W ub.r. Marcin Mastalerek z PiS zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez Leszka Millera i uczestników pochodu 1 maja w Warszawie, zorganizowanego przez SLD i OPZZ. Wówczas wśród manifestujących pojawiły się znaki sierpa i młota, podobizny Lenina, Marksa, Engelsa i Trockiego, hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. W przemarszu wzięli udział m.in. Leszek Miller i Ryszard Kalisz (dzisiaj ten duet raczej jest wykluczony). W zawiadomieniu poseł opozycji wskazał, że użycie tych symboli jest niezgodne z zapisami art. 256 Kodeksu karnego.
Według tego artykułu osoba, która „publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.
Tej samej karze podlega osoba, która „produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot”, zawierające treści propagujące totalitarny ustrój.

fot.: Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
Poseł PiS podkreślał w uzasadnieniu, że prokuratura powinna zbadać, czy lider SLD Leszek Miller pozwolił na „publiczne propagowanie totalitarnego ustroju państwa”. Zdaniem Mastalerka należało wyjaśnić, czy Miller podjął działania, aby transparenty zniknęły z pochodu. Ostatecznie jednak prokuratura uznała, że nie było to propagowanie ustroju totalitarnego.
Czy dzisiaj znów zobaczymy, podczas pochodu SLD, symbole systemu, oraz podobizny jego przywódców, którzy odpowiadają za śmierć dziesiątek milionów ludzi?

fot.: Andrzej Lipecki/Gazeta Polska