System edukacji czeka prawdziwa hekatomba. Wrzesień 2012 r. przejdzie do historii pod nazwą „czarnego” – mówi Sławomir Kłosowski (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji edukacji. Dodaje: – Po latach rządów Donalda Tuska oświata może się już nie podnieść.
Koalicyjne zarzynanie edukacji
Od czasu, gdy władzę przejęła koalicja PO i PSL, czyli od jesieni 2007 r., w całym kraju zamknięto ponad 2,5 tys. szkół różnego szczebla. W tysiącu, a może nawet w 1,5 tys. placówek 1 września tego roku dzwonek nie wezwie na lekcje uczniów.
Na razie to tylko szacunki, ale niestety oparte na realnej ocenie rzeczywistości. O zamknięciu szkół decydują władze lokalne. One bowiem są organami prowadzącymi. Do tej pory do kuratoriów wpłynęły uchwały samorządów o likwidacji ponad 400 placówek. Jednak to jeszcze nie koniec. Ostateczne decyzje muszą być podjęte do końca tego miesiąca.
– Z pewnością będzie ich co najmniej dwa razy więcej – przewiduje Ryszard Proksa, szef nauczycielskiej Solidarności. Podobną ocenę prezentuje prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Kłosowski, poseł PiS, rysuje jeszcze czarniejszy scenariusz. – Kiedy widzę, że zamyka się szkoły, do których uczęszcza nawet 200–300 uczniów, to sądzę, że liczba placówek przeznaczonych do kasacji może ostatecznie sięgnąć nawet 1,5 tys. – ocenia.
Oszczędzanie na szkole
Oficjalnie powodem zamykania placówek oświatowych jest niż demograficzny. – To prawda, że obecnie jest coraz mniej dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. Ale to nie jest jedyny ani najważniejszy powód, dla którego likwiduje się placówki oświatowe – podkreśla Proksa. – Prawdziwą przyczyną jest brak pieniędzy – mówi.
Samorządy dostają z budżetu państwa subwencję oświatową. Pieniądze te mają pokryć część wydatków związanych z prowadzeniem szkół. – Tyle, że subwencja jest niedoszacowana – dodaje poseł Witold Czarnecki (PiS) z sejmowej komisji edukacji.
Na przykład w gminie Leśniowice wydatki na oświatę sięgają 4,4 mln zł, a subwencja to zaledwie 2,8 mln zł. Wójt Wiesław Radzięciak tłumaczy, że kwota ta nie wystarcza nawet na pensje dla nauczycieli. By zapłacić pedagogom, potrzebuje 3,5 mln zł. – Rząd dał nauczycielom podwyżki, ale to my mamy problemy z ich wypłaceniem – żali się.
Problemy finansowe dotyczą nie tylko małych ośrodków, ale także wielkich miast. Na przykład władze Krakowa dołożyły do oświaty niemal 200 mln zł. Ale i tak chcą zamknąć dziewięć szkół.
Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
