Wychowywanie barbarzyńców

Dobór stacji mających prawo do nadawania na multipleksie cyfrowym świadczy o tym, że Polacy mają być karmieni w jeszcze większym niż dotychczas stopniu prymitywną papką rozrywkową. Może PO chce w ten sposób wychować sobie wymarzonego obywatela, który jest zdolny jedynie do prymitywnych odruchów konsumpcyjnych?

Proces cyfryzacji telewizji naziemnej w państwach Unii Europejskiej właściwie już się skończył. Polska postanowiła zakończyć nadawanie naziemne analogowe dopiero z końcem lipca 2013 r. Opóźnienie wynika z tego, że jako kraj graniczny Unii mieliśmy więcej problemów z uzgodnieniem częstotliwości, na których nadawana ma być naziemna telewizja cyfrowa, z krajami spoza Unii – z Rosją, Ukrainą i Białorusią. Kolejne przyczyny zwłoki to tradycyjny u nas niedowład administracyjny, opóźnienia legislacyjne i brak determinacji osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie tych zmian.

Stracona szansa

Przejście z telewizji analogowej na cyfrową pociąga za sobą wiele konsekwencji. Poza lepszą jakością obrazu i dźwięku najważniejsza z punktu widzenia społecznego wydaje się jednak szansa na powszechne poszerzenie oferty programowej w telewizji, na zwielokrotnienie różnorodności i pluralizmu jej przekazu. W miejsce dotychczasowego jednego programu telewizyjnego nadawanego na konkretnej częstotliwości, z powodu technicznej możliwości cyfrowego rozszczepiania tego programu, będzie można nadawać 7–8 programów. Krótko mówiąc, dotychczas Polacy odbierający telewizję za pomocą zwykłej anteny wystawionej za oknem mogli mieć darmowy dostęp niemal w całym kraju tylko do TVP1, TVP2 i Polsatu, a w wielu miejscach także do TVP Info, TVN-u, TV4 i TV Puls, po zakończeniu procesu cyfryzacji i przyznaniu wszystkich koncesji na tzw. multipleksach będą mogli odbierać nawet ponad 40 programów.

Wydawało się oczywiste, że na pierwszych trzech multipleksach, w których Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przeprowadza właśnie ostatnią procedurę koncesyjną, powinny znaleźć się programy siedmiu dotychczasowych nadawców, od lat mających koncesje na nadawanie naziemne. I tak się stało. Można jednak było pomyśleć o wykorzystaniu tej niepowtarzalnej szansy, jaką daje przejście na multipleks, by poszerzyć pluralizm właścicielski i różnorodność oferty programowej. Tak się niestety nie stało.

Z dotychczasowych decyzji koncesyjnych dotyczących podziału miejsc na multipleksach wynika, że KRRiT nie chciała wykorzystać okazji do przełamania swoistego „triopolu" polskiego rynku telewizyjnego. Jest on z grubsza podzielony na część przynależną telewizji publicznej, część związaną z Polsatem i część związaną z TVN-em. KRRiT okazała się strażnikiem tego swoistego układu telewizyjnego.

Trywialna rozrywka

Z kolei oferty programowe, które uzyskały koncesje na multipleksy, nie świadczą dobrze o wrażliwości estetycznej i intelektualnej obecnych członków KRRiT. To programy oferujące niemal wyłącznie tanią, raczej trywialną rozrywkę (jakby takiej wciąż było mało w przestrzeni telewizyjnej). Należy zadać pytanie, dlaczego członkom obecnego składu KRRiT, nominatom prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządzącej PO, osobom rekomendowanym przez SLD i PSL, tak bardzo zależy na tym, by Polacy byli karmieni w jeszcze większym niż dotychczas stopniu prymitywną papką rozrywkową. Może o takiego obywatela chodzi – zdolnego jedynie do prymitywnych odruchów konsumpcyjnych?

Telewizja Trwam ponownie wystąpiła o koncesję. Po 2,5 miliona podpisów z żądaniami przyznania zasięgu ogólnopolskiego dla tej telewizji, po marszach w ponad 100 miastach Polski, w których uczestniczyła rekordowa liczba Polaków (w niektórych małych miasteczkach, np. na moich Kaszubach, nigdy nie widziano tak licznych manifestacji), wydaje się, że KRRiT chce poprawić swój błąd. Tym bardziej że nawet w jej zapleczu politycznym, wśród polityków PO, SLD i PSL-u, słychać wątpliwość, czy obudzenie tego potencjału społecznego, jaki niosły ze sobą demonstracje, nie było dla rządzących nadmiernie politycznie szkodliwe. Dlatego pewnie pojawiło się miejsce dla programu o charakterze „społeczno-religijnym".

Nie możemy mieć jednak pewności, czy tym razem uda się TV Trwam wskoczyć na to miejsce.

Obowiązek konstytucyjny

KRRiT w ogłoszeniu koncesyjnym sformułowała różne dziwaczne programowe warunki dodatkowe, które mogą posłużyć jako pretekst do ponownej negatywnej decyzji. Niewykluczone, że o to samo miejsce wystąpi jeszcze inna, naprędce sformułowana inicjatywa programowa. Dlatego warto jeszcze raz przypomnieć, dlaczego koncesja powinna jednak przypaść telewizji Trwam, a nie komuś innemu.

Poza masowym żądaniem obywatelskim ważne są też argumenty programowe. To właśnie w TV Trwam jest naprawdę dużo modlitwy, relacji z ważnych uroczystości religijnych i patriotycznych, istotnych dla wszystkich Polaków, nie tylko tych wierzących. Tu znaleźć możemy interesujące i stojące na wysokim poziomie intelektualnym wykłady znanych polskich i światowych naukowców (socjologów, politologów, filozofów, teologów). Żadna inna telewizja tego nie robi.

Dzienniki informacyjne TV Trwam wyróżniają się na tle wszystkich innych nie emocjonalnym przekazem, impregnowaniem na tak modne, a destrukcyjne dziś tendencje do tabloidyzacji przekazu programów informacyjnych. Widać, że ich widz traktowany jest poważnie, a nie z przymrużeniem oka. Przecież wciąż są w Polsce ludzie, którzy od dzienników telewizyjnych oczekują przede wszystkim powagi i spokoju w przekazywaniu informacji, szacunku dla instytucji publicznych (w tym państwowych), nieepatowania emocjami, właściwej hierarchii prezentowanych zdarzeń, wreszcie kultury osobistej w używanym języku i w ocenach osób publicznych. I to wszystko tu jest. Oczywiście sympatie ideowe i polityczne redakcji je tworzących uplasowane są w innym miejscu niż te tworzone przez zespoły innych telewizji prywatnych i dzisiejszej telewizji publicznej. Ale właśnie dlatego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na tę telewizję powinna patrzeć życzliwie, bo jej obowiązkiem konstytucyjnym i ustawowym jest dbanie o pluralizm i różnorodność poglądów oraz opinii w przekazie medialnym. W zalewie dominacji wrażliwości liberalno-lewicowej w polskich telewizjach jeden taki kanał, wyróżniający się konserwatywną wrażliwością, promujący chrześcijańskie wartości, powinien być traktowany przez państwowy organ jak skarb.

Ostateczna decyzja koncesyjna dotycząca miejsca TV Trwam na multipleksie będzie testem, czy układ medialny zbliżający się do granicy, za którą jest po prostu chęć eliminacji wolności słowa i powrotu cenzury, jest prawdziwym planem KRRiT i jej zaplecza politycznego, czy nie. Inna sprawa, że możemy być raczej spokojni o to, iż nawet jeśli tak jest, to im się to nie uda. Wolne media, drugi obieg wciąż mimo represji administracyjnych się rozwijają. Przy pozytywnej u Polaków cesze, jaką jest „obsesja wolności", nikt już nie zatrzyma ich dążenia do otrzymywania rzetelnej informacji. A do historii można przejść albo z piętnem hańby na czole, albo próbować ratować przynajmniej resztki przyzwoitości.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Podwójna natura wojskowego eksperta

Czy warto poświęcać uwagę zasadom etyki w dziennikarstwie, gdy milionowe rzesze użytkowników mediów atakowane są co chwila rozmaitymi, sensacyjnymi informacjami – nierzadko po prostu wyssanymi z palca, bądź zdobywanymi bez jakiegokolwiek sprawdzania wiarygodności źródeł ich pochodzenia? Gdy coraz częściej poklask i uznanie zdobywają „prawdy”, które na rynku medialnym po prostu sprzedają się łatwo i szybko?

A jednak, wbrew pozorom, dopóki zawód dziennikarza wciąż istnieje, i wciąż funkcjonują w obiegu publicznym osoby, które tę profesję wykonują, powinny obowiązywać je określone zasady przedstawiania treści, które docierają do opinii publicznej. Dla dużej części moich kolegów po piórze zasady te są jasne i nikomu nie trzeba tłumaczyć, że należy ich przestrzegać.

Bowiem tekst, zwłaszcza informacyjny (w odróżnieniu od odpowiednio zaznaczanego komentarza) oprócz tego, że ma przyciągać uwagę odbiorców, a więc być odpowiednio atrakcyjnie „przyrządzony”, musi spełniać kryteria obiektywizmu, być napisany z uwzględnieniem różnych punktów widzenia. Tak, by nie sprawiał wrażenia, że został stworzony „pod potrzeby” określonego podmiotu (biały piar): danej firmy, bądź osoby, lub przeciw nim (czarny piar).

Przekładając to na konkretne przykłady, można sobie np. wyobrazić, że w mediach pojawia się informacja o faworytach do zwycięstwa na festiwalu piosenki, z której wynika, że tym „murowanym” jest X. I to pomimo, że zyskał najmniej oklasków i nie wzbudził większego zainteresowania na żadnym z portali społecznościowych. Za to – o czym nie wiedzą czytelnicy owej „informacji” - za tym wykonawcą stoi określony koncern muzyczny, z którym współpracuje jej autor.

W realu wygląda to nierzadko tak, że następuje pomieszanie ról dziennikarza i PR-owca, lub – co może jeszcze gorsze – pełnienie ich przez jedną osobę. Co więcej, występują już przypadki, że taka osoba się z tym stanem rzeczy specjalnie nie kryje. Np. Marcin Górka, znany ekspert w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego i branży wojskowej.

„Polska zbrojeniówka w Paryżu”, „Polski sprzęt w Ostrawie, czyli jak promujemy się w NATO”, „”Polskie kły” na morzu, czyli pływające muzeum” (Onet.pl); „Błękitna Brygada wyruszyła do Hohenfels”, „Komandosi po raz dziewiąty w Dziwnowie”, „Poligonowa premiera Raków 12 brygady”, „Licytacja na rzecz weteranów” (Polska Zbrojna) – to tylko niektóre tytuły tekstów z ostatnich miesięcy, autorstwa Górki, współpracującego z zarówno z portalem Onet.pl, jak i „Polską Zbrojną” – miesięcznikiem wydawanym przez Wojskowy Instytut Wydawniczy, utworzonym przez MON.

Co ciekawe, red. Górka – wcześniej m.in. dyr. ds. marketingu Polskiego Holdingu Obronnego – działa równolegle w innej roli, choć wciąż w tej samej branży. Od kilku lat (data wpisu do KRS: grudzień 2014 r.) jest bowiem właścicielem agencji PR MGPR, zarejestrowanej w Szczecinie. Niestety w roli dziennikarza, w swoich tekstach promuje nierzadko produkty firm, w których promowanie zaangażowany jest jako PR-owiec. Tak jest w przypadku produkującej dla wojska pojazdy firmy Concept (jest jej rzecznikiem), a także Griffin Group Defence.

Jak nietrudno się domyślić w żadnym z tekstów nie zaznaczono, że Górka pracuje na rzecz tych firm.

Przykładowo w tekście o wspomnianym tytule „Polska zbrojeniówka w Paryżu”, z czerwca br. pisanym dla Onet.pl dowiadujemy się, m.in., że „Z Bielska-Białej po raz pierwszy do Paryża przyjechała prywatna firma Concept, przywożąc ze sobą trzy przeznaczone dla wojska pojazdy wspólnie z państwowym Polskim Holdingiem Obronnym. To Wirus IV(…). 118 takich pojazdów ma trafiać do rozpoznawczych pułków polskiego wojska od 2020 roku. (…)Po raz pierwszy do Paryża przyjechały też zbudowane w bielskiej firmie pojazdy „Dino”. To auta, które potencjalnie zastąpić mogą wysłużone w naszym wojsku honkery. (…) Podwozie „Dino” skonstruował Mercedes a specjalny napęd austriacki Oberaigner. Cała reszta to dzieło polskiego producenta.”

W całym tekście padają też informacje o innych polskich producentach uczestniczących w paryskich targach – jednak ta o pojazdach firmy, z którą związany jest red. Górka, jest jakoś szczególnie obszerna. Podobnie wygląda to m.in. w tekście sprzed roku dla Polski Zbrojnej (Zwiadowcy będą jeździć Wirusami): „118 pojazdów Wirus IV trafi w najbliższych latach do jednostek rozpoznawczych. To polska konstrukcja, przystosowana do poruszania się w trudnym terenie, którą można przetransportować śmigłowcem i desantować na spadochronie. Umowę na dostawę podpisano w środę na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach” – itd. itp.

A o to post z FB agencji MGPR z kwietnia br.: „Wybuchowo było dzisiaj w WITU w Zielonce. Pokaz nowoczesnych granatów, dymów i innych materiałów wybuchowych zorganizował Griffin Group Defence. Plus piękna pogoda. I cudowne „barwy walki”. MGPR zaprosił na to wydarzenie dziennikarzy z branżowych mediów”.

Kto wie, czy wyjątkowo „ciepły” tekst o ofercie niemieckiego koncernu TKMS dotyczący przetargu na dostawę okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej, także napisany przez Górkę, nie powstałby, gdyby okazało się, że autor nie jest w jakiś sposób powiązany z tą firmą.

Oto fragment tekstu: „Niemcy: okręty podwodne chcemy budować w Polsce” (portal Onet.pl), z 15 września 2017 r. „Polska Marynarka Wojenna gwałtownie domaga się nowoczesnych okrętów podwodnych, bo pierwsze z użytkowanych obecnie już ponad 50-letnich typu Kobben trzeba jeszcze w tym roku wycofać ze służby. (…)Niemcy zapowiadają, że polscy pracownicy mogliby szkolić się w niemieckiej stoczni w Kilonii przy budowie okrętów dla innych kontrahentów. Przeszkoleni wróciliby do kraju, by już pierwszy okręt dla naszej Marynarki Wojennej powstawał w polskiej stoczni. Niemiecki tkMS odkrył karty ujawnił plan zbudowania w Polsce linii produkcyjnej”.

Podobnie, nie wiadomo czy red. MG nie powiązany jest z agencją fotografii wojskowej (strona www.comcam.pl), której fotografiami bardzo często ozdabia swoje teksty (także ten powyżej) w mediach.

Sam red. Marcin Górka nie dostrzega niczego specjalnie niestosownego w swej „dwutorowej” działalności. Na wysłane mu pytania odpowiedział: „Prowadząc działalność gospodarczą jako MGPR nie jestem zatrudniony w Onet.pl. Nie widzę wewnętrznego konfliktu w swojej działalności zawodowej, gdyż w Onet.pl publikuję wyłącznie artykuły o charakterze informacyjnym i relacjonującym oraz dostarczam fotografie”.

Jak widać, czytając rozmaite teksty prasowe, zwłaszcza przedstawiane jako „fachowe” – zawsze warto stawiać pytania pochodzące, ze starej, wydawałoby się minionej epoki: kto za tym stoi i czemu to służy? Unikniemy wówczas niepotrzebnych rozczarowań.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl