Jak wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”, wskazania na detektorach są analogiczne z tymi z jesieni ubiegłego roku. Wówczas w trakcie badań wraku tupolewa na wskaźnikach urządzeń pomiarowych pojawiły się nazwy przyporządkowane w urządzeniach właśnie do materiałów wybuchowych. Prokuratura przekonywała, że pojawienie się na wyświetlaczu informacji o wykryciu TNT, w rzeczywistości nie musi wcale oznaczać jego obecności. Wątpliwości w związku z tym tłumaczeniem miało jednak wielu dziennikarzy, a także sami producenci urządzeń pomiarowych.
Ostatecznie wątpliwości miały rozwiać kolejne badania. Powołując się na źródła zbliżone do śledztwa „Rzeczpospolita” informuje, że Pracownicy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji przed kolejnymi pomiarami mieli skorygować czułość urządzeń. Okazuje się jednak, że także tym razem zachowywały się one podobnie i wykazały na wyświetlaczach nazwy materiałów wybuchowych.
– Spektrometry ruchliwości jonów wskazują w analogiczny sposób jak w trakcie poprzedniego wyjazdu (jesienią ubiegłego roku), tzn. na wyświetlaczach pojawiają się symbole, które w pamięci urządzeń przypisano określonym materiałom wybuchowym – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej., który jednocześnie zastrzega, że „nie należy z tych wskazań wyciągać pochopnych wniosków”.
Jak ustalił portal niezalezna.pl dzisiaj o godz. 12.00 konferencję prasową w tej sprawie zapowiedział Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.