Sowiecki kurs generała Kozieja

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Szef BBN gen. Stanisław Koziej w sierpniu 1987 r. był na zabezpieczanym przez GRU kursie Sztabu Generalnego ZSRR. Gen. Koziej był w tym czasie również członkiem egzekutywy PZPR. Jako żołnierz I Zarządu Sztabu Generalnego w latach 1978-81 brał udział w opracowaniach planu ataku wojsk UW na państwa Europy Zachodniej. Jako szef BBN zaprosił na XX-lecie Biura generała KGB Nikołaja Patruszewa, sekretarza Rady Bezpieczeństwa prezydenta Rosji i przyjaciela Władimira Putina.

Informacje na temat gen. Stanisława Kozieja opracowane m.in. przez Wojskową Służbę Wewnętrzną znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej. W czerwcu 1987 r. Stanisław Koziej pracował w Śląskim Okręgu Wojskowym, a dwa miesiące później wyjechał na zabezpieczany przez GRU kurs do Moskwy. Szefem Wojskowej Służby Wewnętrznej Śląskiego Okręgu Wojskowego, który pozytywnie opiniował Stanisława Kozieja, był wówczas płk Stanisław Torebko, po 1990 r. polski attache wojskowy w Rosji.

- To był rutynowy w tamtych warunkach, coroczny wyższy kurs operacyjno-strategiczny (tak chyba się nazywał) dla wyższej kadry dowódczej Wojska Polskiego. Odpowiednik dzisiejszych analogicznych kursów w akademii dowodzenia NATO w Rzymie (który, nawiasem mówiąc, też ukończyłem). Było nas w tej grupie kilkunastu, może ok. 20, w większości generałowie (w tym kilku pułkowników, tak jak ja, ale z etatów generalskich). Byli to oficerowie ze stanowisk dowódczych i sztabowych wszystkich rodzajów sił zbrojnych i ważniejszych instytucji centralnych MON – zajmujących bądź przewidywanych do zajęcia kluczowych stanowisk operacyjno-strategicznych w WP. Nie czuję się upoważniony do publicznego mówienia o personaliach uczestników kursu – stwierdził obecny szef BBN.

Informacje WSW na temat kursu gen. Kozieja w ZSRR różnią się od tych, które przekazał nam gen. Koziej.

Według WSW kurs był organizowany przez ASG SZ ZSRR, czyli Akademię Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR, tzw. „woroszyłówkę” (według gen. Kozieja kurs był organizowany przez Akademię Sił Zbrojnych ZSRR). Tego typu kursy były zabezpieczane (a część z nich była też organizowana) przez GRU. Polegało to m.in. na tym, że obecny na takich kursach żołnierz z państwa Układu Warszawskiego był wszechstronnie sprawdzany, czy nadaje się do służby w wojsku pod kątem politycznym i czy może zajmować stanowiska dowódcze. Żołnierze po kursach w ZSRR z reguły obejmowali stanowiska dowódcze w armiach swoich państw.

Gen. Stanisław Koziej w latach 1978-1981 pracował jako podwładny płk. Ryszarda Kuklińskiego w I Zarządzie sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego. Obecny szef BBN brał udział w opracowaniach planu ataku na północną Europę, w którym miało wziąć udział 450 tys. polskich żołnierzy. Plan podpisał w 1970 r. gen. Jaruzelski. LWP miało dojść do Belgii. Na zajęcie Danii polscy planiści dali sobie trzy dni. Atak miał być prowadzony z użyciem ok. 200 ładunków jądrowych. Mapy tego ataku trafiły w 2006 r. do IPN, mimo protestów z MON, którym wówczas kierował Radosław Sikorski, a jego zastępcą był Stanisław Koziej.

Pytany przez nas o ocenę ucieczki płk. Kuklińskiego obecny szef BBN stwierdził:

- To sprawa bardzo kontrowersyjna. Osobiście pamiętam i oceniam płk. Kuklińskiego jako wspaniałego człowieka i doskonałego szefa (najlepszemu szefowi z szefów – tak zadedykowałem mu swoją książkę). Wierzę, że to co zrobił, zrobił z przekonania, że to jest właściwe i korzystne dla Polski. Z drugiej jednak strony - współpraca z obcym wywiadem jest czymś nie do zaakceptowania. Sprawa płk. Kuklińskiego przez następne pokolenia nie będzie możliwa do jednoznacznej oceny. Będzie ciągle rozpięta między bohaterstwem i zdradą.

Tekst na temat gen. Stanisława Kozieja ukaże się w następnym wydaniu „Gazety Polskiej” , dostępnej od 16 lutego 2011.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

"Buda był dobrym wyborem PiS". Kandydat na prezydenta Łodzi chwalony przez eksperta

Waldemar Buda / Jan Sroda/Gazeta Polska

  

Kłopoty z prawem prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej mogą utrudnić jej walkę o reelekcję. Jeżeli nie zdoła przekonać do siebie więcej niż połowy wyborców, w drugiej turze na większe poparcie liczyć może już kandydat Zjednoczonej Prawicy Waldemar Buda. Ekspert-politolog nie pozostawia wątpliwości: elektoraty obu kandydatów będą się mocno mobilizować.

W Łodzi o urząd prezydenta miasta walczy dziewięć osób. Oprócz Zdanowskiej, popieranej przez Koalicję Obywatelską oraz m.in. lokalne struktury SLD, PSL i KOD w wyborach startują jeszcze: kandydat Zjednoczonej Prawicy poseł PiS Waldemar Buda, Krzysztof Lipczyk z poparcia Komitetu Wyborczego Wyborców #MuremZaŁodzią, który tworzą politycy partii Wolność i Nowej Prawicy, miejska radna niezależna Urszula Niziołek-Janiak będąca kandydatką koalicji Tak! zrzeszającej łódzkie organizacje społeczne i ruchy miejskie, Zbigniew Maurer (Akcja Narodowa), biznesmen Piotr Misztal, społeczniczka Agnieszka Wojciechowska van Heukelom, Rafał Górski (KWW Kukiz'15) i Janusz Rutkowski KWW Prawo i Moc.

Pod koniec września w sądzie II instancji prezydent Łodzi Hanna Zdanowska została uznana winną poświadczenia nieprawdy w dokumentach w celu uzyskania kredytu przez jej partnera, za co skazano ją na 20 tys. zł grzywny. Orzeczenie jest prawomocne.

Wyrok spowodował dyskusję na temat, czy po ewentualnym zwycięstwie Zdanowska może pełnić funkcję prezydenta. Z Kodeksu wyborczego wynika, że w wyborach może kandydować osoba, która została skazana prawomocnie na karę grzywny; przepis stanowi, iż kandydować nie może osoba "skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe". Z kolei ustawa o pracownikach samorządowych, stanowi, że prezydentem może być tylko osoba niekarana za przestępstwo popełnione z winy umyślnej i ścigane z oskarżenia publicznego.

Politolog dr Hubert Horbaczewski z Uniwersytetu Łódzkiego zgadza się z opiniami, że jeśli obecna prezydent nie wygra w pierwszej turze, może mieć problemy w drugiej. Bo w dogrywce nie może liczyć na poparcie nikogo więcej, natomiast Buda tak - podkreślił ekspert. Wskazywał tu na część elektoratu mniejszych komitetów, w tym osób zgromadzonych wokół komitetu Urszuli Niziołek-Janiak, który - jego zdaniem - wydawał się być takim zapleczem w II turze dla Zdanowskiej. Jak przyznał, słyszał, że wielu wyborców z tego środowiska ma mówić, że zagłosuje przeciwko obecnej prezydent.

Według Horbaczewskiego, wybór Waldemara Budy na kandydata na prezydenta Łodzi był dobrym ruchem ze strony PiS. Zwrócił uwagę, że Buda to człowiek, który ma już doświadczenie jako samorządowiec, jest aktywnym posłem w Sejmie, także aktywne jest jego biuro poselskie, chętnie przyjmuje interesantów i to nie tylko w czasie kampanii wyborczej.

"Ktokolwiek mógłby w Łodzi powalczyć ze Zdanowską, to Buda nie jest złym rozwiązaniem"

- dodał ekspert.

Zdaniem Horbaczewskiego, kampania wyborcza może doprowadzić do mobilizacji jednego i drugiego elektoratu i zwiększyć frekwencję w wyborach. Oceniając zachowanie jednej i drugiej strony stwierdził, że prawnicy i inne osoby wypowiadają się różnie w zależności od swoich sympatii politycznych. Dlatego - jego zdaniem - to przekonywanie się stron o swojej racji oraz podjęte kroki spowodują, że w Łodzi "ciekawie będzie dopiero po wyborach".

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl