Ratujmy narodową skarbnicę

Zakonnice z opactwa mniszek benedyktynek w Staniątkach mają czas do końca maja, by zebrać 3 mln zł na wkład własny do projektu rewitalizacji obiektu. Jest on najstarszym klasztorem benedyktynek w Polsce ufundowanym ok. 1210 r. To swego rodzaju skarbiec narodowy, pełen bezcennych dóbr kultury – literatury, malarstwa i rzeźby.

W opactwie zachował się bogaty zbiór zabytków: dokumentów, rękopisów, starodruków czy unikatowy XVII-wieczny cykl obrazów ze scenami z życia króla Kazimierza Odnowiciela. Klasztor posiada kilkanaście tysięcy woluminów. Siostry utrzymują się ze sprzedaży plonów z ogrodu oraz ryb ze stawu i nie są w stanie same zebrać takiej kwoty. Ukochane mniszki Jana Pawła II proszą o pomoc i zwracają się z apelem oraz prośbą: „O rozważenie możliwości wsparcia i pomocy w realizacji tego dzieła, które pozwoli na zabezpieczenie i ekspozycję unikatowych zbiorów z naszego opactwa, stanowiących wysokiej klasy dziedzictwo narodowe”.

Mam nadzieję, że apel ten weźmie sobie do serca wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński i nie dopuści do utraty unikatowych zbiorów opactwa.
 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Kluby ze stali

Z wielu względów lubię zjazdy klubów „Gazety Polskiej”. Przede wszystkim cenię sobie rozmowy z ludźmi z całego kraju. Nie zawsze są to przyjemne pogawędki. Często czeka mnie tam bura, że czegoś nie zrobiłem albo że coś mogłem uczynić lepiej.

Nie inaczej było w tym roku. Przed wyborami samorządowymi pojawiły się jednak nowe elementy. Wielu klubowiczów zwracało uwagę na trwałość układów lokalnych. Niemal każdy z moich rozmówców krytykował brak „miotły” w samorządach, która wykurzyłaby lokalne układy i układziki. Często jest to odbierane jako brak dobrej woli prokuratora, organów ścigania albo determinacji terenowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Niestety zbyt często jest tak, że samorządowe sitwy mają się bardzo dobrze, a politycy PiS jedynie przebierają nogami do tego, aby ten czy inny lokalny kacyk zaprosił ich na raut albo dał przemawiać podczas dożynek. Teren wskazuje również, że posłowie Dobrej Zmiany zbyt dużo energii tracą na wewnętrzne zwalczanie siebie nawzajem. Przeważnie klubowicze odczuwają to na swojej skórze, gdyż są sekowani i wręcz zwalczani przez prawicowych polityków. Kluby „GP” jednak trwają, bo wiedzą, że nie chodzi o stołek, pokazanie się czy 100 głosów, ale o coś znacznie ważniejszego. O suwerenność i niepodległość Polski.

Ten, kto myśli, że jest w stanie zniechęcić, zaszczuć i zastraszyć, jest naiwny jak dziecko. Tak jak stal hartuje się w ogniu, tak klubowicze przez lata przyzwyczaili się do wszelakich ataków i przykrości, jakie się im funduje. Będą robić swoje. Ku chwale Polski i pożytków swoich zapomniawszy.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl