Bardzo szybko to „zrozumienie i życzliwość” okazały się kłamstwem. Prezydent, premier, władze miasta wraz z mainstreamową prasą i telewizją rozpętały kampanię nienawiści, która przejdzie do historii jako pierwsza po upadku komunizmu operacja rządowo-policyjno-medialna dorównująca wielkim manipulacjom z czasów PRL. Można by powiedzieć, że nie ma w tym nic dziwnego, skoro w życiu publicznym Polski nadal dominującą rolę odgrywają środowiska byłych właścicieli PRL i komunistycznej policji politycznej, połączonych antynarodowym sojuszem ze służącymi im ludźmi okrągłego stołu oraz partiami cynicznych macherów politycznych i zwykłych złodziei. W PRL-bis to jest właśnie norma, że walka z krzyżem stała się kolejnym ogniwem wielkich akcji sowietyzacyjnych, jakie przeprowadza się na Polakach od 17 września 1939 r.
W tej normie zaskakuje tylko jeden szczegół. Otóż „operacja krzyż” przeprowadzona została nie tylko według metod NKWD stosowanych w latach 1939-1946 od Białegostoku po Kielce, nie tylko według praktyk UB i SB z Czerwca ’56 i Grudnia ’70, ale i według metody zastosowanej przez PZPR w Marcu ’68 i Czerwcu ’76! W ten sposób dzieci funków z KPP dołączyły do zbrodniczego dzieła swoich rodziców.
W kampanii przeprowadzonej przez Tuska-Komorowskiego, według metod Gomułki-Gierka, „syjonistów” i „warchołów” zastąpiono „oszołomami” i „sektą wyznawców Lecha Kaczyńskiego i ojca Rydzyka”. Transmisje telewizyjne i reportaże prasowe były wyreżyserowanymi według przepisów współczesnego piaru takimi samymi sowieckimi seansami nienawiści jak antyżydowskie wiece w fabrykach czy antyrobotnicze spędy na stadionach.
Dzisiaj jasno widać, że rację miał Bronisław Wildstein, wskazując już we wrześniu 2010 r., iż: „postawy owej lumpeninteligenckiej tłuszczy wyżywającej się na bezbronnych »innych« budzić musiały skojarzenia z nazistowską klientelą” („Rzeczpospolita”, Operacja krzyż). Mimo to „Gazeta Wyborcza” nadal szczuła motłoch przeciw patriotyzmowi i poczuciu godności narodowej: „Niesłusznie odmawia się im [takim jak Dominik Taras] prawa publicznego istnienia. Zwłaszcza że to, co mówi Taras, dobrze pokazuje sposób myślenia wielu ludzi w Polsce”.
I w tym leży najpodlejsza tajemnica twórców osławionej „polityki miłości”! Jest to nie tylko dorobek UB, SB i sowieckiej psychiatrii, ale i recepty przypominające nasyłanie młodzieżowej chuliganerii na Żydów w Warszawie w początkach okupacji niemieckiej. Ten człowiek, któremu nie przeszkadza barbarzyńskie zachowanie chuliganerii współczesnej (choćby byli to „młodzi, wykształceni, z wielkich miast”) jest z zawodu historykiem i wie, co robi, gdy klasyczną akcję pogromową nazywa „wesołym happeningiem”.
Nie to jest dziwne, że ten wzorowy obiekt badań Adorno bezkarnie obnosi się ze swoim autorytaryzmem, wymyślając „akcje” typowe dla osobowości destruktywno-cynicznej, jak kastracja pedofilów, dopalaczowa, antykibolska. I nawet nie to jest dziwne, że Tusk znajduje dla swoich manii chętnych współpracowników właśnie w „GW”, wyspecjalizowanej w obrzucaniu Polaków wszelkimi pomówieniami. Dziwne i głęboko zasmucające jest to, że taki premier razem z takim prezydentem i takimi mediami znajdują poparcie tak wielu Polaków.
Bo co postkomuniści, ich platformerscy wspólnicy i dominujące media usiłują ukryć krzykami o rzekomo rodzącym się pod Pałacem Namiestnikowskim faszyzmie? Ano to, że „młodzi, wykształceni, z wielkich miast”, to współczesna wersja szmalcowników, którzy tym razem, zamiast Żydów, „oczyszczają” Krakowskie Przedmieście z „katoli”. „Moher” budzi w nich dzisiaj takie same obrzydzenie jak niegdyś „chałaciarz”. Pogarda dla obrońców krzyża jest tym samym, co wstręt wobec „parcha”. Oddawanie moczu na znicze i profanacje z krzyżem z puszek zimnego lecha są powtórzeniem wybijania szyb w synagogach i obcinania pejsów „insektom”. „Droga Krzyżowa” na Facebooku to kalka z „Der Sturmer” i tylko szukający źdźbła w oku o. Rydzyka redaktorzy „GW” nie widzą potwornej belki we własnym.
Obecni szmalcownicy nie wiedzą, że zaganiając „sektę” do zakrystii, dosłownie mówią Prusem: „Jak te kanalie Żydy cisną się na Krakowskie Przedmieście! Nie mógłby to parch jeden z drugim pilnować się Nalewek albo Świętojerskiej?”. Szczytem tej iście moczarowsko-urbanowej perwersji jest to, że najgłośniejsi specjaliści od antysemityzmu zamiast szmalcownictwa piętnują znieważanych, poniżanych, wykluczonych. Zaiste, ci, którzy oskarżają, że Polacy byli współwinni Zagładzie, idą prostą drogą do „ujawnienia”, że Niemcy w Auschwitz tylko bronili się przed żydowskim okrążeniem.
4 czerwca 1992 r. premier Jan Olszewski pytał: „Czyja będzie Polska”? Czy takich jak Wałęsa, który twierdził, że większość Polaków w czasie okupacji kolaborowała? Czy takich jak Kwaśniewski, dowodzących, że PRL była akceptowana przez większość społeczeństwa? Czy takich jak Taras z „GW”, „który skrzyknął w sierpniu kilka tysięcy ludzi na nocny protest przeciwko obrońcom krzyża pod Pałacem Prezydenckim”?