibą Sądu Najwyższego. Organizatorami pikiety byli Komitet Obrony Demokracji i inicjatorzy akcji „Europo! Nie odpuszczaj!”. Na początku pikiety zgromadzeni wysłuchali Preambuły Konstytucji RP. Wielu trzymało świeczki, niektórzy przynieśli białe róże i transparenty m.in. z hasłem „Europejskie sądy to nasze sądy”.

Od początku cel zgromadzenia był dość jasny... ostry atak na Prawo i Sprawiedliwość przypuścił już od pierwszych zdań wygłaszanych do zgromadzonych lider Obywateli RP Paweł Kasprzak.

- Zmiany naprawcze, które będą w Polsce konieczne, kiedy PiS wreszcie straci władzę, będą wymagały albo większości konstytucyjnej, albo będą wymagały legalnego źródła konstytucyjnego prawa. Ponieważ nie mamy w Polsce sądów konstytucyjnych, to są jeszcze sądy w Europie, Europejski Trybunał Sprawiedliwości jest tym sądem konstytucyjnym, którego wyroki w Polsce są ważne, który może nam umożliwić legalne, praworządne i cywilizowane przejęcie władzy i zaprowadzenie rządów prawa. My tu jesteśmy po to, by bronić polskiej praworządności dzisiaj przed PiS-em i jutro przed każdym, kto zechce jej zagrozić, kto zechce pójść na skróty - mówił Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

Wśród przemawiających znalazł się też były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień. Wskazywał, że na obywatelach ciąży obowiązek obrony konstytucji, z którego „nikt i nic nie może zwolnić”.
 
Organizatorami demonstracji był Komitet Obrony Demokracji i inicjatorzy akcji „Europo! Nie odpuszczaj!”. Na stronie internetowej zapowiadali pikiety w poniedziałkowy wieczór także m.in. we Wrocławiu, Łodzi, Rzeszowie i Kaliszu.  Frekwencja chyba jednak nie była powalająca, bowiem pikiety w tych miastach przeszły raczej bez większego echa.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl