Donald Tusk, klasyk manipulacji, niewyszukanej, bo opierającej się głównie na sile zaprzyjaźnionych środków przekazu, przechodzi właśnie do historii w czołówce zdrajców narodowych. Tymczasem sam nazywa zdradą próbę nakłonienia Rosjan do zwrotu wraku samolotu, bez którego nie można prowadzić rzetelnego śledztwa w sprawie śmierci prezydenta i 95 osób pełniących kluczowe role w państwie. Tusk, postać całkowicie podporządkowana interesom Moskwy, sprawia wrażenie typa od zacierania śladów. Oddał śledztwo w ręce Rosjan w imię... polepszenia stosunków z Rosją. Władimir Bukowski, rosyjski dysydent, dziwi się polskiemu premierowi: Dziś Rosja to Putin, a Putin to FSB, czyli KGB. Nie można polepszyć stosunków z KGB. Jest tylko jedna opcja: albo jesteś ich, albo jesteś ich wrogiem.
W oparach absurdu
W wyścigu „urabiania ludożerki” Tuskowi wtóruje chór funkcjonariuszy. Opary absurdu unoszą się nad komunikatem rzeczników prokuratur: Generalnej Mateusza Martyniuka i Wojskowej Zbigniewa Rzepy. Panowie zupełnie poważnie oświadczają, że pozbawione racji jest twierdzenie o oddaniu śledztwa Rosji oraz że teoria zamachu nie ma żadnych podstaw. Nie zająkną się, że kluczowe dowody wciąż są przetrzymywane w Rosji. Muszą też wiedzieć, że dysponentem śledztwa jest Rosja. Polacy nawet nie mogą odwołać się od raportu MAK – na taką podstawę prawną zgodził się nasz premier.
Przed drugą rocznicą katastrofy smoleńskiej festiwal chamstwa przybrał na sile. Już kilka dni temu znana z „obiektywizmu inaczej” gazeta „Metro” wydrukowała wywiad z niejakim prof. Kazimierzem Kikiem. Profesor się obawia, że coś go zamęczy. I nie będzie to kolejny odcinek show na temat dramatu Madzi. Kik obawia się, że PiS zamęczy go Smoleńskiem. Nie bardzo rozumie, że ktoś mógłby przeżywać dramat państwa, i zwierza się ze swojego cierpienia: obchody rocznicy będą trwały tydzień. Profesor nie wnika, że to była śmierć polskiej elity, do dziś niewyjaśniona, do której doszło na terenie Rosji dokonującej regularnie zamachów terrorystycznych. A prowadzącemu wywiad obawa Kika, że zmęczy się Smoleńskiem, wydaje się zrozumiała.
Dwa narody
Mimo wszystko 10 kwietnia dziesiątki tysięcy ludzi nie zmęczyły się Smoleńskiem. Uznały, że to ważne, by spotkać się na mszy św., a potem przemaszerować przez Warszawę. Podniosły nastrój, dookoła bardzo wielu młodych, łzy w oczach, nadzieja i siła, którą się czerpie z bycia razem. Kawałek Polski wolnej od nienawiści, kłamstwa i absurdu, jednym słowem od krainy Słońca Peru utrzymywanej na glinianych nogach dzięki żerowaniu na kompleksach tych, którzy za wszelką cenę, nawet barbarzyństwa, chcą zasłużyć na miano światłej części społeczeństwa.
Restauracja Przy Zamku na pl. Zamkowym w Warszawie. Wchodzę z dzieckiem. Skandująca rzeka ludzi na zewnątrz oraz flagi, które trzymamy, nie pozostawiają wątpliwości, skąd przychodzimy. Restauracja jest niemal kompletnie pusta. Wychodzi do mnie kelnerka. – Czy dziecko może skorzystać z toalety? – Nie, nie może. Toaleta tylko dla gości – słyszę. Właściwie nie powiedziałam że nie będziemy tu gośćmi, ale kelnerka z góry to wie. Myślę sobie, że nie ma chyba drugiego takiego kraju w Europie, w którym personel restauracji zachowałby się tak chamsko. Stoimy naprzeciw siebie, w kompletnie pustej knajpie, z różnych kątów wyszły jeszcze inne kelnerki, ktoś wygląda z kuchni. Większość uśmiecha się z satysfakcją.
Wychodzimy na ulicę i porywa nas rzeka ludzi. – Cześć i chwała bohaterom! – skandują podbudowani tym, że tylu ich jest. Zostawiamy za szybą szydercze uśmiechy w restauracji. Czyli są w Polsce jednak dwa narody.
Przestańcie kłamać!
Dziennikarz TVP Info na Krakowskim Przedmieściu usiłuje nadać relację na żywo. Ludzie otaczają go i zaczynają skandować: „Przestańcie kłamać!”. Padają też niecenzuralne słowa. Już pisałam, że kłamstwo mainstreamowych mediów jest agresją wobec społeczeństwa. Nie można być stale biernym obiektem agresji. Społeczeństwo zaczyna reagować. Kiedyś – za okupacji – goliło się głowy kolaborantom. Dziś ludzie tylko krzyczą: „Przestańcie kłamać!”. I można podziwiać ich za cierpliwość i łagodność reakcji.
