Najbardziej zaufaną osobą stołecznej prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz jest jej rzecznik Bartosz Milczarczyk. Jak się okazuje – jest resortowym dzieckiem. Jego ojciec Witold Milczarczyk przez wiele lat PRL-u pełnił kierownicze stanowiska w przedsiębiorstwach handlowych, także w firmie polonijnej. Milczarczyk senior był aktywistą organizacji komunistycznych ZSP, ZSMP i PZPR. Według akt IPN-u w 1984 r. został zarejestrowany jako tajny współpracownik. Miał sam napisać zobowiązanie i wybrać sobie pseudonim „7”. Bezpiece zależało na tym, by ówczesny kierownik w przedsiębiorstwie Jubiler przekazywał nie tylko informacje o działaniu władz zakładu, lecz nawet o nastrojach pracowników.
Według akt IPN-u „7” bez wahania zgodził się donosić o „wrogich wobec PRL-u działaniach”. W październiku 1984 r. przyjął też zadanie przekazywania SB opinii i komentarzy pracowników zakładu w sprawie porwania ks. Jerzego Popiełuszki. Za przekazane informacje TW był wynagradzany. W 1988 r. agent został wyrejestrowany z sieci bezpieki, bo wcześniej zwolnił się z Jubilera i przeszedł do pracy w firmie polonijnej. Bezpieka podsumowała pozytywnie jego współpracę, stwierdzając, że jego informacje operacyjne były przydatne i przyczyniły się do wyeliminowania patologii.
– Nie dziwi mnie kolejne resortowe dziecko w otoczeniu Hanny Gronkiewicz-Waltz – mówi radny PiS-u Maciej Maciejowski. – Wystarczy wskazać na wpływy w ratuszu radnego SLD Andrzeja Golimonta. Wspiera go jego bliski znajomy Jarosław Jóźwiak – prawa ręka prezydent Gronkiewicz-Waltz – dodaje. Jak wiadomo, Golimont to współpracownik byłego szefa MSW Czesława Kiszczaka i publicysta tygodnika „Nie” Jerzego Urbana.
Cały tekst w czwartkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"