​Tusk promuje Bieruta

Cezary Krysztopa/Gazeta Polska

Wojciech Kamiński

Kontakt z autorem

Na oficjalnych stronach internetowych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów znajdują się biogramy komunistycznych premierów, m.in. Bieruta, Cyrankiewicza, Jaruzelskiego i Kiszczaka. W notkach biograficznych trudno się doszukać informacji o zbrodniach przez nich popełnionych.

Umieszczenie na oficjalnych stronach Kancelarii Premiera sylwetek osób sprawujących władzę w czasach komunizmu świadczy o tym, że Donald Tusk traktuje ich działalność jako swoje dziedzictwo. Gratuluję premierowi oraz wszystkim Polakom, jeżeli chce on czerpać z doświadczeń i dorobku Bolesława Bieruta – ironizuje historyk prof. Jan Żaryn.

Wchodząc na stronę internetową Premier.gov.pl, bez trudu znajdziemy zakładkę „Ludzie”, na której prezentuje się cały rząd. Przechodząc dalej trafiamy na „poprzednich premierów”. A tam na drugim miejscu znajdują się szefowie rządów z czasów PRL‑u. Wielu z nich to zbrodniarze odpowiedzialni za śmierć i prześladowania milionów osób. Ich biogramy na stronie rządowej jednak o tym milczą. Czytając je, można wręcz odnieść wrażenie, że byli prawdziwymi mężami stanu.

Bolesław Bierut przedstawiony jest niemal jak bohater, zasłużona postać ruchu komunistycznego, za przekonania więziony w II RP. Autor biogramu pisze, że został skazany w 1933 r. na 7 lat więzienia, nie wspomina jednak, iż trafił za kraty za szpiegostwo na rzecz Sowietów.

Następnie można się dowiedzieć, że towarzysz Bierut w czasie wojny był „pracownikiem NKWD”. Jest to tak sformułowane, jakby jego praca polegała na parzeniu herbaty, a nie prześladowaniu ludzi. Czytamy również, że popierał stanowisko Stalina w sprawie granic Polski. Można by sądzić, że chodzi np. o granice na Odrze i Nysie. Tymczasem już w 1944 r. zapewnił generalissimusa: „Jesteśmy tu, by w imieniu Polski żądać, by Lwów należał do Rosji”.

Bierut bezpośrednio nadzorował prześladowania działaczy niepodległościowych, śledztwa przeciw żołnierzom AK i Wojska Polskiego, a nawet proponował wyroki i zatwierdzał je. Za jego rządów stracono kilka tysięcy osób. A notatka na stronie premiera RP kwituje to jedynie stwierdzeniem: „Odpowiedzialny za zbrodnie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego”.

Jeszcze łagodniej został potraktowany Józef Cyrankiewicz, który przeszedł do historii dzięki powiedzeniu: „który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. A nie było to tylko czcze gadanie. Podczas powstania w Poznaniu 1956 r. od kul milicji i wojska zginęło prawie 60 osób. W Grudniu 1970 r. śmierć poniosło prawie 50 osób, a ponad 1000 zostało rannych. Notatka na stronie Premier.gov.pl nie wspomina o tym ani słowem. Można jedynie przeczytać lakoniczne zdanie: „W 1956 i 1970 r. opowiadał się za siłową pacyfikacją manifestacji robotniczych”.

Następca Cyrankiewicza, Piotr Jaroszewicz, jest przedstawiony jako reformator. Czytamy: „W efekcie wprowadzonych przez niego reform doszło do protestu robotników”. Przypomnijmy, te reformy to drastyczne podwyżki cen żywności. Zupełnie jak reformy Tuska.

O Wojciechu Jaruzelskim można się dowiedzieć, że pochodził z rodziny ziemiańskiej. Ale już nic nie ma o tym, że był współpracownikiem Informacji Wojskowej i donosił na kolegów; że jako członek ścisłego kierownictwa MON‑u brał udział w latach 1967–1968 w czystkach antysemickich; podległe mu jednostki LWP tłumiły „praską wiosnę”; że był współodpowiedzialny za masakry na Wybrzeżu w 1970 r.; że podczas stanu wojennego, który wprowadził, zostało zamordowanych ponad 100 osób. Jego biogram, podobnie jak Czesława Kiszczaka, nie wspomina o licznych oskarżeniach o zbrodnie komunistyczne. W notatce o Kiszczaku zabrakło również informacji o skazaniu go na cztery lata (łagodząc wyrok do dwóch lat) za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która nielegalnie wprowadziła stan wojenny.

„Codzienna” zapytała Centrum Informacyjne Rządu, dlaczego na oficjalnej stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów umieszczono zbrodniarzy kierujących komunistycznym państwem. W odpowiedzi usłyszeliśmy: – Taką mieliśmy historię. Trudno z nią dyskutować.

To prawda, ale np. Niemcy miały w swojej historii kanclerza Adolfa Hitlera. Na stronie urzędu kanclerskiego nie ma jednak jego biogramu. Ich historia zaczyna się w 1949 r. od Konrada Adenauera.
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Zabił dziennikarza, jest prawomocny wyrok

Zabił dziennikarza, jest prawomocny wyrok

Piłkarskie młodzieżowe mistrzostwa świata…

Piłkarskie młodzieżowe mistrzostwa świata…

Sala w PKiN z imieniem Olgi Johann. „Jej…

Sala w PKiN z imieniem Olgi Johann. „Jej…

Tragedia na Dolnym Śląsku. Policjant zabił…

Tragedia na Dolnym Śląsku. Policjant zabił…

Rząd Hiszpanii się buntuje. Autonomia…

Rząd Hiszpanii się buntuje. Autonomia…

Zabił dziennikarza, jest prawomocny wyrok

policja.pl

Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji, który skazał 31-letniego Bartosza N. na 7 lat więzienia za spowodowanie śmierci w 2015 r. dziennikarza z Mławy Łukasza Masiaka. Wyrok jest prawomocny.

Tym samym łódzki sąd odrzucił wniosek prokuratury, która chciała uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania, oraz obrony, która wnioskowała o złagodzenie kary i wymierzenia oskarżonemu 4 lat więzienia.

Do śmierci Łukasza Masiaka, dziennikarza własnego portalu internetowego naszamlawa.pl, doszło w nocy 14 czerwca 2015 r. w kręgielni, w jednym z nocnych lokali w Mławie. Według biegłych mężczyzna zmarł w wyniku kopnięcia w głowę. Bartosz N. zbiegł i ukrywał się przez ponad pół roku. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

Na początku lutego 2016 r. zgłosił się do płockiej Prokuratury Okręgowej. Postawiono mu wtedy zarzut działania z zamiarem ewentualnego pozbawienia życia mławskiego dziennikarza. Bartosz N. nie przyznał się do zabójstwa, utrzymując, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.

W kwietniu tego roku Sąd Okręgowy w Płocku skazał Bartosza N. na 7 lat więzienia. Ogłaszając wyrok, sąd zmienił kwalifikację czynu z zabójstwa na spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem był zgon poszkodowanego. W tym przypadku oskarżonemu groziła kara do 12 lat więzienia, a nie, jak w przypadku zabójstwa, nawet kara dożywocia.

W czwartek Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji. Zdaniem SA wyrok, który wydał płocki sąd, jest prawidłowy. Prawidłowe są również ustalenia co do przebiegu zdarzenia, które poczynił w trakcie procesu. SA zgodził się także z oceną Sądu Okręgowego w Płocku co do kwalifikacji czynu. Bartosz N. nie działał z premedytacją, czyli z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia.

Sąd Apelacyjny nie ma wątpliwości, że za śmierć Masiaka ponosi odpowiedzialność oskarżony. Jak wskazał, zginął człowiek z błahej przyczyny, którą był zatarg natury towarzyskiej. SA zwrócił uwagę, że Bartosz N. ma jednak dobrą opinię, wypowiada się o nim dobrze wiele osób, środowisk, słynął z pomocy osobom niepełnosprawnym. Dlatego w ocenie SA, te okoliczności rozważane przez sąd I instancji uzasadniały obniżenie kary do 7 lat.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Obok tego nie można przejść obojętnie. Słuchasz Petru, łapiesz się za głowę WIDEO

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Ryszard Petru chce uchodzić za poważnego polityka, ale jakoś się nie udaje. Po raz kolejny zaskoczył... Niedawno zapraszał do podpisywania się pod petycją ws. ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Teraz przedstawił kolejną wizję. Chce, żeby sklepy były otwarte, ale pracujący w handlu równocześnie mieli wolne. To kto mu sprzeda bułki?!

Nowoczesna na początku października startowała z akcją #KupujęKiedyChcę.

#KupujeKiedyChce – to to akcja społeczno-ponadpartyjna. Zapraszam wszystkich, którzy nie zgadzają się na podporządkowanie życia pisowskim ideologom

– poinformował wówczas na Twitterze Ryszard Petru.

Chodzi o to, żeby pokazać, że Polacy mają mieć wolność wyboru, że mogą robić zakupy, kiedy chcą, że mamy w wielu przypadkach osoby, które nie mają dzieci i które chcą pracować w niedzielę

– argumentował podczas konferencji prasowej.

Akcję obśmiewali internauci. „Otwórz biuro poselskie w niedziele to pogadamy” – pisali.

Dorota Warakomska na antenie radia TOK FM pytała Petru o handel w niedziele. Zacytowała sondaż „Rzeczpospolitej”. Wynika z niego, że sklepy powinny być otwarte w każdą niedzielę, bez żadnych ograniczeń – tak twierdzi 43 proc. badanych.
Z kolei 51 proc. ankietowanych uważa, że handel w niedzielę trzeba ograniczyć.

Wywiązała się taka wymiana zdań:

Warakomska: Państwo przedstawiliście inny projekt, tzn. żeby sklepy były otwarte, ale żeby pracujący w handlu mieli wolne niedziele…

Petru: No właśnie.

Internauci zaznaczają też, że pomysł .N niczego nowego nie wnosi.
 

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl