Była prezes ZUS mówi wprost. Niższe emerytury były jednym z celów tej reformy. Przedstawimy w jaki sposób zmniejszono świadczenia milionów Polaków.
Wysokość świadczenia emerytalnego (wypłacanego przez ZUS) była do 2008 roku wypłacana na podstawie tzw. formuły solidarnościowej. Jej wysokość zależała głównie od stażu pracy. W związku z tym emeryci mogli liczyć na około 60. proc. swojej ostatniej pensji.
Sytuacja uległa zmianie w listopadzie 2008 roku. Nowy rząd uchwalił wtedy nową ustawę o rentach i emeryturach. Zgodnie z nią emerytury od stycznia 2009 miały być wypłacane na podstawie wzoru:
Miesięczna kwota emerytury = wszystkie składki odprowadzone do ZUS / średnie dalsze trwanie życia w miesiącach
System ten wydaje się sprawiedliwy. Wydaje. Wartość świadczenia zależy głównie od kwoty odprowadzonych przez nas składek, ale… Ostateczna kwota emerytury zależy również od ilości miesięcy, przez który dzielimy zgormadzony w ZUS kapitał. I tu jest pies pogrzebany.
Rząd przyjął, że ilość tych miesięcy będzie stanowić średnia długość życia osoby przechodzącej na emeryturę. Jest to czas od przejścia na emeryturę do chwili śmierci. Obecnie średnie dalsze trwanie życia (dla osób przechodzących na emeryturę) wynosi statystycznie 18 lat, czyli 216 miesięcy. Wychodzi na to, że osoby przechodzące na emeryturę średnio dożywają łącznie około 85 lat.
„Co ciekawe, średnia długość życia w Polsce wynosi zaledwie... 77 lat. Gdyby przyjąć tę wartość dla celów wzoru emerytalnego, wartość składek dzielilibyśmy nie przez 216 miesięcy, a jedynie przez 120 miesięcy. W wyniku tego, emerytura byłaby niemal dwukrotnie wyższa. Ale nie jest” – podkreśla zus.pox.pl.
Różnica ta wynika ze sposobu liczenia. Średnią długość życia liczy się dla całej populacji, a średnie dalsze trwanie życia dla osób, które dożyły emerytury. Od razu widać, że drugi wskaźnik jest o wiele wyższy. „Celowe przyjęcie go dla celów ustawy powoduje zatem, iż wypłacana emerytura jest... o wiele niższa” – czytamy na zus.pox.pl.
Przy wypłacaniu świadczeń przyjmując średnie dalsze trwanie życia zamiast średnią długość życia ZUS zakłada, że emerytura dla Pana X. będzie pochodziła tylko i wyłącznie z jego składek. Zakład na wypłatę emerytur przeznacza jedynie składki osób, które do emerytury dożyły.
Co dzieje się ze składkami osób, które umarły przed emeryturą?
Ci którzy zmarli w wieku 40, czy 50 lat całymi latami odprowadzali składki do ZUS. „Składki te nie są jednak dziedziczne i nie podlegają zwrotowi spadkobiercom, więc nadal powinny one znajdować się w kasie ZUS i służyć finansowaniu pozostałych emerytur. Emerytury powinny być zatem wyższe, niż wynika to z przyjętego algorytmu. Pomimo to ZUS zakłada, że składki osób zmarłych przed osiągnięciem wieku emerytalnego, nie istnieją i w nowym systemie nie zostaną przeznaczone na wypłaty emerytur dla innych. Co się zatem stało z tymi składkami? Nie wiadomo” – czytamy na zus.pox.pl.
Okazuje się, że w przypadku takiego liczenia nowej emerytury jej wielkość spadła o prawie połowę. Jak to się stało, że nie zostało to zauważone. Po pierwsze nie było to poprzedzone żadną publiczną debatą, nie było więc skokowego niezadowolenia emerytów. Po drugie rząd przyjął mechanizm stopniowego wprowadzania w życie nowego sposobu naliczania emerytury.
„Mechanizm ten polegał na tym, iż przy obliczaniu wysokości emerytury, udział nowej formuły zwiększał się co roku o 20% i wprowadzany był stopniowo przez 5 lat... aż do roku 2014, gdy emerytury zaczęły być liczone już w 100% według nowej formuły. W ten sposób emerytury nie zmniejszyły się w sposób natychmiastowy o 1200 zł. Zmniejszyły się jednak o tę kwotę w sposób stopniowy, na przestrzeni 5 kolejnych lat” – opisuje proceder zus.pox.pl.
Skąd wzięła się kwota 1200 zł?
Według starych zasad średnia emerytura wynosiła 3036 zł. Ta sama emerytura liczona według nowego sposobu wynosi już tylko 1856 zł. Widać więc, że przez pięć lat, jak obowiązuje reforma wysokość średniej emerytury spadła o prawie 1200 zł (dokładnie 1180 zł). Procentowo jest to 40. punktowy spadek.
A to wszystko wartości brutto! „Na rękę” - po odliczeniu zaliczki na podatek dochodowy i składki zdrowotnej (znów, bo już raz odprowadzaliśmy je na poczet właśnie pobieranej emerytury) – jest to kwota około 1540 zł. A jest to wartość średniej emerytury, większość starszych ludzi otrzymuje świadczenia dużo niższe. GUS podaje, że prawie połowa emerytur to kwoty poniżej 1350 zł.
Czy tak znaczne obniżenie emerytur było zamierzone? Była prezes ZUS nie pozostawia chyba wątpliwości. „W nowym systemie, emerytury muszą być niższe, bo to był jeden z celów reformy” – mówiła w wywiadzie Aleksandra Wiktorow.
A jak będzie wyglądała nasza emerytura?
Przyjmując, że Pan X. zarabia średnią krajową – 4017 zł brutto (2865 zł „do ręki”) po 35 latach pracy uzbiera w ZUS’ie około 238 tys. zł. Według nowych zasad jego świadczenie emerytalne wyniesie… 843 zł netto – mniej niż 30 proc. ostatniej pensji. Jest to mniej, niż wynosi emerytura minimalna.
Chcąc, by nasza emerytura wyniosła 1500 zł, musielibyśmy zarabiać około 6500 zł brutto miesięcznie.