Jesienią ub.r. Donald Tusk ogłosił z dumą powstanie nowego resortu – administracji i cyfryzacji. Na jego czele stanął Michał Boni, który w poprzednim gabinecie PO, co prawda był sekretarzem stanu, ale bez teki i ministerialnej siedziby.
Na początek premier przydzielił swojemu koledze armię urzędników. Na koniec roku były to już 324 osoby. Ci ludzie musieli się tułać po nieswoich urzędach. Artur Koziołek, rzecznik resortu cyfryzacji, wylicza z przejęciem, że zajmowali pomieszczenia należące do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, a nawet Transportu.
„W związku z taką sytuacją zaistniała konieczność, aby wszystkie departamenty funkcjonujące w ramach ministerstwa były zlokalizowane w jednej siedzibie" – wyjaśnia w piśmie do „Codziennej" Koziołek.
Nie trzeba było długo szukać. Znalazł się budynek przy ul. Królewskiej. Do nieruchomości należącej do skarbu państwa wkroczyły ekipy budowlane. Remont i adaptacja budynku kosztowały budżet, czyli obywateli, aż 4 mln zł. Potem przyszedł czas na przeprowadzkę. To stosunkowo niewielki wydatek – „zaledwie" 68 tys. zł.
Jeszcze nie skończyła się przeprowadzka (ma potrwać do 31 października), a całe piętro budynku zalała woda. Przyczyną była awaria systemu ogrzewania.
Przynajmniej teraz będzie na co zrzucić odpowiedzialność za wpadki. Było ich wiele, żeby nie wyliczać wszystkich, przypominamy, że w maju przez ponad trzy dni nie działał rejestr PESEL-u. Niby drobiazg, ale Polacy nie mogli korzystać m.in. z Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej, która miała służyć np. do elektronicznego składania pism urzędowych. Nie działała też usługa umożliwiająca weryfikację danych w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.
– Ponosimy wysokie koszty tworzenia tego rodzaju bytu, który w ciągu ostatniego roku niczym pozytywnym się nie wyróżnił – mówi Jerzy Polaczek, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych. Zwraca uwagę, że ministerstwo Boniego zamiast na wyniki, jest nastawione na wydatki.
Poseł Artur Górski (PiS) nie ma wątpliwości: – W obecnej sytuacji kryzysu finansów publicznych, w sytuacji gdy nie ma pieniędzy na politykę społeczną i służbę zdrowia, należałoby z dużą rozwagą podejmować wszelkie wydatki na administrację.
Jego zdaniem resort cyfryzacji (skoro już istnieje) mógłby spokojnie funkcjonować bez tej kosztownej przeprowadzki. – Te pieniądze mogłyby być spożytkowane na lepsze cele – mówi Górski.
