Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Przedsiębiorstwa się burzą, będą roszczenia. Kto zapłaci za blackout

Przemysłowi odbiorcy energii są oburzeni wielkością, sposobem i trybem redukcji mocy, do której doszło na skutek upałów.

Przemysłowi odbiorcy energii są oburzeni wielkością, sposobem i trybem redukcji mocy, do której doszło na skutek upałów. Pytają w liście do premier Ewy Kopacz, kto pokryje ich straty z wymuszonego natychmiast ograniczenia produkcji. – To sytuacja nadzwyczajna – bronią się Polskie Sieci Elektroenergetyczne. – To rozwiązania siłowe w stylu lat 80. minionej epoki – ripostują odbiorcy.

Przemysł padł ofiarą ograniczenia dostaw energii na skutek upałów i przestarzałej sieci elektroenergetycznej. Premier Ewa Kopacz ogłosiła z dnia na dzień, że duże zakłady przemysłowe nie otrzymają prądu w takiej ilości jak potrzebują. Trzeba ograniczyć dostawy, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii w całym kraju – wyjaśniła premier. Polskie Sieci Elektroenergetyczne uznały, że mamy sytuację nadzwyczajną. W związku z utrzymującą się falą upałów i fatalną sytuacją hydrologiczną nastąpiło bowiem obniżenie rezerw wytwórczych prądu. „Takie działanie spowodowało duże straty w przemyśle. Przyjęto bowiem rozwiązania siłowe w stylu lat 80. epoki, wprowadzając ograniczenia z zaskoczenia, nie dając możliwości wcześniejszego przygotowania się do planowanych redukcji mocy” – napisał Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, zarazem prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii w liście do premier Ewy Kopacz. Tym samym, jak pisze, zakłady przemysłowe zostały sprowokowane do wysunięcia roszczeń mających na celu uzyskanie zwrotu utraconych przychodów w efekcie nieplanowanego zmniejszenia produkcji.

Polskie Sieci Energetyczne bronią się, że działały w ramach istniejącego prawa. Wątpliwe jest, aby takie rozwiązanie, czyli ograniczenie w pierwszej kolejności dostaw energii dla największych przedsiębiorstw, było optymalne dla polskiej gospodarki – uważa Jarosław Wajer, partner w dziale doradztwa biznesowego firmy EY. Jego zdaniem korzystniejsze byłoby, aby w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa dostaw energii pobór mocy ograniczali ci odbiorcy, których najmniej kosztowałyby te wyłączenia, w zamian jednak za rekompensatę.

Podobnego zdania jest Grzegorz Nowaczewski, prezes zarządu firmy Virtual Power Plant. Od lat angażuje się w krucjatę na rzecz DSR – programów przeciwawaryjnych, taryfy z wyłączeniem oraz bezpośredniego sterowania odbiorem. Program przeciwawaryjny przewiduje zachęty finansowe dla odbiorców za redukcje ich obciążenia w sytuacjach kryzysowych. W programie opartym na taryfach z wyłączeniem odbiorca zobowiązuje się do redukcji obciążeń, gdy ceny energii na rynku bilansowym przekroczą z góry ustaloną wartość progową. Program oparty na bezpośrednim sterowaniu odbiorem charakteryzuje się zdalnym wyłączeniem urządzeń odbiorcy w razie konieczności ograniczeń w dostawach prądu w zamian za rekompensatę.

Cały tekst w "Gazecie Polskiej Codziennie"

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

NAJNOWSZE Gospodarka