Duda story - historia miłości, podboju gór i niespodziewanego wejścia w politykę

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Gdy Agata Kornhauser uczyła się w krakowskim I Liceum im. Nowodworskiego, czyli sławnym „Nowodworku”, przed jego bramą wystawał Andrzej Duda, uczeń II Liceum im. Sobieskiego. Trochę ryzykował. Licea I i II rywalizowały, więc Duda traktowany był jako intruz. – Szczególnie że spotykał się z „naszą” dziewczyną, do tego bardzo ładną – wspomina Wojciech Kolarski, ówczesny uczeń „Nowodworka”

Kolarski, dziś filozof i bliski współpracownik Dudy, opowiada, że pasją przyszłego kandydata na prezydenta były wtedy góry. – W góry wybierał się wraz z kolegami nocą. Chodzili po Gorcach po ciemku, by zdobywanie beskidzkich szczytów było trudniejszym wyzwaniem.

Media głównego nurtu mają dziś z Dudą tak duży problem, bo jest jakiś inny od polityków, do których są przyzwyczajeni, mniej plastikowy. Może to właśnie przez góry, które zupełnie inaczej niż polityka kształtują ludzkie charaktery? A może jeszcze bardziej dzięki częstemu – jak u Lecha Kaczyńskiego – odwoływaniu się do II Rzeczypospolitej, które po raz kolejny padło w czasie sobotniej konwencji: „Popatrzcie na nas: jesteśmy synami naszych ojców, wnukami dziadków; to oni w 1918 r. odbudowali Polskę ze zgliszcz, z niebytu! To oni przez 20 lat potrafili zbudować Gdynię, Centralny Okręg Przemysłowy i wiele innych zakładów. Polacy potrafią, my potrafimy, w to trzeba wierzyć i trzeba wygrać!”.
Stanisław Markowski, krakowski fotograf i kompozytor, twórca muzyki do hymnu Solidarności, pomagał Andrzejowi Dudzie w kampanii, gdy ten kandydował na prezydenta Krakowa. – Polska potrzebuje jak powietrza polityków suwerennych, samodzielnych, takich czerpiących z ducha Piłsudskiego, Wojtyły czy Wyszyńskiego. Nowej, zmienionej formacji bojowników o Polskę. Andrzej Duda ma w tej chwili 50 proc. mojej wiary, że uda mu się do tego nawiązać – mówi.

To on odkrył dramat Bajkowskich
Dramat rodziny Bajkowskich, której dzieci sąd kazał umieścić w domu dziecka, wzbudził wśród Polaków wielkie emocje. Troje dzieci – dwóch 13-latków i 10-latek – zostało odebranych rodzicom.
To poseł Andrzej Duda spowodował, że Polska usłyszała o sprawie Bajkowskich. – Był u nas jeszcze przed dramatycznymi wydarzeniami, zanim nasze dzieci trafiły do placówki – mówi „Gazecie Polskiej” Bartosz Bajkowski, ojciec dzieci, który działanie sądu nazywa „odwetowym”. Duda, który wcześniej poznał sprawę, zdołał ją nagłośnić i wzbudzić zainteresowanie nią mediów. Przychylne zrozpaczonym rodzicom. – Mam głębokie przekonanie, że to dzięki temu nagłośnieniu sprawy sąd oddał nam dzieci – uważa Bartosz Bajkowski.

Dla Andrzeja Dudy to była jedna z ponad tysiąca interwencji, które podjął jako poseł. Jego współpracownik Wojciech Kolarski szczególnie zapamiętał jeszcze jedną. Duda pomagał kobiecie, która popadła w poważne tarapaty w związku z kłopotami lokalowymi. Podjął interwencję u właściwych miejskich urzędników. Po czym zadzwonił do niej i powiedział, żeby była o określonej godzinie w urzędzie. – Ja też tam będę – obiecał. Kobieta rozpłakała się, bo nie mieściło jej się w głowie, że w III RP posłowi może chcieć się czekać z nią na nieprzyjemnych korytarzach urzędów.

W 2012 r. Duda zaprotestował przeciwko likwidacji sądu w Miechowie. Po dłuższym czasie podobne stanowisko przedstawili przedstawiciele wchodzącego w skład koalicji rządowej PSL. Duda zamieścił wówczas w internecie mema nawiązującego do klimatów hipsterskich: „Broniłem sądu w Miechowie, zanim to się stało modne”. – Ma dystans do siebie, potrafi korzystać z narzędzi popkultury, jeśli to dobrze służy sprawie – mówi Kolarski.

Licealna miłość, czyli przyszła Pierwsza Dama
Andrzej Duda urodził się 16 maja 1972 r. w Krakowie. Pochodzi z patriotycznej rodziny o niepodległościowych tradycjach. Dziadek walczył w wojnie 1920 r. Był kawalerzystą, piłsudczykiem. W 1939 r. jako oficer trafił do sowieckiej niewoli, ale zdołał uciec. Został żołnierzem Armii Krajowej.

Andrzej Duda od 12. roku życia działał w harcerstwie. Kolarski poznał się z Dudą w 1985 r. w czasie harcerskiego zimowiska w Częstochowie. Działał w 5. drużynie harcerskiej „Piorun”, funkcjonującej w ramach ZHP. – To było bardzo porządne harcerstwo, mające charakter formacyjny, za sprawą starych skautów w prostej linii kontynuujące tradycje harcerstwa przedwojennego – opowiada.

Jak mówi, chociaż drużyna należała do legalnego harcerstwa, to stanowiła w jego ramach rodzaj „struktur poziomych”, związanych z duszpasterstwami i antykomunistyczną tradycją. Gdy w 1989 r. władze zezwoliły na działanie ZHR, automatycznie przeniosły się one do tej organizacji.

Gdy Agata Kornhauser uczyła się w krakowskim I Liceum Ogólnokształcącym im. Bartłomieja Nowodworskiego, czyli sławnym „Nowodworku”, Andrzej Duda uczęszczał do II Liceum im. Sobieskiego. Oba, jak to w Krakowie, historyczne, bo do „Nowodworka” chodzili  Matejko, Wyspiański i… Sobieski, a z kolei liceum Sobieskiego ukończyli Władysław Boziewicz (ten od kodeksu), poeta Tadeusz Peiper i malarz Vlastimil Hofmann.

– Andrzej przychodził do naszych dziewczyn. Przez wspólnego kolegę poznał na jakiejś imprezie Agatę i zaczął ją odwiedzać. W III klasie liceum już byli razem – wspomina Wojciech Kolarski.
Czekał na nią przed szkołą albo na krakowskich Plantach. Agata wyróżniała się wśród innych dziewczyn amerykańską, kowbojską apaszką w kolorze fioletowym.  Co ciekawe, mocno różnili się temperamentem. Andrzej uwielbiał wyprawy w góry, Agata była domowa, rodzinna, spokojna. Rodzice obojga wywodzili się z krakowskiej inteligencji o odmiennych zainteresowaniach zawodowych. Ojciec Agaty, Julian Kornhauser, to jeden z bardziej znanych poetów Nowej Fali z lat 70., obok m.in. Adama Zagajewskiego czy Stanisława Barańczaka. Ojciec Andrzeja, Jan Duda, to góral spod Starego Sącza, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej.
Agata, dziś kandydatka na Pierwszą Damę, uczy w szkole niemieckiego. Gdy po konwencji męża czekały na nią pod szkołą tabloidy, poprosiła, by nie przepytywano jej w tym miejscu. Jak mówią znajomi, jest nauczycielką wymagającą, ale lubiącą swoją pracę i lubianą przez uczniów. Nawet w biurze poselskim męża zdarza się jej poprawiać ich sprawdziany.

Alpejczyk startuje w mistrzostwach
Andrzej Duda po maturze dostał się na prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów rozwijał swój talent narciarski. Odnosił nawet sukcesy w mistrzostwach akademickich w narciarstwie alpejskim. Można śmiało powiedzieć, że na nartach jeździ lepiej od Donalda Tuska.

Studia skończył w 1996 r. i wkrótce rozpoczął pracę w Katedrze Postępowania Administracyjnego UJ. Przez prawie 10 lat prowadził zajęcia ze studentami. W 2005 r. obronił doktorat. Jego praca zatytułowana była „Interes prawny w polskim prawie administracyjnym”.
W 2005 r. jako ekspert prawny rozpoczął współpracę z klubem PiS. 1 sierpnia 2006 r. na wniosek ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry został jego zastępcą. W resorcie odpowiadał za legislację, współpracę międzynarodową i przebieg informatyzacji sądów i prokuratur.

– Był bardzo aktywny w specjalnej komisji zajmującej się nowelizacją ustawy o IPN, zakładającej twardą wersję lustracji – wspomina poseł PiS Stanisław Pięta. Duda skutecznie działał na rzecz otwarcia zawodów prawniczych, z czym o wiele później kojarzony chciał być Jarosław Gowin. 16 stycznia 2008 r. objął stanowisko podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Przełomowym momentem w życiu Andrzeja Dudy był 10 kwietnia 2010 r. Zaraz po tragedii musiał reagować na niewytłumaczalne, jak się wówczas wydawało, wydarzenia dziejące się w jej cieniu. – Ludzie Bronisława Komorowskiego postanowili wtargnąć do Kancelarii Prezydenta, zupełnie nie lege artis, na podstawie telewizyjnych informacji o tym, że prezydent Lech Kaczyński zginął. Andrzej Duda zachował się bardzo dzielnie. Przeciwstawił się temu, dowodząc, że ma nie tylko wyczucie prawne, ale i wyczucie przyzwoitości – mówi prof. Ryszard Legutko.

W czasie ostatniej konwencji Duda powiedział, że to te wydarzenia wpłynęły na to, że zdecydował się zostać politykiem. Jak wspominał, 8 kwietnia 2010 r. leciał z prezydentem z Wilna do Warszawy. „I był już późny wieczór, rozmawialiśmy. Pan prezydent, już rozluźniony po spotkaniach, Paweł Wypych i ja… Opowiadał o czasach I i II Solidarności, bardzo je lubił, one były niezwykle ciekawe. Opowiadał o ludziach, o zdarzeniach, przekładając je na obecne czasy i pokazując, jak zmieniała się Polska. (…) W pewnym momencie spojrzał w okno, po czym odwrócił się i powiedział: – Ja już mam swoje lata, i moje pokolenie będzie odchodzić, ale kiedy to będzie się działo, to na was spocznie dalej ciężar prowadzenia polskich spraw. Myśmy się wtedy z Pawłem zaśmiali: – Panie prezydencie, kiedy to będzie? Dwa dni później nie było już pana prezydenta, nie było także Pawła. Kiedy przypomniałem sobie o tym, to wtedy zrozumiałem, że nie ma już dla mnie innej drogi i dlatego stoję tu dziś przed państwem!”.
 
Cały tekst dostępny jest w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska” z 11 lutego 2015 lub po wykupieniu prenumeraty elektronicznej na stronie www.gazetapolska.pl.
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Nowy pomysł na zakończenie protestu

/ twitter.com/MRPiPS_GOV_PL

  

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej, Elżbieta Rafalska nie wyklucza włączenia mediatora w sprawę protestu osób niepełnosprawnych w Sejmie. – Różne warianty są możliwe – mówiła minister w Łomży (woj. podlaskie).

Szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej uczestniczyła tam w otwarciu Środowiskowego Domu Pomocy. Podczas konferencji prasowej Rafalska była pytana m.in. o protest osób niepełnoprawnych i ich opiekunów w Sejmie oraz rolę mediatora, który mógłby pomóc w zakończeniu tego protestu.

Każde rozwiązanie, które pozwoliłoby zakończyć ten strajk jest warte rozważenia. Gdyby mediator mógł rzeczywiście prowadzić taką spokojną mediację, która służyłaby zakończeniu tej sytuacji, tego protestu, to jestem za – powiedziała.

Minister Rafalska zaznaczyła, że odnosi wrażenie, iż do tej pory część osób, która przychodziła do Sejmu, aby spotkać się z protestującymi "raczej zachęcała do trwania pań w tym proteście, co nabierało charakteru też politycznego opowiadania się".

Różne warianty - jak zaznaczyła - są możliwe, które doprowadzą do zakończenia i zamknięcia tego "bardzo już przedłużającego się protestu" - podkreśliła Rafalska i dodała, że kompromis zawsze polega na wykazaniu woli porozumienia.

Minister Rafalska dopytywana, kogo widzi w roli mediatora, odpowiedziała, że nazwiska na razie publicznie nie zdradzi. Jak tłumaczyła, dlatego "żeby takiej osoby absolutnie nie spalić, po drugie nie zaskoczyć, po trzecie żeby nie spotkać się z odmową podjęcia mediacji". Dodała, że te działania wymagają "zacisza gabinetu".

Ktoś będzie musiał zrezygnować, ktoś będzie musiał uznać rację jednego ze środowisk (...); to zawsze są długie, trudne, niełatwe rozmowy, ktoś musi z czegoś zrezygnować, ktoś musi do czegoś też przekonać, na to też muszą znaleźć się pieniądze. To nie jest sytuacja zerojedynkowa – mówiła.

Podkreśliła, że działania rządu powinny być adresowane do wszystkich grup osób niepełnosprawnych.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jakie wsparcie dostają niepełnosprawni?

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl