Każdy budżet przyjmowany przez Kongres od 2001 roku zawierał w sobie wydatki większe od wpływów i wymagał zwiększenia zadłużenia USA. Z tego powodu wynosi ono aż 28,5 biliona dolarów, o ponad 1/4 więcej niż roczne PKB kraju. Od przejęcia Białego Domu i obu izb Kongresu Demokraci zdążyli jednak przyjąć już – bez zgody Republikanów – kontrowersyjną tarczę antykryzysową, w której znalazły się ogromne wydatki na ważne dla nich sprawy nie związane z walką z pandemią, a teraz rozpoczęli prace nad równie kontrowersyjną ustawą infrastrukturalną o wartości aż 3,5 biliona dolarów, która m.in. zapewni finansowanie na walkę z klimatem czy dla „infrastruktury ludzkiej”.
Republikanie w związku z ich ogromnymi wydatkami powiedzieli więc dość i nie chcą się zgodzić na dalszy wzrost zadłużenia. W opublikowanym w środę wywiadzie z Punchbowl News lider mniejszości senackiej Mitch McConnel powiedział, że „nie może sobie wyobrazić, że jakikolwiek Republikanin w tym środowisku, w którym się obecnie znajdujemy – w tej wolnej amerykance podatków i wydawania pieniędzy – zagłosował za zwiększeniem limitu długów”. Zasugerował, że jeżeli Demokraci chcą to zrobić, to powinni obejść sprzeciw Republikanów, gdyż wtedy konsekwencje tego działania spadną tylko na nich.
W nocy z wtorku na środę republikańscy senatorzy opublikowali list otwarty do Amerykanów. Stwierdzili w nim, że w żadnym wypadku nie poprą zwiększenia limitu zadłużenia, niezależnie od tego czy będzie to osobna ustawa czy też będzie ono dołączone do innego aktu prawnego. „To problem wywołany przez wydawanie pieniędzy przez Demokratów” - napisali - „Demokraci będą musieli ponieść wyłączną odpowiedzialność za niego”.
List został stworzony przez senatora Rona Johnsona. Podpisało się pod nim 46 z 50 republikańskich senatorów, w tym McConnel i cała reszta partyjnej wierchuszki. Zabrakło jedynie podpisów senatorów Susan Collins, Lisy Murkowsky – uznawanych za najbardziej lewicowych polityków w partii – oraz Richarda Shelbiego i Johna Kennediego. Oznacza to, że mają wystarczająco głosów by zablokować senackie głosowanie nad niechcianym dokumentem. Bowiem w Senacie przed głosowaniem nad większością ustaw trzeba zagłosować wcześniej nad zamknięciem debaty, a to wymaga poparcia minimum 60 senatorów. Skoro 46 Republikanów deklaruje, że nie zwiększy limitu zadłużenia, to jeżeli Demokraci zgłoszą taką ustawę a Republikanie dotrzymają słowa, to ta ustawa nie trafi nawet pod głosowanie.
Pewnym wyjściem może być zwiększenie limitu zadłużenia przy pomocy kontrowersyjnej ustawy o infrastrukturze. Demokraci wiedzą bowiem, że nie zostanie ona poparta przez żadnego Republikanina i chcą ją przyjąć przy pomocy sztuczki proceduralnej zwanej reconciliation, która pozwoli im na przyjęcie tej ustawy zwykłą większością głosów. Dokładnie w ten sposób przyjęli wcześniej swoją tarczę antykryzysową. W treści tej ustawy, którą Demokraci ujawnili w poniedziałek nie ma jednak mowy o zwiększeniu limitu zadłużenia.
Zdaniem komentatorów Demokraci nie chcą zwiększyć w ten sposób limitu długów bo boją się wzięcia wyłącznej odpowiedzialności za efekty takiego działania. Zamiast tego liczą, że Republikanie wystraszą się potencjalnego bankructwa rządu – co przy obecnym tempie wydawania pieniędzy może mieć miejsce już jesienią – i zgodzą się jednak na kolejne zwiększenie limitu. McConnel jednak zapowiada, że tak się nie stanie.
„To komedia, nie dają Republikanom głosu w sprawie tego monstrum