Polityka to nie bal debiutantek, podczas którego wszyscy silą się, by zaprezentować najlepsze maniery. Głowa państwa ma wiele możliwości kształtowania polityki. Od inicjowania konsultacji z siłami politycznymi poprzez radę gabinetową aż po inicjatywę ustawodawczą. Z jakich możliwości korzystał prezydent Duda? Chyba z żadnych. A przecież głęboka i radykalna zmiana wymiaru sprawiedliwości była jednym z głównych punktów jego programu. Programu, który zobowiązał się realizować. Tymczasem przez dwa lata nie zrobił nic w tym kierunku. A teraz konsekwencje. Po pierwsze: prezydent swą aktywność ograniczył do powiedzenia „stop” na finale. Wszedł do gry na kontrze do macierzystej siły politycznej. Jego weto – czy tego chciał, czy nie – współbrzmiało z najgorszymi zachowaniami opozycji i jej zewnętrznym wsparciem. Wywołało zamieszanie w obozie władzy, zdemobilizowało jego zwolenników. Tymczasem przed Zjednoczoną Prawicą jeszcze kilka bardzo trudnych reform wymagających mobilizacji i konsekwencji. Angażując się destrukcyjnie na sam koniec uchwalania zmian w sądownictwie, realnie osłabił jedność rządzących, a wzmocnił opozycję. Po drugie: uzasadniając weto, wskazał, że opozycja ma poniekąd rację, krzycząc, iż grozi nam ograniczenie demokracji. Wzmocnił zatem kompletnie wypaczony obraz naszej rzeczywistości – to postkomunistyczne sądy są prawdziwym i realnym zagrożeniem wolności w Polsce, a nie jednorazowa decyzja ministra sprawiedliwości o przeniesieniu w stan spoczynku grupy dzisiejszych sędziów SN. Po trzecie: znacząco opóźnił reformę sądownictwa, a jeśli traktować poważnie wygłoszone oświadczenie o przygotowaniu szeroko akceptowalnych ustaw, to można się spodziewać, iż po prostu ją unicestwił. Polskie sądownictwo poza zmianami strukturalnymi potrzebuje zmian personalnych. Nie ma co owijać w bawełnę – trzeba wymienić ludzi, bardzo wielu ludzi. Bez tego posunięcia będzie, jak było. Procedury nie wyrugują postkomunistycznej mentalności. Po czwarte: prezydent dla wielu wyborców przestał być przewidywalny. Najpierw stawia warunki, po ich spełnieniu wetuje. Jego współpracownicy najważniejsze oświadczenia wydają w mediach, które poniżają najwierniejszych wyborców Andrzeja Dudy, a na swym koncie mają tysiące manipulacji i ordynarnych kłamstw. I jeszcze jedna ważna okoliczność – do tej pory nie wiemy, z kim prezydent omawiał decyzję dotyczącą ustaw o SN i KRS. Mówił o licznych konsultacjach, osobach, które do niego telefonowały, ale z imienia i nazwiska wskazał jedynie swą społeczną doradczynię. Kim są wszyscy inni? Nie mamy pojęcia. „Gazeta Polska” skierowała do Kancelarii Prezydenta pytania o nich. Do czasu zamknięcia tego numeru, mimo ponagleń, nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Jeszcze kilka tygodni temu w wywiadzie dla naszego tygodnika Andrzej Duda mówił, jak ważna jest przejrzystość działań władzy. Dzisiaj to jego kancelaria nie potrafi sprostać temu wymaganiu.
Media pogardy i otoczenie prezydenta
Zawetowanie ustaw o KRS i SN to najgorsze z możliwych rozwiązań. Konsekwencje tej decyzji będą niekorzystne nie tylko dla parlamentarnej większości, lecz także dla samego Andrzeja Dudy. Od razu zaznaczam, iż nie przekonują mnie argumenty z katalogu: prezydent nie mógł inaczej postąpić, został zaskoczony, PiS traktowało go nie fair.