Znokautować rosyjskiego boksera

Sytuacja jest nadzwyczajna. Rosja słabnie w oczach. Słabnie ekonomicznie. Kurs rubla spada dramatycznie. Trochę to przypomina koniec komunizmu, gdy Związek Sowiecki nie wytrzymał po prostu nakręcanego przez prezydenta Ronalda Reagana wyścigu zbrojeń.

Rok 2014 przypomina pod pewnymi względami, powiedzmy, rok 1988. Wtedy dzięki porozumieniu Białego Domu z Arabią Saudyjską i innymi krajami arabskimi z Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC) ceny tego surowca gwałtownie słabły i co więcej, ustabilizowały się na dłuższy czas na bardzo niskim poziomie. To ostatecznie wykończyło Sowiety.

Brakuje Reagana

W innych kwestiach rok 2014 jednak nie przypomina okresu sprzed niespełna trzech dekad – czas obecny i tamten różnią się diametralnie, jeśli chodzi o stosunek Zachodu do Moskwy. Wtedy znienawidzony przez komunistyczną propagandę były aktor Ronald Reagan, wierzący w świat wartości i postrzegający otoczenie międzynarodowe w biało-czarnych (na szczęście dla nas) kolorach, narzucił Zachodowi kurs polityki zagranicznej i jego dążenia okazały się znacznie silniejsze niż niemiecko-francuski pacyfizm względem Kremla. Dziś świat Zachodu nie ma przywódcy w typie Reagana, a jednak, paradoksalnie, tradycyjnie bardziej spolegliwa wobec Rosji Europa Zachodnia jest ostrzejsza, werbalnie oczywiście, wobec Federacji Rosyjskiej niż Stany Zjednoczone. To zresztą widać po sankcjach: kto je najpierw na Rosję nakłada i w jak szerokim zakresie.

A jednak w ramach euroatlantyckiej rodziny ów twardy kurs Europy w stosunku do Kremla jest dla Starego Kontynentu niewielkim pocieszeniem, bo jednak Zachód jest obecnie dużo bardziej pasywny w obronie swoich wartości, ale też swoich interesów, niż trzydzieści lat temu. Cóż, można to skomentować słowami Talleyranda: „To gorzej niż zbrodnia, to błąd”.

Myślałem o tych słowach i Talleyrandzie, gdy oglądałem jego rodaka, prezydenta François Hollande’a, jak ściskał się z Putinem w Moskwie. Można jedynie westchnąć i przypomnieć słowa Mikołaja Kopernika o tym, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Zamiast jednak utyskiwać, że Francja schodzi na psy, a Ameryka pod tym względem nie chce być gorsza, warto sobie i innym uświadomić, jak bardzo Zachód przegapia historyczny moment, w którym można byłoby założyć Kremlowi polityczno-gospodarczego nelsona.

Gdyby sojusz euroatlantycki – używam tego pojęcia w sensie cywilizacyjnym, a nie tylko militarnym – chciał rzeczywiście wykorzystać polityczno-gospodarczą niemoc Rosji, mógłby zmienić geopolityczną mapę świata. Moskwa, która ma ogromny problem z domknięciem własnego budżetu na skutek trwałego spadku cen ropy, może być dla Zachodu łatwym celem. Oczywiście Federacja Rosyjska z jej potencjałem ludnościowym i terytorialnym nadal pozostanie dużym i ważnym państwem, ale mogłaby – przy konsekwentnej polityce USA i UE – przestać marzyć o roli mocarstwa euroazjatyckiego, a nawet przestać przywdziewać togę mocarstwa regionalnego.

Układy Moskwy

Jednak Zachód jest w kwestii Rosji podzielony. Jest też w stanie kryzysu przywództwa, bo dziś autorytetu na miarę Ronalda Reagana na świecie ze świecą szukać. Największe państwa Unii Europejskiej dużo opowiadają o „wspólnej unijnej polityce zagranicznej”, a nawet powołały EEAS (European External Action Service – Europejską Służbę Działań Zewnętrznych), ale gdy dochodzi do sytuacji, w której powinny działać, uznają za słuszną starą polską maksymę „Każdy sobie rzepkę skrobie”. W dużym stopniu (pytanie, czy w mniejszym niż przed rokiem?) najwięksi płatnicy netto do unijnej kasy stawiają na stosunki bilateralne z Moskwą kosztem wspólnej polityki całej UE, a Kreml tylko o tym marzy. Moskwa dopuszcza niemieckie, włoskie, holenderskie, francuskie firmy do swoich wielomiliardowych projektów (choćby Nord Stream) lub kupuje od nich broń czy też oferuje niebywały rynek zbytu, pod warunkiem że będą to jedynie dwustronne układy, a nie porozumienia ze skupiającą 28 państw, w tym 13 nowych, Unią Europejską.

Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze opinie
Kto wkręcił Überalla?

Kto wkręcił Überalla?

Bez Tuska nie byłoby Smoleńska

Bez Tuska nie byłoby Smoleńska

Jestem molestowany seksualnie

Jestem molestowany seksualnie

Ku gwiazdom, pod wiatr

Ku gwiazdom, pod wiatr

Rozczarowanie

Rozczarowanie

Kto wkręcił Überalla?

„Dziennikarze zwalniani są z pracy, nie mają możliwości tworzenia opinii publicznej dla wymiany krytycznych poglądów i to jest jednoznaczne z naruszeniem podstawowej zasady wolności mediów” ‒ powiedział szef Niemieckiego Związku Dziennikarzy Frank Überall w wywiadzie, którego udzielił niemieckiemu serwisowi Deutsche Welle przeznaczonemu dla Polaków.

Wywiad był kontynuacją troski, jaką niemiecka organizacja dziennikarska wyraziła w rezolucji dotyczącej... polskiej przestrzeni medialnej. Cóż, wolność słowa to również wolność robienia z siebie idioty. Zarówno pan Frank Überall, jak i jego organizacja postanowili w pełni skorzystać z tego prawa. Pan Überall z pewnością miał na myśli kilka oczywistych zdarzeń, które niewątpliwie świadczą o zagrożeniu wolności dziennikarskiej, wolności głoszenia poglądów i wolności sumienia. Bez wątpienia były również dowodem na istnienie brutalnej cenzury w obu jej wydaniach: represyjnym i prewencyjnym. W ramach cenzury represyjnej znany publicysta Matthias Matussek stracił pracę w „Die Welt”, należącym do aktywnego przecież na polskim rynku koncernu Axel Springer.

Grono miłujących wolność słowa redaktorów tego pisma uznało, że umieszczona na prywatnym koncie na Fb opinia, iż zamachy w Paryżu, w których zginęło ponad 120 osób, powinny spowodować dyskusję w Niemczech na temat polityki migracyjnej i statusu ćwierć miliona niezarejestrowanych imigrantów, to zbyt dużo jak na standardy demokratycznej debaty. Do tęgich dziennikarskich głów nie przyszła co prawda refleksja, że wpis Matusseka całkowicie spełnia wszelkie definicje pojęcia „publicystyka”, był on bowiem autorską opinią wyrażoną na temat obiektywnego faktu. No, ale skoro pracę stracił, to przecież nie ma o czym mówić. W ostatnich latach mieliśmy również do czynienia z oczywistym przykładem cenzury prewencyjnej. Oto Michael Stürzenberger skazany został przez sąd za umieszczenie w sieci historycznego zdjęcia, na którym Wielki Mufti Jerozolimy wita się z niemieckim nazistą w czasie II wojny światowej. Sąd skazał Stürzenbergera na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i sześć miesięcy, uznając, że epatował symboliką nazistowską, oraz przestrzegł go, że jeśli w okresie próby będzie obrażał islam, to pójdzie do paki. To ostrzeżenie nosi wszelkie znamiona próby cenzury prewencyjnej. W ramach innej formy cenzury prewencyjnej ten sam sąd, zanim ogłosił wyrok, zalecił staranne przeszukanie wszystkich 40 świadków jego wygłaszania w poszukiwaniu nie tylko urządzeń, które mogłyby wygłaszanie wyroku zarejestrować, ale na wszelki wypadek również ołówków i długopisów. Jeśli dołożyć do tego wielokrotnie opisane próby ocenzurowania przez kolektyw medialny gwałtów i masowego molestowania seksualnego kobiet przez imigrantów w Kolonii, to jesteśmy w stanie zrozumieć powody, dla których pan Frank Überall zrobił z siebie idiotę, pisząc o zagrożeniu wolności słowa w Polsce.

Po prostu ktoś musiał go wkręcić i powiedzieć mu, że zwolnienie Matusseka, skazanie Stürzenbergera i przemilczenie Sylwestra z Kolonii miało miejsce w polskich, a nie niemieckich mediach.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl