Oficjalnym powodem do zatrzymania Darskiego - tuż przed ich koncertem w Jekaterynburgu - był brak odpowiedniej wizy. Jak tłumaczą urzędnicy, chcąc koncertować w Rosji, potrzebne są „wizy humanitarne”. Lecz Darski i członkowie ekipy posiadali „wizy biznesowe”.
Dziś sąd w Jekaterynburgu nakazał deportację członków "Behemoth" i ukarał ich grzywną w wysokości 2 tys. rubli (ok. 200 zł), które mają zapłacić w ciągu 60 dni.
Jednak najbardziej Darski zapamiętał noc spędzoną w rosyjskim areszcie służby imigracyjnej, a później wrażeniami podzielił się z reporterem TVN24. Cóż, to za dramatyczna opowieść.
- To było Guantanamo i Armageddon, tak mogę opisać naszą noc w areszcie. Trzymano nas w maleńkim pokoiku metr na półtora. W nocy poprosiliśmy, żeby zaprowadzono nas do toalety, ale z niewiadomych przyczyn nam odmówiono – użalał się.
- Warunki były koszmarne, ściany były wysmarowane ekskrementami, nie pozwalano nam skorzystać z toalety - powiedział Nergal przed rozprawą, podczas której sąd miał zadecydować o deportacji zespołu.
Wcześniej "Behemoth" odwołał koncert w Kijowie. Teraz nie dojdzie do zaplanowanego na 25 maja koncertu w Moskwie. Co najbardziej zabolało Darskiego?
- Nikt nie zwróci nam pieniędzy, które włożyliśmy w organizację trasy koncertowej: przeloty, wynajem sal, produkcję koszulek – podlicza straty lider Behemotu.
- Zostaliśmy moralnie zgwałceni przez system - ogłosił.

fot.: Wadim Achmetow / Znak.com
Przy okazji warto przypomnieć, że Darski stawał przed sądem również w Polsce. Za obrażanie katolików, podarcie Biblii, szyderstwa z wiary. I brylował w mediach chełpiąc się jaki jest bezkompromisowy. W Rosji już taki butny nie był.
Tu w polskim sądzie podczas procesu o obrazę uczuć religijnych chrześcijan.

fot.: Igor Smirnow / Gazeta Polska