W ostatniej dekadzie Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej. Czy ten rozwój odbywa się dzięki dobrym rządom czy mimo złych rządów?
W okresie kryzysu rząd zaburzał gospodarkę poprzez olbrzymie zadłużenie i złą politykę własnościową. Część naszego wzrostu jest po prostu efektem finansowego dopingu. A że te możliwości się kończą, to rząd podnosi podatki i składki, co zawsze gospodarkę osłabia. Ze swojego głównego zadania gospodarczego, czyli budowy infrastruktury wzrostu, obecny rząd wywiązuje się fatalnie. Polska się rozwija na przekór przeciwnościom, ponieważ mamy olbrzymi potencjał wzrostu. My po prostu nie pękamy. Natomiast infrastruktura wzrostu jest w tyle i coraz bardziej zostaje w tyle. Ostatnio dowiedzieliśmy się o pękających autostradach, o przedagonalnym stanie kolei, wyeksploatowanej energetyce i dziwacznych pomysłach podatkowych. Fatalnie to wygląda i źle rokuje na przyszłość.
Władze polskie zamierzają wesprzeć rezerwami NBP poprzez MFW zagrożone kraje strefy euro. Czy jest to zgodne z prawem i z polską racją stanu?
Mam bardzo wiele wątpliwości w tej sprawie. Osobiście, gdyby to zależało ode mnie, nigdy bym się na to nie zgodziła. Ale od obietnicy do realizacji jest długa droga. Obecnie liczne kraje Unii Europejskiej, a także szef Eurogrupy Jean-Claude Juncker wraz z szefową MFW sugerują inną kolejność działań. Że najpierw Europa powinna skonsolidować swoje możliwości i powiększyć dostępny fundusz ratunkowy, łącząc Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, który ma powstać w lipcu i dysponować 500 mld euro, z istniejącym już Europejskim Funduszem Stabilizacji Finansowej, w którym jest 250 mld euro. Na to jednak nie zgadzają się Niemcy. Widać, że nie wszystko jest uzgodnione i nawet bezpośrednio zainteresowani nie są zbyt chętni do przekazywania własnych pieniędzy, tylko premier Polski natychmiast, awansem zadeklarował, że my w to wchodzimy.
Czy te zamiary władz nie są pogwałceniem zasady, że rezerw NBP nie wolno wykorzystywać na bieżące potrzeby rządu, a w tym wypadku chodzi o potrzeby nawet nie polskiego, lecz obcych rządów?
Na tak postawione pytanie odpowiedź jest oczywista. Ale nie o to chodzi. Rząd, a także prezes i zarząd NBP twierdzą bowiem, że nie chodzi o to, aby uszczuplać rezerwy, lecz aby je inaczej ulokować. Twierdzą, że chodzi o zmianę instrumentu, czyli o realokację części rezerw. Przedstawiono nam ekspertyzy wskazujące, że taki właśnie jest stan rzeczy. Dla mnie jest to sprawa zagadkowa, tutaj jest nieznane tło. Ja bym w ten interes w ogóle nie wchodziła.
Platforma Obywatelska obiecywała w kampanii wyborczej 300 mld zł dla Polski z funduszy unijnych. Czy w obecnej sytuacji, kiedy rosną potrzeby bogatych krajów strefy euro, a równocześnie zwiększa się presja na ograniczenie budżetu całej Unii, uzyskanie takich pieniędzy jest realne?
Bardzo bym chciała, żeby te 300 mld zł było realne, ale nie ulega wątpliwości, że to była prymitywna propaganda. Sam komisarz Lewandowski, który w tych spotach wyborczych występował, przyznał, że to były „głupoty przedwyborcze” (śmiech). Tak się wyraził. Na razie się okazało, jak w tym dowcipie o Radiu Erywań, że rzeczywiście 300, ale nie miliardów złotych, lecz milionów euro, i nie dostaniemy, ale musimy oddać w ramach rozliczeń programu Innowacyjna Gospodarka, bo KE uważa, żeśmy te pieniądze wydali niezgodnie z przeznaczeniem. Trudno tu nie ironizować, choć powinniśmy unikać ucieczki w żart, bo mówimy o sprawach niesłychanie poważnych.
