"Ciche miejsce": kiedy cisza jest głośniejsza niż krzyk. RECENZJA

Kadr z filmu "Ciche miejsce" / fot. mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Ciche miejsce” to przykład tego, jak z powodzeniem łączyć współczesne rozwiązania z klasyką gatunku - w tym przypadku horroru. Reżyser John Krasinski robi wszystko, by poza solidnym dreszczem grozy sprzedać widzowi ciekawą fabułę. I to się udaje.


Pomysł jest genialny w swojej prostocie - twórcy „Cichego miejsca” umieszczają swoich bohaterów w świecie, w którym dźwięki mogą sprowadzić śmiertelne niebezpieczeństwo. Większość akcji filmu przebiega więc w niemal kompletnej ciszy: bohaterowie szepczą lub posługują się językiem migowym, podczas kolacji zamiast hałaśliwych talerzy i sztućców wybierają serwetki  i śpią w schronie izolującym ich od reszty świata. Nie mamy pojęcia, jak doszło do apokalipsy, bo reżyser  i odtwórca jednej z głównych ról John Krasinski umieszcza nas w samym środku akcji, a jedyne strzępy informacji o grasujących na ziemi dźwiękoczułych potworach czerpiemy z tych scen, w których pojawiają się wycinki prasowe.         

W tym dziwacznym, bezdźwięcznym świecie śledzimy losy małżeństwa z trojgiem dzieci. Lee (Krasinski) i Evelyn (Emily Blunt) robią wszystko, by uchronić rodzinę przed niebezpieczeństwem, eliminując z najbliższego otoczenia wszelkie potencjalne źródła dźwięku. Kiedy Lee zabiera dorastającego syna na wyprawę, by nauczyć go sztuki przetrwania, w domu dochodzi do inwazji potworów. Sprawa komplikuje się o tyle, że Evelyn jest w zaawansowanej ciąży i kiedy dochodzi do rozwiązania, kobieta jednocześnie walczy z monstrum i decyduje się na bezgłośny (sic!) poród. Brzmi niedorzecznie? Może i tak, ale twórcy dokładają wszelkich starań, by zachować balans między charakterystycznym dla horrorów efekciarstwem, a utrzymaniem ciekawych ram fabularnych. I trzeba przyznać - wychodzi im to nadzwyczaj sprawnie.

W narzuconej przez Krasinskiego konwencji obserwowanie przygód bohaterów staje się dla widza szczególnie emocjonujące - każdy dźwięk ściąga przecież przerażające potwory. Z tej perspektywy „Ciche miejsce” to typowy screamer (z ang. „scream” to „krzyk”), w którym wraz z aktorami „chodzimy” na paluszkach i wstrzymujemy oddech, słysząc niespodziewany hałas. Dreszczowiec sięga też do gatunku sci-fi, gwarantując fanom dreszczyku na ekranie nie tylko przednią zabawę, ale również wciągającą historię. Plus świetna obsada z małżeństwem Krasinskiego i Blunt na czele oraz z młodziutkim, ale cieszącym się popularnością i sympatią widzów Noahem Jupe („Cudowny chłopak”, „Suburbicon”). Widzowie o mocnych nerwach, do kin!

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Adamowicz o ściekach: to nie katastrofa

/ PP Group in the CoR; creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en

- Awaria przepompowni ścieków w Gdańsku to nie jest katastrofa ekologiczna. To są ścieki komunalne, nie przemysłowe - powiedział prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Polityk nie ma sobie nic do zarzucenia także w kwestiach swych niejasnych finansów, czyli 36 kont. Bo - jak twierdzi - to rachunki, a nie konta.

Adamowicz, który był wieczorem gościem TVN 24, został zapytany m.in. o awarię przepompowni ścieków Ołowianka w Gdańsku. Na skutek awarii do piątku trwał awaryjny zrzut ścieków do Motławy i Zatoki Gdańskiej.

"Tylko przez dwie i pół doby dokonaliśmy z konieczności, z przymusu, zrzutu do rzeki Motławy. Jedynie 5 proc. objętości tej rzeki było zajęte przez ścieki. To była jedyna możliwość techniczna, aby nie doprowadzić do lokalnych podtopień ściekami mieszkańców Gdańska"

- powiedział Adamowicz. "Dwie i pół doby to nie jest katastrofa ekologiczna. (...) to są ścieki komunalne, nie przemysłowe" - podkreślał prezydent Gdańska.

Zaznaczył, że według komunikatu wojewódzkiej stacji sanepidu, sytuacja na plażach jest dobra. "Sądzę, że jeszcze kilka dni i ta sytuacja powróci do tej sytuacji przed awarią" - dodał.

"Co do przyczyn - prokuratura prowadzi postępowanie wyjaśniające. Również jest powołana przez prezydenta Gdańska komisja, ale również i wewnątrz Saur Neptun Gdańsk, czyli firmy, która jest operatorem całego systemu wodociągowo-kanalizacyjnego na terenie miasta Gdańska, Sopotu oraz okolicznych gmin, również oni badają te przyczyny"

- zapewniał. Zaznaczył także, że obecnie trudno jest powiedzieć "czy człowiek zawinił, czy system".

Adamowicz podkreślił, że dopóki niezależni eksperci nie wyjaśnią przyczyn awarii nie można mówić o nakładaniu kar, choć kontrakt między miastem Gdańsk a firmą Saur Neptun Gdańsk, operatorem sieci, przewiduje taką możliwość.

Podczas wywiadu w TVN24 prezydenta Gdańska zapytano też o sprawę jego oświadczeń majątkowych, m.in. o to po co mu 36 kont bankowych. Tutaj tłumaczenia były równie przekonujące. "To nie są konta, tylko rachunki (...) To są rachunki techniczne, a nie konta" - wyjaśnił Adamowicz. "Jeżeli mam kilka kredytów we frankach, należę do jednego z miliona Polaków, którzy wzięli kredyt we frankach, to automatycznie bank oczekuje ode mnie iluś tam rachunków (...). Robię to, co banki oczekują ode mnie jako klienta" - dodał.

Zapewnił, że jest "w pełni przezroczysty". "Jestem niewinny i tę niewinność udowodniam i udowodnię przed sądem" - podkreślił.

Adamowicz jest oskarżony o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012.

Źródło: TVN24, niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl