Propozycja prezesa URE Macieja Bandy ewentualnego wycofania PGNiG z obrotu publicznego pojawiła się po tym, jak rosyjski Acron zwiększył do ponad 20 proc. udziały w Grupie Azoty i zapowiedział dalszy skup akcji. Nikt nie ma wątpliwości, że celem Rosjan jest wrogie przejęcie spółki. Teraz będą mieli w radzie nadzorczej Azotów swojego przedstawiciela i dostęp do wszystkich dokumentów spółki, a tym samym wiedzę o polskim przemyśle chemicznym. Aby uchronić PGNiG przed groźbą wrogiego przejęcia, prezes URE proponuje wykup akcji spółki na giełdzie i wycofanie jej z publicznego obrotu.
Do skarbu państwa należy 72 proc. akcji PGNiG. Pozostałe udziały są w rękach inwestorów giełdowych. Statut spółki zobowiązuje ją do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju i nieprzerwanych dostaw gazu ziemnego. Jako spółka publiczna PGNiG jest jednak nakierowana na zysk. Te dwie sprawy trudno pogodzić, ponieważ spółka odbiera drogi gaz w ramach długoterminowych kontraktów jamalskiego i katarskiego na zasadzie „bierz i płać”. Gdyby więc dzisiaj doszło do liberalizacji rynku gazu, pozycja firmy zdecydowanie by osłabła.
Komentatorzy przewidują, że jeśli PGNiG pozostanie na giełdzie, to za kilka lat trzeba będzie ratować spółkę dotacjami. Jest to bardzo prawdopodobne, bo liberalizacja rynku nakłada na PGNiG obowiązek uelastycznienia umów ze swoimi odbiorcami, tymczasem rząd nie uelastycznił jeszcze umowy gazowej z Rosjanami. W tej sytuacji w grę wchodzi albo wycofanie PGNiG z giełdy i realizacja państwowej misji bezpieczeństwa energetycznego, albo też pełna prywatyzacja firmy.
O tym, jak niebezpieczny jest ten drugi wariant, świadczą działania Acronu wobec Grupy Azoty. Rosjanie nawet nie ukrywają, że zamierzają aktywnie działać w spółce i blokować szkodliwe według nich dla Azotów decyzje.
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"