Jak ujawnił wczoraj Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden, w 2011 r. do Niemiec sprowadziło się 958 tys. osób, wyjechało 679 tys., więc saldo migracji wyniosło 279 tys. Jeszcze rok wcześniej wskaźnik ten wynosił 128 tys.
Eksperci są zgodni, że tak dużego skoku nie odnotowano w Niemczech od 1996 r. Szczególną wartość w kontekście najnowszych danych o migracji zyskują przybysze z Polski. Aż 163,4 tys. osób, które w 2011 r. przyjechały do Niemiec, ma polskie obywatelstwo. Jak podkreśla rzeczniczka Federalnego Urzędu Statystycznego w Wiesbaden Claire Grobecker, liczba Polaków, którzy decydują się zamieszkać w Niemczech, stale rośnie. – Blisko 50 tys. osób więcej w stosunku do 2010 r. świadczy o poważnym skoku. Z takimi wynikami Polska prowadzi w grupie państw, które dołączyły w 2004 r. do UE. Jako pracownicy urzędu statystycznego zajmujemy się jednak przede wszystkim liczbami, nie prowadzimy badań, z których można by się dowiedzieć, dlaczego dana osoba zdecydowała się opuścić swój kraj i osiąść w Niemczech. Obserwując jednak aktualne trendy, można przyjąć, że to kryzys ekonomiczny skłania ludzi do przeprowadzki – powiedziała „Gazecie Polskiej Codziennie” Claire Grobecker.
Zdaniem Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK, Polacy wybierają Niemcy, ponieważ są zdania, że za zachodnią granicą będą mogli normalnie żyć. – Młodzi ludzie nie widzą dla siebie w Polsce żadnych perspektyw. Dotyczy to zarówno możliwości rozwoju zawodowego, jak i życia rodzinnego. Tymczasem dziś największym dobrem rynkowym nie jest ani ropa, ani technologia, tylko młodość, i to ona jest towarem poszukiwanym na Zachodzie. Jak to było w znanej piosence, „Bo srebro i złoto to nic, chodzi o to, by młodym być”, i Niemcy to rozumieją. Sprawa wygląda tak, że my jako państwo i rodziny polskie zainwestowaliśmy w rozwój młodych ludzi, ale skorzysta na tym kapitale ktoś inny. W Wielkiej Brytanii od wejścia Polski do UE (2004 r.) urodziło się 120 tys. polskich dzieci. I ci młodzi Polacy raczej już do nas nie wrócą – komentuje Janusz Szewczak.
