Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w pierwszym kwartale tego roku deficyt budżetowy rósł szybciej niż w na początku 2011 r. Wtedy po pierwszych trzech miesiącach osiągnął 43 proc. rocznego planu, teraz doszedł już do 60 proc. To zła wiadomość, bo zwykle wpływa na nastroje wśród inwestorów i powoduje, że rentowność państwowych obligacji rośnie.
Na szczęście nastroje na rynku poprawia zapowiedź finansowego zastrzyku, jakiego resort finansów spodziewa się w połowie roku. Do budżetu trafi ponad 8 mld zł z ubiegłorocznego zysku Narodowego Banku Polskiego. To nieco złagodzi napiętą sytuację państwowych finansów, ale nie rozwiąże problemu rosnącego deficytu.
Aby zrealizować tegoroczny plan finansowy, skarb państwa powinien uzyskać znaczne dochody z podatku VAT. Możliwe, że osiągnie je dzięki rosnącej wciąż inflacji. Ceny wielu towarów w Polsce niepokojąco idą w górę, a wraz z nimi wielkość podatku, który trafi do państwowej kasy. Tyle że to, co dobre dla ministra finansów, nie musi takie być dla obywateli, bo w ostatecznym rozrachunku to na nich spadną koszty podwyżek cen paliw, gazu, energii i żywności. Poza tym korzyść z inflacji może być krótkotrwała, bo popyt na drożejące wciąż towary zacznie spadać, a to odbije się na wpływach z podatków do państwowego budżetu.
