Świerszczyk dla europejskich elit
Polski rząd przegrywa wojnę psychologiczną wśród europejskich elit. Dlaczego? Z powodów oczywistych: jest dla tychże elit kompletnie niewiarygodny.
Kto może uratować wizerunek PiS‑u? Tylko ludzie wiarygodni, czyli politycy SLD, PO oraz PSL‑u. Na europejskiej arenie wiarygodnymi świadkami sytuacji w Polsce są politycy poprzedniej koalicji oraz opozycyjnej lewicy. W tym celu należy wydać kolorową jednodniówkę „Kamieni kupa. Politycy SLD, PO i PSL‑u o sytuacji w Polsce przed zamachem stanu”. Pismo powinno zostać wydane w co najmniej kilku językach europejskich, obowiązkowo po angielsku, niemiecku, włosku i hiszpańsku. Lepiej by jednak było pokusić się także o edycje w pozostałych narzeczach, ponieważ nawet świetna znajomość języków obcych może nie wystarczyć, aby wydobyć wszystkie odcienie barwnego i obrazowego języka polskiej elity politycznej.
Lista wiarygodnych recenzentów rządów Platformy Obywatelskiej oraz autointerpretacyjnych wypowiedzi członków rządu jest długa i wszystkim Polakom znana, podam więc tylko niektóre przypadki, których absolutnie nie można pominąć bez narażenia się na zarzut, że niedokładnie informujemy europejskie elity.
Teoretyczne państwo
Europejskie elity na pewno nie znają głębokiej analizy stanu polskiego państwa dokonanej przez Bartłomieja Sienkiewicza (byłego ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera), znanego ze skłonności do przyjaźni z piromanami. Nie wyobrażam sobie, aby tego rodzaju publikacja obyła się bez gruntownego podsumowania rządów PO, przy czym nie wolno wykropkowywać sławnego bon motu. Kwiecisty i obrazowy język wicepremiera wart jest literackiego Nobla i dlatego między innymi sugeruję, aby jednodniówka została przetłumaczona na kilka języków. Moim zdaniem mamy znowu szansę na literackiego Nobla w prozie (a nie ciągle tylko w poezji i w poezji). Deputowani do Parlamentu Europejskiego, pracownicy biur europejskich oraz dziennikarze też są ludźmi i jakaś estetyczna przyjemność im się należy. Szczere i trafne wypowiedzi Sienkiewicza powinny zostać okraszone informacjami innych ważnych polityków na temat faszystowskich podpalaczy Polski oraz zdjęciem płonącej budki policyjnej przed ambasadą rosyjską (info: Paweł Wojtunik, szef CBA).
Inny były wicepremier, Elżbieta Bieńkowska, też jest ważnym świadkiem osiągnięć rządów swojej partii, i to w ciągu dwóch kadencji: „Ministerstwo Gospodarki generalnie w d… miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni wiesz, pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz, ile zarabiali, i nagle pierdyknęło”. Że gdzie indziej nie bywało lepiej, stwierdził jej rozmówca Paweł Wojtunik: „Rozmawialiśmy kilka razy o spółkach skarbu państwa i o różnych takich patologiach, o których ja też słyszałem. PZU na przykład w ciągu dwóch lat czy trzech – 250 baniek z wolnej ręki na doradztwo, którego nie chcą pokazać komu, kto im świadczył. Jak spojrzałem na KGHM, to tam milion euro jest, to jest dwumiesięczna umowa, jakaś obsługa. Milion euro dla kancelarii, która ma trudno powtarzalną, zagraniczną nazwę. No to sorry, za co?”.
Ponieważ w grę wchodzi prestiż państwa prawa, to jednym z istotnych elementów obrazu jest tzw. układ Sienkiewicz–Belka między niezależnym rządem Donalda Tuska a niezależnym prezesem banku centralnego. Jak pamiętamy, chodziło o „dosypanie kasy” przed wyborami w zamian za zmiany w statucie NBP oraz usunięcie konstytucyjnego ministra z rządu (wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego). Fragmenty tej (datowanej!) rozmowy muszą być opatrzone dopiskiem na temat terminu zmian w polskim prawie dotyczącym NBP oraz dymisji ministra finansów.
Mimo tak ważnych konstytucyjnie organów państwa, które konferują na szczycie na temat najważniejszych ustaw, nie wolno w tym miejscu pozostawić na boku kwestii seksuologicznych, przede wszystkim związanych z męskimi kompleksami (np. ważna wydaje się w tym miejscu sprawa długości męskiego członka i związanych z tym męskich możliwości). Od czasów wystąpienia dr. Zygmunta Freuda kultura europejska nie ignoruje wagi takich problemów dla świadomości i podświadomości. Kto ma potencję, ten ma potencjał – to jasne. Rozważyłbym też koncepcję uzupełnienia informacji na temat życia polityczno-seksualnego o zdjęcie posła Janusza Palikota z gumowymi instrumentami zapobiegania niepożądanej ciąży, świńskim ryjem itp. Postępowe koła na Zachodzie powinny wiedzieć, że Polacy nie gęsi i swój kondom mają, a poza tym odznaczają się wysoką kulturą polityczną i miłością do zwierząt.
O jakości mediów, prokuratury i służb specjalnych
Jak wiemy, ułaskawienie Mariusza Kamińskiego (znanego ze stalinowskich metod przesłuchiwania niewinnych przestępców), czystki w służbach oraz projekt podporządkowania sobie niezależnej prokuratury wzbudzają uzasadnione obawy, że PiS dokonuje skoku na dobrze funkcjonujące elementy praworządnego państwa. W tej kwestii na świadka powinno się powołać Aleksandra Kwaśniewskiego: „To jest dziesięć lat doświadczeń mojej prezydentury. Trzy najbardziej zdemoralizowane instytucje w Polsce to jest – po pierwsze – prokuratura, po drugie – służby specjalne, po trzecie – telewizja publiczna. Później jest wielka przepaść. Możesz narzekać na sądy, na administrację. Ale oni się jako tako trzymają. Natomiast te trzy instytucje – kupią, sprzedadzą, zdradzą, zniszczą”. Wydaje się, że tej klasy polityk, posiadający niewątpliwy autorytet oraz wiedzę, powinien zostać powołany na bezstronnego świadka. Polecam też uwagi rozmówcy, czyli posła Ryszarda Kalisza. Cenne. Ale właściwie to obrzydliwe, że donosi na Tomasza Siemoniaka jako łapownika. Ostatecznie to kolega.
Co do jakości polskich służb, także tych związanych z obronnością i członkostwem w NATO, to może warto dodać zdjęcie tajnych akt przechowywanych w szafce na buty czy też w innych dobrze strzeżonych pomieszczeniach Centrum Kontrwywiadu, zaatakowanego przez siepaczy Macierewicza? Tytuły niektórych gazet oraz wypowiedzi czołowych polityków w sprawie sprowokowania ewentualnego odwetu wojsk NATO-wskich warto zacytować wraz z oświadczeniem Paktu.
Ciekawym komentarzem do działań polskiej prokuratury jest rozmowa Pawła Grasia i Jacka Krawca. Były sekretarz PO, sekretarz stanu oraz rzecznik rządu Donalda Tuska, a obecnie eurokrata, jest chyba osobą kompetentną oraz wiarygodnym świadkiem? Zwłaszcza jak się przysłuchuje żalom prezesa największej polskiej spółki, że jego kolesia niszczy prokuratura. „Tutaj cała przecież ta apelacyjna warszawska [Prokuratura Apelacyjna w Warszawie] to przecież jest pisogród, k…, totalny”. Pikantnym szczegółem jest głębokie przekonanie prezesa, że koleżka zostanie oczyszczony, mimo że w prokuraturze ciągle są jacyś siepacze Ziobry? „Zamknęła mi tego, k…, mojego zastępcę po damski ch…, się okazuje, k…. Facet 40 dni siedział i za chwilę ma mieć umorzoną sprawę. Gdzieś tam sobie poradził zawodowo, no ale u nas był taki kryzys, k… […]. Tam jest zastępca Tyl [Waldemar Tyl – wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie] od Ziobry i wszystko jest ekipa, wiesz. No, ale niestety w prokuraturze mają swoje siedlisko”. Naprawdę strach, jak się pomyśli, że tacy ludzie z „niedorżniętej watahy” będą teraz rządzili prokuraturą – europejskie elity muszą zostać ostrzeżone. Całe szczęście, że prześladowany „jakoś sobie radzi” (tu podać jego aktualne zatrudnienie).
W związku z samą aferą, a także sposobem reakcji rządu na nią, warto podać choćby krótką informację na temat akcji z czerwca 2014 r. w siedzibie tygodnika „Wprost”, oraz ówczesną reakcję SDP, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, OBWE, a nawet Ministerstwa Sprawiedliwości. Skąd europejskie elity mają wiedzieć, że premier Tusk uznał, iż nie ma powodu do dymisji członków rządu (cytaty są smaczne), ale za to należy tropić i tępić podsłuchujących? Nasza obecna wiedza na temat podsłuchiwania i śledzenia dziennikarzy przez specjalną grupę policjantów chyba także może objaśnić zasady praworządnego państwa?
Jednoręki bandyta i inni niewinni
Co do korupcji to rozumiem, że konkurencja jest wielka i nie można jej zobrazować wszystkimi przykładami z ostatnich lat. Nawet najciekawsza powieść musi mieć jakiś koniec, całkiem jak potężny niegdyś Zbigniew Chlebowski (potem prezes od afery wagonowej) czy „Pikuś z Sącza” (znany jako Andrzej Czerwiński, poseł PO, a później minister skarbu). Najbardziej żałuję, że nie istnieją zdjęcia z rozmów na cmentarzu między Zbychem, Rychem i Zdzichem albo z Mirem. Dlatego musimy się zadowolić cytatami oraz konstatacją, że przyjaciele i współtowarzysze partyjni aferzystów zajęli się badaniem afery hazardowej. Cytatów nie wolno pominąć! Niegdyś znany był folklor miejski, a Mackie Majcher znalazł się nawet w „Operze za trzy grosze” Bertolta Brechta.
W sytuacji nadprodukcji może wystarczy rozmowa między znanym kolekcjonerem zegarków Sławomirem Nowakiem (byłym ministrem transportu) i Andrzejem Parafianowiczem (byłym wiceministrem finansów), w której brał udział Dariusz Zawadka (były szef GROM-u). Rozmowa jest o tyle ważna, że może być instrukcją dla niektórych deputowanych i eurokratów, jak załatwiać polubowne kontrole skarbowe w firmach prowadzonych przez ich żony. Można też ich poinstruować, jak sprywatyzować jakąś spółkę (na przykładzie Ciech SA). Dodatkowych cennych uwag i pouczeń mogą udzielić Jan Bury (były szef klubu poselskiego PSL), Krzysztof Kwiatkowski (prezes NIK‑u), a także Paweł Wojtunik (były szef CBA) na temat praworządnie wyłanianych civil servants. Trudno przypuścić, aby Europejczycy nie mieli jakichś własnych sposobów na rozwinięte formy nepotyzmu, ale międzynarodowa wymiana doświadczeń zawsze jest przydatna i polski wkład powinien zostać doceniony (zwłaszcza w obliczu skoku PiS‑u na służbę cywilną).
O tym, jak premier Tusk dzielnie walczył z korupcją i przestrzegał własną rodzinę przed udziałem w złodziejskich interesach, może też warto opowiedzieć? Jego rodzony syn pracował dla oszusta z Amber Gold, a nawet nie przestał, chociaż otrzymał poufną wieść od ojca, że impreza jest podejrzana. Polaków już pan premier nie raczył przestrzec, jak wiemy, dzięki czemu jeszcze przez dłuższy czas mogli być bez przeszkód okradani. Premierowicz zresztą okazał się większym spryciarzem niż uczciwym dziennikarzem, mimo że pracował dla najporządniejszej gazety w Polsce („najporządniejszej” od słowa „naj”, „PO” i „rząd”). Warto przypomnieć dziennikarskie standardy i „Gazety Wyborczej”, i samego „dziennikarza” Michała Tuska, który jako jednoczesny pracownik public relations OLT oraz „GW” opublikował pod nazwiskiem redakcyjnego kolegi pean na cześć swojego pracodawcy, przeprowadzając sam ze sobą wywiad (według wyjaśnień „Gazety” to konkretnie współukładał pytania, a sam napisał odpowiedzi). To także jest ważny polski wkład w praktyki dziennikarskie i powinien zostać odpowiednio wypromowany. Może dzięki tej promocji Michał Tusk otrzyma jakąś prestiżową nagrodę, dajmy na to Pulitzera.
Zamach na trzecią władzę
Cóż znaczą wszelkie wypowiedzi i wyjaśnienia premier Beaty Szydło wobec ostatniego wyznania Leszka Millera? Były premier i szef SLD w programie TVN‑u opisał, jakimi kryteriami posługiwano się, wybierając sędziów Trybunału Konstytucyjnego: „Ale jestem tym faktem zażenowany, że wtedy tak myśleliśmy i jestem zażenowany, że nie powiedzieliśmy wtedy »nie«. Daliśmy się kupić” – powiedział Miller. Dodał, że chętnie „uderzy się z tego powodu w piersi”, bo zgoda na tę ustawę była „swego rodzaju transakcją wiązaną”, która pozwoliła na to, by jeden z wybranych wówczas w październiku sędziów pochodził z rekomendacji lewicy (info za TVN).
Samo wyznanie nie wystarczy, bo jest jasne tylko dla tych, którzy znają cały proces skoku Platformy na Trybunał oraz rolę prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, ale jest niezwykle cenne. Myślę, że aktywność medialna prezesa jest wystarczająco duża, by z samych cytatów odwzorować proces nieudanego zawłaszczania TK przez PO. Łącznie z informacją na temat miejsca powstania ustawy, aktywnego uczestnictwa prezesa w procesie legislacyjnym, wyboru sędziów „na zaś” i innymi cymesami prawnymi.
Poczucie niedoskonałości
Nie wiem, czy najskromniejsza rozmiarami gazeta zmieści całą barwną opowieść o stanie polskiego państwa pod rządami PO. Poza tym wypowiedzi są wielowątkowe i trudno czasem posegregować je według tematów – tak są splątane dzieje polityków, mediów, prokuratury, służb specjalnych, bandytów i innych uczestników skorumpowanej sieci. Naprawdę, żal byłoby nie cytować pani minister, senator, wicepremier, a obecnie komisarz KE, czyli Elżbiety Bieńkowskiej. Jej życiowa droga mogłaby zostać zatytułowana „Jak zostać eurokratą?”, a liczne bon moty powinny być przetłumaczone na języki obce, bo po Sienkiewiczu Młodszym jest ona naszym drugim kandydatem do Nagrody Nobla w dziedzinie prozy i kabaretu. Ale jeśli nie ma miejsca na więcej, proponuję tylko wypowiedź o polskich zarobkach: „6 tysięcy… 6 tysięcy… Rozumiesz to? Albo złodziej, albo idiota… To jest niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował”. Oczywiście, konieczna jest informacja, że w Polsce wynagrodzenia powyżej 7 tys. zł netto (blisko 10 tys. zł brutto) otrzymuje 3,47 proc. pracujących, czyli ok. 270 tys. osób na ok. 16 mln pracujących (wg GUS). Może ta informacja (po przeliczeniu na euro) uzmysłowi światłym Europejczykom, dlaczego w Polsce wygrali wybory jacyś ohydni populiści.
Zaznaczam: wybór świadków jest niepełny i arbitralny, więc jestem otwarty na wszelkie uzupełnienia. Jedynym kryterium była ich wiarygodność jako osób kompetentnych i niepodejrzanych o stronniczość na rzecz obecnej półfaszystowskiej władzy. Ponieważ jednak tego rodzaju publikacja przypominać będzie nieco gazetkę pornograficzną, uważam za konieczne się usprawiedliwić i zwrócić uwagę na fakt, że tego rodzaju „świerszczyki” są chętnie czytane nawet przez najbardziej elitarną elitę. Nic jej nie sprawia większej przyjemności niż informacja, że koleżanka lub kolega (a nie oni!) na przykład ukradli żyrandol, którego mieli pilnować, albo że jeden polityk nazwał innego „sk…nem”. Każdy człowiek ma prawo do satysfakcji, szczęścia i rozrywki, nawet jeśli jest europosłem lub unijnym komisarzem (patrz: prawa człowieka). Dlatego całość powinna być napisana lekko, przyjemnie i z dużym poczuciem humoru. Zabrania się jakiegokolwiek oburzenia moralnego oraz wypowiedzi pełnych patosu. To warunek wiarygodności całej publikacji.
A tak przy okazji. Polską wersję też chętnie przeczytam. Zwłaszcza jeśli współredaktorem będzie Robert Górski („Góral” z Kabaretu Moralnego Niepokoju). Całość powinna sfinansować jakaś fundacja, która ogłosi zbiórkę narodową, a polską wersję sprzeda w Polsce jako „cegiełkę”, co zaktywizuje obywateli jako uczestników społecznej dyplomacji. Bądźmy Europejczykami! Oczywiście, to nie zapobiegnie pluciu, ale będzie trochę trudniej i nieco śmieszniej.
Autor jest działaczem opozycji antykomunistycznej, jednym z założycieli Studenckiego Komitetu Solidarności w Krakowie, dziennikarzem prasowym, radiowym i telewizyjnym., znawcą poezji Zbigniewa Herberta. W 2007 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.