- To, że jakiś generał czy jakaś grupa z Polski miała zamówić u Rosjan zamach jest dowodem na niekompetencje tych, którzy to czytają. Sługa, który żyje na kolanach u cara nic nie zrobi. Sługus ma wiedzieć, że to car nim rządzi - wyjaśnia publicysta.
Jakie były cele niemieckiej publikacji? - Roth działał tutaj jako instrument choć na pewno w dobrej wierze, ale bez decyzji BND niczego by nie opublikował, bo nie miałby dostępu do informacji. Niemiecki przekaz jest skierowany zarówno do Rosji, ale również do Polski. Wiadomości, o których piszę niemiecki dziennikarz zdejmują odpowiedzialność z Putina, aczkolwiek grożą mu, że Rosja jest zamieszana w katastrofę smoleńską. Informację te również uderzają w elitę rządzącą w Polsce. To jest kwestia czy człowiek, tak zwany „polski zleceniodawca” jak go określa Roth zostanie zidentyfikowany? To już zależy tylko od Berlina i jego decyzji o uderzeniu w lobby rosyjskie w Polsce. Nie będą przecież atakować lobby niemieckiego w naszym kraju. To by oznaczało wojnę służb niemieckich i rosyjskich - stwierdza dr. Targalski.
Jeśli chodzi o stenogramy ujawnione przez RMF? - To bez znaczenia - mówi krótko publicysta. - Sierżant zadzwonił do kaprala i koniec. To są fałszywki na poziomie Platformy. Ja bym się tym nie zajmował. Co będzie jeśli ogłoszę, że Mars się zderzy z Ziemią i zaproponuję o tym całą serię artykułów? - ironizuje Targalski.
- Prawdą jest, że Rosjanie dokonali zamachu w Smoleńsku, a wszystkie inne szczegóły są dezinformacją - kończy Targalski.