Zardzewiałe krzyże

  

Kwatera 120 na wrocławskim Cmentarzu Osobowickim stała się w 1949 roku mogiłą pomordowanych przez komunistów żołnierzy AK-WiN. Do upadku PRL ta kwatera i sąsiednie – również zbiorowe groby polskich patriotów – były pilnowane przez SB. Zostały uprzątnięte i oznakowane dopiero w latach 90-tych. Dziś żaden z powołanych do tego urzędników nie kwapi się do bieżącego sprzątania.

Kibice Śląska Wrocław pokazują zdjęcia kwatery 120 sprzed tygodnia. Pokrzywy po pas, części mogił prawie nie widać. Jedną niemal całkowicie zasłania rozrośnięty krzak, którego od lat nikt nie przycinał – gałęzie przygniatają zardzewiały krzyż. – Koledzy przyjechali 9 maja na cmentarz, by zapalić znicze bohaterom na przekór apelowi „Wyborczej”, która chciała stawiać świeczki krasnoarmiejcom. I zobaczyli chaszcze. Dlatego skrzyknęliśmy się, by posprzątać groby – mówią.

Robota ręczna

Rzeczywiście większość pracy już wykonali. Jeden z nich przyjechał z ręczną kosiarką i na własną rękę usunął chwasty. Reszta zabrała się do grabienia pozostałej trawy i liści oraz szorowania zapuszczonych pomników.

- O, tu jest dziura po kamiennym krzyżu – zauważa jeden z kibiców. Obok stoi kilka granitowych pomników, takich samych na większości mogił. W innym miejscu dopiero dokładne zagrabienie trawnika ujawnia mogiłę: resztkę podmurówki i dziurę w ziemi po prostym, metalowym lub drewnianym krzyżu. Pod żywopłotem, w kącie, druga, również ukryta pod mchem. Kibice zastanawiają się, czy rosnące w rzędach brzozy nie oznaczają kolejnych mogił. – Trzeba będzie wystąpić do zarządu cmentarza i spytać, czy mają mapkę tej kwatery… pewnie chodzimy po grobach, może nawet wiadomo, kto tu leży…

Mogiły w pokrzywach

Grób Stanisława Delimata rozstrzelanego w marcu 1949 roku jest niemal całkowicie ukryty za krzakiem. Na mogile wyrosły małe klony, plenią się pokrzywy. Napis na tabliczce jest niemal całkiem zatarty, krzyż rdzewieje. Kiedy ktoś go ostatnio malował? Pewnie ponad 10 lat temu. Chłopcy ze Śląska bezlitośnie usuwają zarośla, zostawiają tylko pień pięknego bzu ocieniającego mogiłę. Wkrótce jeden z nich biegnie do bramy głównej, bo kolega podwiózł puszkę z farbą, pędzle i druciane szczotki. Inni rozchodzą się między wystawionymi prywatnie pomnikami i zaczynają je myć. Niektóre są zadbane, jak Janusza Pawłowskiego, zabitego również w marcu 1949 roku – w grobie pochowany jest także jego brat Grzegorz, zmarły w 1983 roku. Albo Kazimierza Rybickiego, zamordowanego w maju 1949 roku. Razem z nim pochowane są matka (zmarła w 1978) i siostra, zmarła w 2001. Czy chciały spocząć obok najbliżej osoby? Te pomniki, które wystawiła rodzina i o które rodzina dba, pokryte są kwiatami i zniczami. Jednak, te, o które nikt się już nie upomina, stoją zapomniane. O inne dbają tacy ludzie jak kibice Śląska. Zaś parę metrów dalej, za dorodną tują, stoi spory, zadbany pomnik, pod którym leżą wieńce. Napis brzmi: „W XX rocznicę powstania KBW żołnierzom Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego poległym w walce z faszystowskimi bandami o Polskę Ludową – cześć i chwała”. Ci „faszyści”, to ci, których groby jeszcze parę dni temu zarastały pokrzywy.


Kto powinien zajmować się utrzymaniem mogił? Od Andrzeja Siwka, naczelnika Wydziału Krajowego Rady Ochrony Pamięci walk i Męczeństwa usłyszeliśmy, że należy to do wojewodów. – Ze względów oczywistych chwastów tam nie powinno być – stwierdził. W Urzędzie Miasta Wrocławia odesłano nas do Dyrekcji Zarządu Cmentarzy Komunalnych. Tam urzędniczka poinformowała, że trawę na takich grobach kosi się cztery razy w roku. Najbliższy termin to początek czerwca. – Jesteśmy ograniczeni pieniędzmi. Można tylko podziękować osobom prywatnym, które zainteresowały się stanem tych mogił – stwierdziła. Andrzej Siwek dodał w rozmowie z GP, że kwatery więźniów okresu stalinowskiego na Cmentarzu Osobowickim czekają na prace archeologiczne. – W tym roku archeolodzy powinni zacząć szukać przedmiotów pozwalających na identyfikację ofiar. Część grobów jest oznaczona przez rodziny, natomiast granitowe krzyże są poustawiane losowo. Obiecuję, że wszystkie groby po pracach remontowych będą wyglądać przyzwoicie.

Wśród sprzątanych grobów odnajduje się szczególny. Pod żywopłotem stoi skromny krzyż i mała płyta oznaczająca symboliczną mogiłę Ludwika Marszałka ps. „Zbroja”. Ktoś wcześniej przypiął do krzyża zalaminowaną kartkę z informacją, kim był. To jeden z „kozaków”, których uczcili kibice na meczu z Polonią Bytom [opisywaliśmy tę oprawę w poprzednim numerze „GP” – przyp. red.], żołnierz AK-WiN. Po kampanii wrześniowej uciekł z niemieckiego obozu jenieckiego i został oficerem szkoleniowym Polskiego Państwa Podziemnego na Rzeszowszczyźnie. W 1944, okrążony, zaciekle bronił się przed Niemcami – udało mu się przebić na zachód. W końcu został prezesem WiN na Dolnym Śląsku. UB zamordowało go w cieszącym się ponurą sławą więzieniu na Kleczkowskiej 27 listopada 1948 roku. Tuż obok grobu „Zbroi” spoczywają jego koledzy, razem z nim rozstrzelani: Stanisław Dydo „Steinert”, Jan Klamut „Górski” i Władysław Cisek „Rom”.

Nierozpoznani

Ale pod tym samym żywopłotem stoją krzyże, gdzie czas zatarł nazwiska zabitych. – Spróbujemy ustalić, kto tu jest pochowany, jeśli była tu tabliczka z nazwiskiem. To praca na dni, może tygodnie. Nie odpuścimy – mówią kibice. Nie chcieli rozmawiać z innymi mediami. – Nie robimy tego dla rozgłosu, tylko z potrzeby serca. Nie potrzebujemy artykułów w prasie i pochwał. To byli nasi rówieśnicy. Mieli po dwadzieścia parę lat, niektórzy byli nastolatkami, inni po trzydziestce. Oddali życie, byśmy żyli w wolnej Polsce. Jesteśmy im to winni.

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

„Samozaoranie” Durczoka. Tak się zagalopował w krytyce PiS, że dołożył... rządowi PO-PSL

/ Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

"I niech ktoś jeszcze zacznie bredzić, że mamy w Polsce wolność słowa" – napisał na Twitterze redaktor Kamil Durczok. Dziennikarz myślał, że skrytykuje PiS, ale... coś poszło nie tak – nie doczytał daty i dopiekł rządowi PO-PSL, bo link, który udostępnił ze wspomnianym komentarzem pochodzi z lutego 2014 roku, a wtedy władzy w Polsce na pewno nie sprawował PiS.

Prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Szczepanowi Twardochowi za wpis na Facebooku "pier... się Polsko" - poinformował "Tygodnik Powszechny". Pisarz umieścił taki wpis tuż po decyzji Sądu Najwyższego, który ocenił, że Ślązaków nie można uznać za odrębny naród

– brzmi nagłówek tekstu, który na Twitterze zamieścił Durczok.

Redaktor artykuł skomentował słowami:

I niech ktoś jeszcze zacznie bredzić, że mamy w Polsce wolność słowa. 

Dziennikarz tak zagalopował się w krytykowaniu obecnej władzy, że z rozpędu aż nie doczytał daty tekstu, który udostępnia. Artykuł ten pochodzi z 25 lutego 2014 r., a jak łatwo się domyślić, nie rządził wówczas PiS, tylko koalicja PO-PSL...

Na szczęście internauci okazali się bystrzejsi od pana redaktora i szybko wyłapali jego wpadkę:

 

Źródło: twitter.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl