Nie ma przebaczenia w PO. Premier Tusk okazał się srogi, a członkowie partii wycięli z zarządu Grzegorza Schetynę...
To nie tylko premier jest srogi, ale i sama Platforma zdaje sobie sprawę, że partia jest w kryzysie. W związku z taką sytuacją należy grupować się wokół dotychczasowego lidera, a nie pozwalać na powstawanie w partii kolejnych frakcji. W związku z tym Schetyna miał małe szanse. Taką cezurą dla niego – czy byłby w stanie aspirować na kolejnego lidera PO – była walka o Dolny Śląsk, którą przegrał. I to przegrał we własnej lokalnej politycznej ojczyźnie. Więc już inaczej na niego spoglądano w wyborach do władz partii.
Nastąpiła zimna kalkulacja korzyści?
Drugi i trzeci garnitur PO zdał sobie sprawę, że ewentualne nowe stanowiska i miejsca na listach, a zbliżają się obfite czasy wyborcze – jest im w stanie zapewnić Tusk, a nie Schetyna. Uznano, że Schetyna może tutaj zaszkodzić, a nie pomóc. Tusk ma wpływ na listy wyborcze. Instynkt samozachowawczy działaczy PO spowodował, że Schetyna przegrał.
Czy Schetyna z zapleczem będzie się czaił do kolejnego ataku, czy jego wpływy na tyle zmalały, że już jest „pozamiatane”?
Raczej twierdziłbym, że jest już politycznie po Schetynie. On przespał ostatnie kilka lat. Miał czas, by zareagować zdecydowanie, aby nie powiedzieć drastycznie – by spowodować secesję w PO czy przyłączyć się do Gowina. Wręcz szantażować Tuska takim rozwojem akcji. Schetyna jednak czekał, aż coś samo wpadnie mu do rąk. To miało być współrządzenie PO, jeśli nie nawet samo rządzenie. To była taktyka Schetyna, mimo że był spychany w cień. On popełnił błąd wielokrotnie popełniany przez polityków, którzy są tak przekonani o własnej wielkości, że nie dopuszczają myśli, że z polityki mogą wylecieć. On jest teraz w cieniu. Może liczy na eurosynekurę?
Na sekretarza generalnego PO Tusk wskazał obecnego rzecznika, Pawła Grasia. Jeśli zostanie on wybrany, to na rzecznika rządu zostanie powołana kobieta.
To kontynuacja trendu, który raz – jak w przypadku Bieńkowskiej – sprawdza się, a czasem się nie sprawdza – jak w przypadku Muchy. On jednak najwyraźniej premierowi się podoba. Czyli trend wprowadzania przed kamerę twarzy, z których niekoniecznie wydobywają się rzeczowe informacje, ale które przyciągają kamery swoją atrakcyjnością. Tusk ufa Grasiowi i chce mieć go blisko siebie w Platformie. Rząd ma być jednak kolorowym wyborczym banerem z uśmiechniętymi buziami.