Najbogatsi nie kochają już sportu

juan carlos arellano/SXC

Krzysztof Oliwa

Kontakt z autorem

Jeszcze kilka lat temu w rankingu najbogatszych Polaków aż roiło się od miliarderów chętnie inwestujących swoje pieniądze w sport. Teraz w zestawieniu „Forbesa” zostało ich tylko czterech. To zakochany w kolarstwie Dariusz Miłek oraz właściciele Wisły, Cracovii i Lecha Bogusław Cupiał, Janusz Filipiak oraz Jacek Rutkowski.

Największe wydatki, ale także największy prestiż to posiadanie klubu piłkarskiego. Jeszcze do niedawna można było dojść do wniosku, że wśród najbogatszych Polaków w dobrym tonie oprócz prowadzenia własnego biznesu jest też inwestowanie w futbol. I wcale nie było to skalkulowane na zysk. Chodziło trochę o kaprys, zaspokojenie własnej próżności, ale także reklamę czy „społeczną rolę firmy”, jak na każdym kroku podkreślał Janusz Filipiak, odpowiadając na pytanie, dlaczego inwestuje w Cracovię.

Jeśli spojrzymy na ligową tabelę ekstraklasy, to właśnie Filipiak jest w tej chwili największym wygranym. Po 15 latach inwestowania z różnym skutkiem w Cracovię, wreszcie jego drużyna zaczyna odnosić sukcesy. Właściciel Comarchu przez lata należał do najbarwniejszych postaci polskiej piłki. Teraz unika już kontrowersyjnych wypowiedzi w mediach i wreszcie postawił na prawdziwych fachowców z trenerem Jackiem Zielińskim na czele. W efekcie Pasy zajmują trzecie miejsce w tabeli i liczą się w walce o mistrzostwo Polski. Szef Comarchu inwestuje także w sekcję hokejową Cracovii, która co roku walczy o prymat w kraju.

W rankingu Filipiak zajmuje 90. miejsce z majątkiem szacowanym na 371 mln zł. Dużo wyżej sklasyfikowany jest Bogusław Cupiał, właściciel Wisły. W odróżnieniu od Filipiaka, Cupiał jest w totalnym odwrocie. Przez ostatnie trzy lata jego kapitał stopniał trzykrotnie. Problemy finansowe odbijają się na Wiśle. Będąca hegemonem w polskiej lidze Biała Gwiazda teraz zaledwie walczy o utrzymanie. Klub ma ogromne długi, zalega z wypłatami piłkarzom i pracownikom. Raz po raz pojawiają się plotki, że Cupiał pozbędzie się Wisły, ale chętni nie walą drzwiami i oknami. Ostatnio głos w tej sprawie zabrał Józef Wojciechowski. Były właściciel Polonii Warszawa to potentat na rynku deweloperskim. Jak niedawno powiedział w jednym z wywiadów, rozważa zaangażowanie się w Wisłę. Miałoby to pomóc jego firmie deweloperskiej J.W. Construction w zaistnieniu na krakowskim rynku mieszkaniowym. Nie wiadomo tylko, czy byłoby to z korzyścią dla Wisły. Po odejściu Wojciechowskiego z Polonii Czarne Koszule szybko zbankrutowały i grają obecnie w trzeciej lidze.

Listę milionerów i miłośników futbolu uzupełnia Jacek Rutkowski. Najpierw awansował do europejskich pucharów z Amicą Wronki, a ponad 10 lat temu przeniósł się do Lecha. Kolejorz od tego czasu odnosił sukcesy na krajowym podwórku, zdobywając m.in. tytuły mistrza Polski. W odróżnieniu od Wisły Lech nie jest tak uzależniony od właściciela. Dzięki temu nawet mniejsze zaangażowanie szefa produkującej sprzęt AGD Amiki nie odbija się tak bardzo na kondycji finansowej Kolejorza.

A poza tym? W zestawieniu Forbesa dużo łatwiej znaleźć milionerów, którzy wyleczyli się z ładowania kasy w futbol. Zbigniew Solorz-Żak jest właścicielem m.in. Polsatu i sieci komórkowej Plus. Jego mariaż ze Śląskiem najpierw dał wrocławianom mistrzostwo Polski, a kiedy Solorz wycofał się z finansowania, zepchnął klub w podobne tarapaty, z jakimi boryka się teraz Wisła. Z kolei w Kielcach z rozrzewnieniem wspominają czasy, kiedy Koronę utrzymywał Krzysztof Klicki, właściciel Kolportera. Wtedy kielczanie należeli do ligowej czołówki, choć nie udało się im ani razu awansować do europejskich pucharów. Klicki wycofał się z Korony, kiedy okazało się, że klub jest zamieszany w aferę korupcyjną. Od tego czasu w Kielcach, tak jak we Wrocławiu, jest biednie, a koniec z końcem udaje się związać tylko dzięki wsparciu samorządu.

Ostatnimi czasy świetnie idą interesy Antoniemu Ptakowi, który także ma za sobą długą przygodę z piłką. Jego obecność w polskim futbolu byłaby doskonałym materiałem na książkę lub scenariusz filmowy. Z futbolu wyleczył się, kiedy utrzymywana przez niego Pogoń Szczecin spadła z ligi. W drużynie grali wówczas praktycznie sami… Brazylijczycy. Do tej wyliczanki warto jeszcze dopisać Mariusza Waltera, którego ITI było głównym udziałowcem Legii.

W czołowej dziesiątce miliarderów tylko jedna osoba może pochwalić się inwestowaniem w sport. To Dariusz Miłek, właściciel marki obuwniczej CCC. Pod taką właśnie nazwą Miłek utrzymuje drużynę koszykarek z Polkowic i zawodową grupę kolarską. Nakłady są o jednak o wiele niższe niż wymaga tego utrzymanie piłkarskiej drużyny.

Osobną grupę stanowią miliarderzy, dla których sport to tylko realizowanie własnych ambicji. Tutaj na pierwszy plan wybija się Michał Sołowow, który w 2012 r. zdobył tytuł rajdowego wicemistrza Europy. Z kolei dziewiąty w zestawieniu Leszek Czarnecki jest wielkim pasjonatem nurkowania. W 2009 r. ustanowił rekord świata w nurkowaniu jaskiniowym.

Najbogatsi wg Forbesa Polacy inwestujący w sport

Dariusz Miłek (koszykówka, kolarstwo)
4. miejsce
Majątek – 3,545 mld zł

Bogusław Cupiał (piłka nożna)
51. miejsce
Majątek – 0,575 mld zł

Jacek Rutkowski (piłka nożna)
71. miejsce
Majątek – 0,450 mld zł

Janusz Filipiak (piłka nożna, hokej na lodzie)
90. miejsce
Majątek – 0,371 mld zł
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Zagadka zaginięcia okrętu ARA San Juan…

Zagadka zaginięcia okrętu ARA San Juan…

Szpiegował dla Rosji. Ruszył proces agenta…

Szpiegował dla Rosji. Ruszył proces agenta…

Będą piec chleb z dodatkiem...…

Będą piec chleb z dodatkiem...…

Abp Gądecki złożył życzenia Amerykanom…

Abp Gądecki złożył życzenia Amerykanom…

Poprawki do projektu ustawy o handlu w…

Poprawki do projektu ustawy o handlu w…

Ostra debata ws. zmian w Kodeksie wyborczym. Poseł PiS punkt po punkcie obalał narrację totalnej opozycji

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

„PiS chce wprowadzenia ordynacji, dzięki której powstanie dualizm partyjny PO-PiS z większością PiS-u, chce także upartyjnić PKW. JOW-y albo śmierć!” - mówił w Sejmie Paweł Kukiz, lider ugrupowania Kukiz'15. W podobny, ostrym tonie, zmiany w kodeksie wyborczym krytykowali politycy innych partii opozycyjnych.

W Sejmie odbywa się pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych autorstwa PiS. 

Projektowane zmiany w prawie wyborczym to proobywatelski pakiet demokratyczny – mówił w Sejmie poseł PiS Łukasz Schreiber, który zaprezentował projekt Prawa i Sprawiedliwości dotyczący zmian w Kodeksie wyborczym.

W trakcie debaty doszło do ostrej wymiany zdań.

Jako pierwszy głos zabrał Sławomir Neumann, szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. W jego ocenie projekt jest "antyobywatelski i upartyjniający samorząd", bo proponuje likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych (w wyborach do rad gmin), które - jak mówił - umożliwiały start niezależnym, samodzielnym kandydatom, mieszkańcom osiedla, ludzi chcących zrobić coś dla lokalnej społeczności.

Wy zmuszacie tych ludzi do zapisywania się do partii politycznych – stwierdził.

Neumann mówił również, że wskutek wprowadzenia proponowanych przepisów nawet lokalne komitety wyborcze nie będą miały szans, ponieważ utworzenie małych, trzymandatowych okręgów wyborczych oznacza wprowadzenie 20-procentowego progu wyborczego, którego małe komitety "nie przeskoczą".

Zabieracie możliwość zdobywania mandatów przez ludzi, którzy nie są od was zależni. Eliminujecie niepartyjnych kandydatów, to jest wasz cel. Lubicie powoływać się na suwerena, ale w tym przypadku tego suwerena ubezwłasnowolniacie – stwierdził.

Jeszcze ostrzej zmiany w kodeksie wyborczym zostały zaatakowane przez Pawła Kukiza. Zdaniem lidera ugrupowania Kukiz'15 PiS "w ogóle nie słucha obywateli w tym temacie".

Jeżeli macie sądy, jeżeli macie TK, będziecie mieli PKW, to będzie mogli ustawiać sobie ordynację w każdej chwili pod pozytywny dla siebie wynik" - powiedział Kukiz.

Oświadczył też, że zgodzi się na dwukadencyjność w samorządach pod warunkiem zgody PiS-u na dwukadencyjność w parlamencie.

JOW-y albo śmierć! – podsumował Kukiz.

Zdaniem przewodniczącego PSL, Władysława Kosiniak-Kamysza, projekt PiS to "projekt zbójeckiej ordynacji" oraz "mina podłożona pod uczciwe wybory w Polsce".

 To nie jest ordynacja na miarę Polski i Polaków. To nie jest ordynacja na miarę obywateli, małych ojczyzn. To ordynacja skrojona pod was. Chcecie skroić wyborom Polakom. To zbójecka ordynacja i złodziejska ordynacja. Chcecie ukraść wybory Polakom . (...) Nie ma naszej zgody na zaoranie Polski lokalnej – dodał. 

Również Nowoczesna skrytykowała pomysł partii rządzącej. W imieniu partii głos zabrał poseł Marek Sowa. Jego zdaniem proponowane "zmiany w Kodeksie wyborczym są nie do przyjęcia".

Nie zgadzamy się na likwidację okręgów jednomandatowych w gminach. Po '89 roku w gminach nigdy radni nie byli wybierani z list partyjnych, zawsze głosowało się na konkretną osobę. Radnymi zostawali ludzie z największym społecznym poparciem – stwierdził.

Sowa stwierdził, że "nie ma potrzeby zmian ani okręgów wyborczych, ani obwodów do głosowania".

Okręgi wyborcze nie powinny być zmieniane pod potrzeby partii władzy. Mam nadzieję, że zapłacicie za to, bo każdy kto grzebie w ordynacji przegrywa wybory – mówił pod adresem posłów PiS.

W pewnym momencie na mównicę wyszedł poseł Marcin Horała z PiS, który jednym ze swoich argumentów obalił głosy posłów opozycji. Horała zwrócił uwagę, że projekt proponowany przez jego ma jedną część, której nikt nie krytykuje.

- Bardzo się cieszę, że udało się nam, posłom PiS, stworzyć projekt ustawy, którego w znaczącej części nie da się zaatakować. Mówię o części, która dotyczy zwiększenia uprawnień obywateli już po procesie wyborczym. Są to rozwiązania wynikające z praktyki samorządowej. Z tej bolączki, z jaką mamy w Polsce w samorządach, problemu ogromnego występującego szczególnie na poziomie gmin i miast na prawach powiatu, to znaczy absolutnej dominacji i wszechwładzy jednoosobowo sprawowanej władzy wykonawczej - mówił.

Według niego polskie samorządy w znaczącej części stały się „udzielnymi księstwami wójtów, burmistrzów, prezydentów”.

- Pojawiło się określanie „radny bezradny”. Ludzie mają odczucie, że radny nic nie może w tym samorządzie. Odpowiadamy na ten problem. Dajemy szereg kompetencji zarówno obywatelom, jak i radnym, w domyśle przede wszystkim radnym opozycyjnym. Tak jak budżet obywatelski, obywatelska inicjatywa uchwałodawcza - powiedział poseł PiS.

Jak mówił, projekt wprowadza też jawność obrad rad, poprzez transmisję i rejestrację głosowań.

- Ta część jest niekontrowersyjna a ta część jest najważniejsza. To jest istota tego projektu - dodał poseł PiS.

Podkreślił, że projekt zwiększa też transparentność procesu wyborczego m.in. poprzez zwiększenie kompetencji mężów zaufania, wprowadzenie zasady, że karty do głosowania są przechowywane przez dwa lata od wyborów, wprowadzenie transmisji on-line z lokalu wyborczego.

- Gwarancja dla opozycji, że będzie miała przedstawiciela w każdej komisji wyborczej - powiedział Horała.

Zaznaczył, że wprowadzenie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast (liczonej od przyszłej kadencji), to „kolejny element rozbrajania wszechwładzy wójtów, burmistrzów i prezydentów, tego, że często mamy dożywotnich wójtów, burmistrzów i prezydentów, albo że przekazanie władzy odbywa się przez namaszczenie przez ustępującego burmistrza czy prezydenta miasta”.

Według niego przewidywana w projekcie likwidacja jednomandatowych okręgów wyborczych - które są w wyborach do rad gmin - to „demokratyzacja wyborów w gminach”.

- Podstawową wadą JOW-ów jest całkowite wypaczanie woli wyborców wyrażonej w wyborach - powiedział.

Horała mówił, że obecna ordynacja w samorządach „jest krojona pod PSL”.

- Rozumiem, że dla PSL ta ordynacja (proponowana przez PiS - PAP) jest niewygodna, bo to przecież PSL był głównym beneficjentem nieprawidłowości w roku 2014" - powiedział. "Ta ordynacja jest niewygodna intelektualnie dla klubu Kukiz'15. Państwo nie jesteście w stanie wyjść poza poziom analizy: JOW-y dobrze, nieJOW-y źle - mówił Horała.


Według niego zmiany proponowane przez PiS są też niewygodne dla urzędników PKW i KBW.

- Wymaga od nich więcej pracy. Ale ordynacja wyborcza nie jest od tego, żeby było wygodnie PSL-owi, Kukizowi, urzędnikom KBW. Jest od tego, żeby była wygodna dla obywateli, żeby zapewniała przejrzystość, transparentność i uczciwość procesu wyborczego i ta ordynacja to zapewniamy - podkreślił Horała.

 

Źródło: PAP, twitter.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl