Zdjęcie z Putinem, które pogrąży Tuska?

tygodnik wSieci

Kilka godzin po katastrofie, miejsce tragedii, a na twarzach Donalda Tuska i Władimira Putina uśmiechy. Czy to zdjęcie pogrąży szefa polskiego rządu?

"W Sieci" zapowiadając nowy numer tygodnika, opublikowało okładkę, na której pojawia się dotąd niepublikowane zdjęcie ze Smoleńska. Na fotografii z 10 kwietnia widać szefów polskiego i rosyjskiego rządu, którzy spotkali się na miejscu katastrofy. Władimir Putin jest wyraźnie uśmiechnięty, jak również Donald Tusk, który trzyma uniesione do góry pięści, bądź też trzyma kciuki.

Skąd zadowolenie w takim miejscu, kilka godzin po katastrofie samolotu z 96 pasażerami na pokładzie, z prezydentem RP na czele?

"Premier Donald Tusk tuż po tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i polskiej elity. Kiedy poznamy prawdę?" - brzmi podpis tygodnika na okładce. Jeśli to zdjęcie jest prawdziwe to pogrąży ono ostatecznie Donalda Tuska. 



Do fotografii ze spotkania premierów odniósł się poseł Prawa i Sprawiedliwości, Joachim Brudziński który razem z bratem śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jarosławem Kaczyńskim był 10 kwietnia na miejscu katastrofy.
Polityk już parę lat temu opisywał zachowanie Donalda Tuska w Smoleńsku, twierdząc że dla osób towarzyszących premierowi najważniejsze było gdzie i jak będzie ustawiona kamera, kiedy będą podchodzili z Putinem. Na końcu nagrań miały paść między nimi pytanie: „Którędy będzie wchodziła Kaczka? Dobra, to my spieprzamy tamtędy”.

"Powoli prawda wychodzi na jaw. Kiedy po tragedii opowiedziałem o zachowaniu PDT [premier Donald Tusk] w Smoleńsku  zarzucano mi kłamstwo" - napisał Joachim Brudziński na Twitterze, po czym spytał:
"Czy Pan Ambasador Bahr pisze w swojej książce (wydanej przez GW) o rechoczącym w Smoleńsku PDT i Putinie?"

Na jednym z archiwalnych nagrań wideo ze spotkania Władimira Putina i Donalda Tuska, na którym szef polskiego rządu wysłuchuje opisu przyczyn katastrofy, widać te same osoby towarzyszące premierom co na opublikowanym zdjęciu. W tym tłumaczkę polskiego premiera i żonę byłego szefa WSI Marka Dukaczewskiego, Magdę Fitas-Dukaczewską. Stąd, jak można podejrzewać, zdjęcie wykonano właśnie w tym czasie, zapewne już po wyłączeniu kamer:


Po publikacji zdjęcia część internautów sugerowała, że skoro Donald Tusk na nagraniach z miejsca tragedii, które pokazywały stacje telewizyjne w Polsce, był zasmucony, to zdjęcie musi być zmanipulowane. Jak dotąd nie pojawiły się jednak żadne dowody na to, że fotografia jest w jakikolwiek sposób sfałszowana.

Z kolei "Gazeta Wyborcza" piórem Dominiki Wielowieyskiej nie podważyła prawdziwości zdjęcia, jednak w ostrych słowach skrytykowała sam fakt ujawnienia. "Chcecie doprowadzić do tragedii? Opamiętajcie się!" - krzyczy w tytule dziennikarka "GW".

- Do czego zmierzacie? Chcecie doprowadzić do tragedii podobnej do tej, jaka miała miejsce w Łodzi? Czy chcecie tak nakręcić emocje, by ludzie dali ostatecznie upust swojej nienawiści? Bo jak potraktować szefa rządu, który zaplanował z obcym mocarstwem taką tragedię jak Smoleńsk i wciąż chodzi bezkarny? Opamiętajcie się. - oburza się Wielowieyska.
Dalej w swoim tekście broni Tuska, który jej zdaniem, wbrew temu co widać na zdjęciu "płakał jak my wszyscy". - Tusk nie jest robotem, jest żywym człowiekiem, który po Smoleńsku płakał, tak jak płakaliśmy my wszyscy! I dobrze o tym wiecie, a jeśli nie wiecie, to znaczy, że zaślepiła was nienawiść - oskarża dziennikarka.

Dominika Wielowieyska nie wspomina jednak ani słowem treści słynnego SMS-a, jakiego już 10 kwietnia rozesłało do polityków PO, szefostwo tej partii: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił" Treść tej wiadomości ujawnił jeszcze za życia śp. gen. Sławomir Petelicki

Sam Donald Tusk nie odniósł się jeszcze do sprawy, zrobił to jednak jego rzecznik, Paweł Graś. - Wszyscy, także pan premier, byliśmy całą sytuacją głęboko wstrząśnięci. Sugerowanie, że było inaczej jest najzwyklejszą, niczym niewytłumaczalną podłością – powiedział w rozmowie z "Faktem" rzecznik rządu. 

Wielu Internautów nie rozumie oburzenia oraz odrzuca sugestie, że należy takie zdjęcia cenzurować. Oto wybrane komentarze:
Źródło: wpolityce.pl,twitter.com,niezalezna.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

UEFA ukarała także Arkę Gdynia

Prezydent Duda: Nie ugniemy się przed…

Legia zawiodła. Będzie ciężko

Rząd chce wypłacić odszkodowania szybko

W Polsce bezpiecznie - nie wprowadzono…

Bieszczady: Jeziorka Duszatyńskie niezmiennie kuszą turystów

/ Janmad; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

50 tys. turystów odwiedziło w tym roku Jeziorka Duszatyńskie w Bieszczadach. Zazwyczaj odwiedza je ok. 40 tys. osób rocznie. Powodem większego zainteresowania jest 110 rocznica ich powstania –powiedział leśnik Edward Orłowski z nadleśnictwa Komańcza.

"Jeziorka Duszatyńskie powstały w wyniku gwałtownych i nagłych procesów geologicznych w kwietniu 1907 r. Po długotrwałych, intensywnych opadach deszczu, kiedy chmury podobno przez miesiąc nie odsłoniły słońca, osunęło się zbocze góry Chryszczatej"

podkreślił rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie Edward Marszałek.

Mieszkańców Duszatyna poderwał ogromny huk zwielokrotniony odbitym od gór echem. Nie wiedząc co się stało szybko pakowali podręczne rzeczy i w panice opuszczali wieś. W cerkwi w Prełukach uderzono w dzwony na trwogę. Ze zbocza Chryszczatej oderwał się wtedy potężny płat ziemi, który ruszył w dół lejem długości pół kilometra i szerokości 140 m.

"Zabierał za sobą wiekowy las i zatarasował dolinę potoku Olchowatego. Najdalej przesunięte warstwy przebyły ponad kilometrową drogę. Masę przemieszczonego materiału oszacowano później na 12 mln m sześc. W konsekwencji powstały trzy jeziorka nazwane później Duszatyńskimi" - dodał Marszałek.

Z najniżej położonego jeszcze w 1925 roku spuszczono wodę i wyłapano 80 dorodnych pstrągów. Pozostałe dwa ocalałe jeziorka są dużą atrakcję turystyczną. Od 60 lat są też rezerwatem przyrody.

"Od lat niezmiennie podążają tutaj turyści w każdym wieku; w grupach zorganizowanych lub samotnie. Jeziorka czterokrotnie odwiedzał jeszcze, jako ksiądz, a potem biskup Karol Wojtyła. 6 sierpnia 1956 r. dotarł do nich także kardynał Stefan Wyszyński. Prymas był wtedy internowany w Komańczy" – zauważył leśnik Edward Orłowski.

Leśnik dodał, że prymasa Wyszyńskiego wyjątkowo zmęczyła 10-kilometrowa trasa z Komańczy nad jeziorka. "Jak opisywał towarzszący mu ks. Stanisław Porębski zaraz po powrocie kardynał udał się na spoczynek; tego dnia nie zjadł nawet obiadu" – przypomniał Orłowski.

Powierzchnia jeziorek systematycznie zmniejsza się od lat. Większe z nich jeszcze w roku 1925 miało ponad 2,5 ha powierzchni i 10 m. głębokości, obecnie ma 1,25 ha powierzchni a głębokość zmalała do 6 m. Leży na wysokości 708 m. n.p.m. Z kolei powierzchnia mniejszego jeziorka, które leży na wysokości 687 m. n.p.m., od 1925 r. zmniejszyła się o 10 proc. Obecnie łączna powierzchnia lustra wody rezerwatu wynosi 1,74 ha.

Na zboczu Chryszczatej od 10 lat stoi obelisk; przypomina gwałtowne powstanie Jeziorek Duszatyńskich.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Zmarła 14 ofiara zamachów w Hiszpanii

Franciszek modli się za ofiary zamachu

"Terrorystom mówimy…

Zatrzymano trzecią osobę podejrzaną o…

Hiszpańska prasa: "Musimy walczyć z…

UEFA ukarała także Arkę Gdynia

Fotomag/Gazeta Polska

UEFA nałożyła na Arkę Gdynia karę 13 tysięcy euro za zachowanie jej kibiców podczas rewanżowego meczu 3. rundy eliminacji piłkarskiej Ligi Europejskiej w Herning z FC Midtjylland. Gdyński klub został również zobowiązany do pokrycia kosztu napraw w sektorze gości.

Do Danii pojechało ponad tysiąc sympatyków gdyńskiej drużyny, którzy za bilet zapłacili osiem euro, ale narazili Arkę na wydatek blisko 100 tysięcy złotych. UEFA nałożyła bowiem na Arkę karą w wysokości 13 tys. euro (ponad 55 tys. zł) za zachowanie jej fanów podczas meczu z FC Midtjylland, a także zobowiązała gdyński klub do pokrycia kosztu napraw w sektorze gości. Według wstępnych wyliczeń te straty wyniosły około 40 tys. zł.

Za udział w 3. rundzie eliminacji Ligi Europejskiej Arka otrzymała od Europejskiej Unii Piłkarskiej 235 tys. euro.

W pierwszym meczu zawodnicy z Gdyni pokonali na własnym stadionie duński zespół 3:2, ale w rewanżu ulegli 1:2 i odpadli z rozgrywek.

 

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

UEFA ukarała Legię. Jest reakcja kibiców

UEFA ukarała Legię. Ruszyła zbiórka

Facebook usunął filmik z Puszczy…

Ukraina. „Rosja planuje ataki…

Ewakuacja w warszawskim metrze

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl