Jak dania ciepłe pokonały konstytucję

Polityka prezydenta Dudy po zademonstrowaniu samodzielności jest nieefektywna. Konia z rzędem temu, kto pokaże jego realne sukcesy na arenie krajowej.

Konstytucyjne przedsięwzięcie Kancelarii Prezydenta weszło właśnie w ostatnią fazę agonii. Miało skupić uwagę opinii publicznej wokół aktywności głowy państwa, zaszachować Prawo i Sprawiedliwość, nadać kierunek wewnętrznej polityce pierwszego obywatela. I okazało się klapą, która przez najbliższe miesiące i na pewno w czasie kampanii 2020 roku (jeśli Andrzej Duda zawalczy o reelekcję) będzie argumentem na wykazanie jego nieskuteczności. Zapowiedź akcji konstytucyjnej – konsultacji i dwóch referendów – pokazała po raz kolejny, że urzędujący prezydent postawił się poza „biało-czerwoną drużyną”. Zaczął grać na siebie. Jego polityka po zademonstrowaniu samodzielności jest nieefektywna.

Konia z rzędem temu, kto pokaże realne sukcesy prezydenta Dudy na arenie krajowej. Trzeba od razu przyznać uczciwie, że zupełnie inaczej wygląda aktywność międzynarodowa głowy państwa: jest konsekwentnie realizowany plan, nie brakuje odwagi, by w sprawach szczególnie ważnych dla przyszłości Rzeczypospolitej nie oglądać się na populistyczne hasła, których niekiedy uczepiają się nawet ważni politycy PiS. W sprawach wewnątrzkrajowych jest blado i tak już najpewniej pozostanie przede wszystkim ze względu na słaby, kancelaryjny staff i groteskową wręcz ekipę BBN, które odpowiadają za tę część aktywności pierwszego obywatela. Akcja konstytucyjna najlepiej pokazała umiejętności polityczne części prezydenckiej drużyny. Wykazała, że przeciekami medialnymi i przesiadywaniem w studiach telewizji niewiarygodnych dla większości wyborców Andrzeja Dudy można co najwyżej nieco się podpromować, a nie kreować ważne publicznie tematy. Zresztą w siłę pozycji prezydenta zdają się powątpiewać jego najbliżsi współpracownicy.

Zarówno szefowa KP, jak i jej zastępca – jakkolwiek by patrzeć, kluczowe figury w otoczeniu pierwszego obywatela – zostawili sobie fuchy radnych w swoich regionach, jakby zabezpieczając się na wypadek tylko jednej kadencji. Można powiedzieć, iż agonia projektu „debata konstytucyjna” daje prezydentowi Dudzie odpowiedź na pytanie, czy można być animatorem kluczowego politycznego przedsięwzięcia głowy 38-milionowego kraju i zarazem radnym jednego z sejmików wojewódzkich. Jak na razie, z kongresu konstytucyjnego do opinii publicznej przebił się spór o godzinę wydawania ciepłych dań. 
 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

„Niech Pan powie!”. No to mówię

„Niech Pan powie, czy się Panu to podobało!?” – krzyczą do mnie w internecie oburzeni na transparent niesiony przez jednego z uczestników demonstracji „Gdzie ta dobra zmiana dla zwierząt?”. O co chodzi?

Ano o planszę z następującą treścią: „Lepiej być zwierzęciem niż wierzącym”. I oczywiście, że mi się nie podobał, podobnie jak nieliczne antykościelne wypowiedzi osób, które zabierały głos podczas marszu. Podobnie jak nie podobały mi się szowinistyczne i rasistowskie incydenty na Marszu Niepodległości czy noszące znamiona prowokacji lub choroby psychicznej zachowania pojedynczych uczestników smoleńskich miesięcznic (choćby przypadek Andrzeja Hadacza). To jednak nie znaczy, że Marsz Niepodległości, miesięcznica czy manifestacja w obronie zwierząt to wydarzenia z gruntu złe.

Wręcz przeciwnie. Manifestacja, w której wzięło udział kilka tysięcy ludzi – od prawa do lewa – była największym tego typu wydarzeniem od lat. Obok Krzysztofa Czabańskiego i Anny Chodakowskiej stanęły Maja Ostaszewska i Agata Buzek. Z całej Polski przyjechali ludzie, którzy poczuli się oszukani tym, że PiS wycofało się z zapowiedzi likwidacji hodowli zwierząt na futra, uboju rytualnego czy zakazu trzymania psów na łańcuchach lub wykorzystywania ich w cyrkach przy uciesze rozdziawionej gawiedzi. Byli mieszkańcy wsi, rolnicy, „zwykli Polacy”. I ja byłem. Bo poczułem się oszukany.

Tym bardziej że na łamach „Gazety Polskiej” daliśmy wystarczającą ilość dowodów m.in. na to, że skórowanie 10 mln norek rocznie przynosi więcej szkód niż pożytku. Okazało się jednak, że lobby ma w Sejmie większy posłuch niż prawda. A zwierzęta cierpią. A Kościół? Cóż. Dopóki jedynym jego słyszalnym stanowiskiem będzie oddawanie na łamach Radia Maryja i TV Trwam głosu bonzom futrzarskim czy niezgodne z nauczaniem Stolicy Piotrowej przekonywanie, że „czynić sobie ziemię poddaną” znaczy tyle, co traktować przyrodę jak przemysł ciężki (wiem, powtarzam się), dopóty na duchownych spadać będzie słuszna krytyka za milczące przyzwolenie na kłamstwo. Oby bardziej konstruktywna niż transparent jakiegoś oszołoma. 
 

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl