Do późnych lat III RP funkcje naczelników w wydziałach kontrwywiadu i wywiadu oraz zastępców dyrektorów, a w pewnych przypadkach nawet dyrektorów, sprawowali wyłącznie funkcjonariusze SB, i to często po przeszkoleniu w ZSRS, oraz zajmujący kiedyś stanowiska kierownicze w PZPR i ZSMP.
W III RP wybrano do pracy dla wolnej Polski miernoty z PRL, które natychmiast zaczęły ściągać do służby w ilościach hurtowych swoje klony – podobne do nich w każdym wymiarze, z wyjątkiem metryki urodzenia. Było to o tyle łatwe, że kadry były obsadzone przez ich kolegów z identycznym rodowodem, a nowe, „solidarnościowe” kierownictwo zajęte było urządzaniem gabinetów, wzajemnym wykańczaniem się w walce o wpływy oraz zrzucaniem w trybie pilnym opozycyjnych, mocno już naciągniętych swetrów na rzecz markowych garniturów.
W „Gazecie Polskiej” o projekcie reformy służb specjalnych pisze Jerzy Kiciński. Autor jest płk. rez. ABW. Służbę rozpoczął w 1991 r. w kontrwywiadzie UOP. Do maja 2010 r., kiedy przeszedł na emeryturę, zajmował w UOP i ABW nieprzerwanie różne operacyjne i analityczne stanowiska oficerskie oraz kierownicze, w tym w służbie wewnętrznej. W 2007 r. był radcą Prezesa Rady Ministrów w zespole ministra Z. Wassermanna w Departamencie Bezpieczeństwa Narodowego KPRM. W listopadzie 2007 r. z nominacji premiera J. Kaczyńskiego został p.o. szefa ABW. Ekspert Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M.