Trzy kłamstwa o imigrantach

Cyniczne kłamstwa o imigrantach (głównie islamskich) mają osłabić determinację państwa polskiego i obywateli Rzeczypospolitej w kwestii nieprzyjmowania nieproszonych gości spoza Europy.

Jakie to kłamstwa? Po pierwsze, „ratujcie sieroty z Aleppo czy matki z dziećmi z innych miast Syrii!”. Bzdura! Ci, których każą nam przyjąć, już od paru lat mieszkają w obozach we Włoszech i w Grecji, a ich życiu (oraz zdrowiu) bynajmniej nic nie zagraża. A poza tym są to w znaczącej większości młodzi mężczyźni – wyznawcy Mahometa. Po drugie, „przyjęliśmy 100 tys. Czeczenów muzułmanów pod koniec lat 90. Oni wyjechali, poza jednym tysiącem – tak będzie i tym razem”. Fałsz! Tamci mogli opuścić Polskę. Ci, których wmusza nam Bruksela, nie będą mogli. Jeśli uciekną np. do Niemiec, to tamtejsze służby na koszt polskiego podatnika będą deportowały ich z powrotem do Polski. Po trzecie, „przyjmijmy choćby tysiąc, to Unia się od nas odczepi”. Znów kłamstwo! Nie ma takiej gwarancji. Przyjmując choćby parę tysięcy, będziemy musieli zapewnić łączenie rodzin i spodziewać się – co normalne w islamie – dużej rozrodczości. Nie dajmy się zwieść tym i innym kłamstwom.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Frasyniuk jak za PRL!

Nieodżałowany Wojciech Pokora zagrał wiele genialnych scen, ale w mojej pamięci na honorowej półce leży cała seria opowieści docenta Furmana. Prawdziwe perełki, klasyka gatunku. Jak wiadomo, docent Furman pasjonował się myślistwem i gromadził wokół siebie wszystkie myśliwskie atrybuty.

Na ścianie poroża, na podłodze skóra z polarnego niedźwiedzia, do tego strzelba, naboje, uniform i nieodłączny pies Teodor. Wszystko razem miało z kompletnego niezguły i mitomana zrobić wielkiego łowczego. Oczywiście docent Furman padł ofiarą mody i struktury awansów, jakie panowały w PRL.

Rektor czy tam inny promotor był myśliwym, no to trzeba było się dostosować do potrzeb chwili. Jednak każdy, kto miał blade pojęcie, i to niekoniecznie o myślistwie, ale o zwykłym życiu, z trudem powstrzymywał śmiech, gdy słuchał brawurowych historii w wykonaniu Furmana. Wiedzę i dokonania myśliwego dowcipnie zweryfikowała Ewa Majewska, studentka, która w wolnym czasie robiła striptiz w „Kongresowej”. Pan docent skończył właśnie opowiadać, jak to zimą zasadzał się na odyńca i w siarczystym mrozie minus 20 stopni wskoczył do wody jak oparzony, gwałtownie chwycił za strzelbę i posłał śrut w stronę „kaczek”. Chybił widowiskowo, i dzięki Bogu, bo jak zaważyła Ewa Majewska, pomylił dzikie kaczki z gołębiami Balcerka. Genialny Bareja miał niebywały zmysł społeczny i idealnie portretował charakterystyczne postaci, dlatego jestem więcej niż przekonany, że Władysław Frasyniuk, opowiadając głodne kawałki o tym, jak to było za PRL i jak jest teraz, byłby doskonałym pierwowzorem docenta Furmana. Legendarne wyczyny Frasyniuka mają tyle wspólnego z rzeczywistością co polowania docenta, z tym że Frasyniukowi mylą się pajace z bohaterami.  

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl