Protestujący domagali się bardziej stanowczych działań przeciwko narastającej homofobii w Holandii i ataków na osoby LGBT. W demonstracji wzięła również udział lewicowa burmistrz stolicy Femke Halsema, która nawoływała do większej tolerancji.
Jak poinformował w piątek dziennik „Algemeen Dagblad”, podczas protestu doszło także do incydentów. Gazeta podaje, że kilku uczestników demonstracji zgłosiło policji, iż zostali zwyzywani i opluci.
Bezpośrednim powodem protestu było ubiegłotygodniowe podpalenie kilku mieszkań w amsterdamskim domu studenckim, gdzie wywieszone były tęczowe flagi. Cztery osoby trafiły do szpitala.
W ostatnich tygodniach media donoszą o nasileniu się homofobicznych incydentów. Na początku lipca wandale zniszczyli wystawę zdjęć par osób homoseksualnych w Amsterdamie. Pod koniec miesiąca 14-letnia dziewczynka trafiła do szpitala po tym, jak została brutalnie pobita, gdy nie chciała określić swojej płci.
Kilka tygodni temu opublikowany został raport dotyczący dyskryminacji osób LGBT w Amsterdamie, przygotowany na zlecenie Rady Miasta. Wynika z niego, że ofiary dyskryminacji twierdzą, iż napastnikami są najczęściej młodzi ludzie o "nieholenderskim pochodzeniu".
"Ofiary cierpią z powodu agresji słownej, a czasem nawet przemocy fizycznej"
- zauważa dziennik "De Telegraaf", który omówił raport.
Aż 42 proc. z nich twierdzi, że doświadczyło negatywnego traktowania w związku z ich orientacją seksualną. Były to krzyki, obraźliwe uwagi, a także akty fizycznej agresji. Tak wynika z badań przeprowadzonych dla programu EenVandaag na grupie 3,8 tys. gejów i lesbijek.