Miażdżąca ocena opozycji. To wydarzenie może być początkiem końca PO i Nowoczesnej

/ fot. Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

  

– Jest to jeden z najtrudniejszych momentów dla opozycji, jeden z największych kryzysów, przed jakimi stoi opozycja – mówi dr Sergiusz Trzeciak, odnosząc się do sejmowego głosowania nad projektami dotyczącymi przepisów aborcyjnych. Jak dodaje, „sama opozycja się w tę sytuację wmanewrowała”.

Sejmowa większość zdecydowała w środę, że obywatelski projekt komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”, zakładający liberalizację obowiązujących przepisów w sprawie aborcji, nie będzie procedowany. Do skierowania tego projektu do dalszych prac w sejmowej komisji zabrakło dziewięciu głosów. Z kolei propozycja Komitetu Obywatelskiego #ZatrzymajAborcję trafiła do dalszych sejmowych prac.

Zdaniem politologa i eksperta ds. marketingu politycznego dr Sergiusza Trzeciaka „opozycja dała się rozegrać przez PiS”.

W jego ocenie „jest to jeden z najtrudniejszych momentów dla opozycji, jeden z największych kryzysów, przed jakimi stoi opozycja”. Ale, jak zaznaczył, „pamiętajmy, że to sama opozycja wmanewrowała się w tę sytuację”.

Jak powiedział politolog: „jeżeli ktoś proponuje pewne rozwiązania i sam nie może policzyć, na co może liczyć wśród posłów, to pokazuje brak profesjonalizmu, brak rozumienia procesów politycznych, pewną nieudolność”.

Według Trzeciaka, takiego zachowania nie darują nie tyle przeciwnicy, ale też sympatycy tych PO czy Nowoczesnej. 

Taki zwolennik zada sobie trzy razy pytanie, czy na pewno warto na taką formację zagłosować 
– powiedział i dodał: „być może nie zagłosuje na PiS, ale jest zawsze możliwość pozostania w domu w dzień wyborów, albo szukania jakiejś alternatywy”.

Politolog stwierdził, że jeżeli PO i Nowoczesna chcą utrzymać swój elektorat, „to powinni pokazać, że w grze politycznej, jaką prowadzą, są skuteczni, w przekazie są spójni i rozumieją dobrze, jakie są potrzeby przeciętnych wyborców”.

Jednocześnie podkreślił, że w sprawach światopoglądowych narzucanie dyscypliny parlamentarzystom jest „swego rodzaju nieporozumieniem”, ponieważ wiadomo, że niektórzy parlamentarzyści się z niej wyłamią. 

Platforma doskonale wiedziała, że jest grupa parlamentarzystów konserwatywnych, dla których ta sprawa jest fundamentalna i moim zdaniem można było przewidzieć, zwłaszcza w Platformie, jak ci parlamentarzyści się zachowają 
– mówił.

Zapytany o kwestię wykluczenia przez Zarząd Krajowy Platformy z partii trojga posłów: Joanny Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka, którzy zagłosowali przeciw liberalizacji aborcji, Trzeciak powiedział: „trudno się było inaczej zachować w tej sytuacji, jeżeli chce się utrzymać dyscyplinę w szeregach partii”.

Z drugiej strony, to nie jest dobre rozwiązanie dla PO, dlatego że Platforma, po pierwsze pozbywa się posłów, a po drugie ci posłowie mogą potencjalnie, w dłuższej perspektywie, zasilić środowisko Zjednoczonej Prawicy, chociażby środowisko Jarosława Gowina
– mówił. I dodał: „takiego scenariusza w dłuższej perspektywie nie da się wykluczyć, a więc paradoksalnie ta sytuacja ma negatywny wpływ długofalowo na samą Platformę Obywatelską”.

Trzeciak odniósł się również do zawieszenia członkostwa w Nowoczesnej przez Joannę Scheuring-Wielgus, Joannę Schmidt i Krzysztofa Mieszkowskiego w reakcji na postawę grupy posłów Nowoczesnej podczas głosowania nad projektem komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”. Jak powiedział: „Nowoczesna jest partią, która jest dobrze znana jako liberalna światopoglądowo i stąd takie, a nie inne zachowanie posła i tych dwóch pań posłanek”.

Zwrócił jednak uwagę na to, że nawet w Nowoczesnej są osoby, które są konserwatywne światopoglądowo. 

Być może to jest mniejszość, ale jednak zaznaczyły się te podziały 
– podkreślił. I dodał, że również w Nowoczesnej wprowadzanie dyscypliny w takich sprawach, jak sprawy światopoglądowe, może się negatywnie odbić na samej formacji.

W ocenie Trzeciaka „od dłuższego czasu opozycja popełnia błędy”. Jak tłumaczył: „cały czas polityka opozycji wobec rządu jest polityka reaktywną, reagowaniem na zachowanie rządu, krytyką, często, taką krytyką totalną”.

Jego zdaniem, „to, co jest przewagą PiS, to jest bardzo dobre rozumienie mechanizmów politycznych i też zrozumienie, jakie sprawy są istotne dla wyborców, jak ich przekonać, utrzymać”.

I podsumował: „jeżeli Platforma czy cała opozycja nie zrozumie, jakie rzeczy są istotne dla ludzi, jakimi sprawami żyje przeciętny Kowalski, to wtedy trudno będzie pozyskać nowych zwolenników”.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Osoby z zarzutami wśród kandydatów PSL

/ By Polish People's Party (http://www.psl.pl/do_pobrania/) [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en) or CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

  

Wśród kandydatów zarejestrowanych w wyborach samorządowych na listach PSL w województwie świętokrzyskim, znalazła się oskarżona o przyjęcie łapówki dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach i podejrzany m. in. o przekroczenie uprawnień, zawieszony w obowiązkach starosta opatowski.

Lista kandydatów znajduje się na stronie internetowej Państwowej Komisji Wyborczej.

W ocenie specjalistki od marketingu politycznego prof. Agnieszki Kasińskiej-Metryki z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, z perspektywy marketingowej wystawienie osób, obciążonych zarzutami na listach wyborczych jest "co najmniej ryzykowne", bo dotyczy "naruszenia tak zasadniczej wartości jak zaufanie".

Oczywiście czynnik personalny w wyborach samorządowych jest dominujący, ale np. toczące się postępowanie obciąża nie tylko kandydata, ale także markę partii – podkreśliła politolog w piątkowej wypowiedzi dla PAP.

Według mnie obniżenie wartości polityki jako takiej, brutalizacja języka i zachowań sprawiły, że coraz trudniej zachęcić osoby do kandydowania, stąd duża przypadkowość na listach wyborczych

– zauważyła prof. Kasińska-Metryka.

Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach Małgorzata S. staruje z trzeciego miejsca w wyborach do sejmiku województwa, w okręgu nr 3 (Kielce i powiat kielecki). Jest radną sejmiku obecnej kadencji.

Kobieta w grudniu 2016 r. została oskarżona przez Prokuraturę Okręgową w Kielcach o przyjęcie 3,5 tys. złotych łapówki od dwóch świętokrzyskich przedsiębiorców. W sprawie oskarżone są jeszcze trzy inne osoby, w tym dwaj biznesmeni, którzy mieli wręczyć łapówkę. Od roku toczy się proces – oskarżeni nie przyznają się do zarzutów. S. tłumaczyła w sądzie, że pieniądze, które przyjęła od przedsiębiorców, były wsparciem jej kampanii wyborczej, w wyborach do Senatu. Jak mówiła, otrzymywała też pieniądze od innych osób wspierających jej kampanię, które – wyjaśniała – wpłaciła potem na partyjne konto komitetu wyborczego.

We wrześniu 2015 r., w momencie zatrzymania przez funkcjonariuszy CBA, Małgorzata S. była kandydatką PSL w wyborach do Senatu, w okręgu obejmującym Kielce i powiat kielecki. Po zatrzymaniu została zawieszona w prawach członka partii, a władze ugrupowania cofnęły jej rekomendację w wyborach i wezwały, by wycofała się ze startu (kandydaturę już zarejestrowano, więc nie mógł jej wycofać sam komitet). Krótko po przedstawieniu zarzutów dyrektor kieleckiego PUP publicznie ogłosiła, że jest niewinna i nie wycofa się z wyborów. Nie zdobyła mandatu senatora – w okręgu, w którym startowała, uzyskała 13,27 proc. poparcia (trzeci wynik).

Z kolei liderem listy w okręgu nr 3 wyborach do rady powiatu opatowskiego, jest starosta tego powiatu – zawieszony w pełnieniu funkcji przez prokuraturę po postawieniu zarzutów dot. m. in. przekroczenia uprawnień - szef powiatowych struktur ludowców, obecny radny Bogusław Włodarczyk (włodarz prosił wcześniej media by podawać jego nazwisko).

Poddaję się ocenie ludzi, którzy mnie wybrali w poprzedniej kadencji na radnego - żeby ocenili, czy mogę pełnić funkcję radnego rady powiatu w Opatowie, czy nie. Wierzę, że oskarżenie nie jest merytoryczne, a jest podyktowane względami politycznymi. Liczę, że w sądzie udowodnię swoją niewinność

– komentował wcześniej dla PAP sprawę startu w wyborach Włodarczyk.

Zarzuty przedstawione staroście są związane z nieprawidłowościami przy remoncie i pracach wykończeniowych szpitala w Opatowie. Samorządowiec jest jedną z trzech osób podejrzanych w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Kielcach od 2015 r. W kwietniu Włodarczyk usłyszał zarzuty dotyczące m.in. przekraczania uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i oszustw co do mienia znacznej wartości na szkodę czterech firm wykonujących remont szpitala. Nie przyznał się, złożył wyjaśnienia. Jako środek zapobiegawczy zastosowano zawieszenie starosty w czynnościach służbowych.
Wobec starosty toczył się także proces związany z oskarżeniem o ujawnienie – podczas sesji rady powiatu – osobom nieuprawnionym chronionych danych dotyczących m. in. zabiegów leczniczych pacjentki szpitala w Opatowie. Sąd I instancji w ub.r. uniewinnił starostę. Sąd odwoławczy zdecydował w marcu o uchyleniu wyroku i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Pytany w ub. tygodniu przez PAP o komentarz do sprawy szef świętokrzyskiego PSL, marszałek województwa Adam Jarubas zwrócił uwagę na zasadę domniemania niewinności – dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok skazujący.

Wiemy, z zebrań PiS, że nawet z rozmysłem komentowano, że +trzeba stawiać jak najwięcej zarzutów, a czy się ci ludzie obronią, czy nie, to już jest druga sprawa+. Takie podejście jest bardzo krzywdzące, bo często oznacza +śmierć publiczną+ tych osób, które mają za sobą bardzo ciekawe biografie, angażują się w sprawy lokalne. Czasami popełniają, błędy – tak jak w przypadku pani dyrektor urzędu

– dodał Jarubas.

Odnosząc się do sprawy dyrektor PUP Jarubas zaznaczył, że "absolutnie potępia" sposób w jaki dyrektor przyjmowała pieniądze na kampanię (osobiście, a nie poprzez własne wpłaty osób ją popierających na konto komitetu wyborczego - PAP). Dodał, że spotyka ludzi, którzy mówią, o swoim poparciu dla dyrektor i o tym, że chcą na nią głosować – stąd pomysł z wysunięciem kandydatury. Marszałek wskazał, że podobnie ocenia sytuację starosty opatowskiego. Zaznaczył, że w tym drugim przypadku decyzję o zatwierdzeniu list wyborczych podejmowały powiatowe struktury PSL, a nie zarząd wojewódzki ugrupowania.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl