Przed ubiełotygodniowym szczytem unijnym Niemcy i Francja zaproponowały poprawki, osłabiające konkluzje szczytu dotyczące Rosji. Przedstawiły propozycje zapisów dotyczących konieczności ściślejszej współpracy Unii z Rosją w określonych dziedzinach. Chodzi np. o sprawy zmian klimatu czy porozumienia nuklearnego z Iranem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że ambasador Niemiec przy UE w ostatnich dniach sugerował nawet możliwość zorganizowania szczytu UE w Brukseli z udziałem prezydenta Rosji Władimira Putina.
Propozycji sprzeciwiło się wiele krajów Europy, w szczególności Polska i kraje bałtyckie. Zablokowanie pomysłu Berlina i Paryża dotyczącego resetu w relacjach z Moskwą wywołało oburzenie m.in. prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, który nazwał liderów państw Europy Środkowo-Wschodniej "rusofobami".
O sprawę propozycji ocieplenia stosunków na linii Bruksela-Moskwa pytany był dzisiaj w programie Michała Rachonia "#Jedziemy" prof. Ryszard Legutko, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.
- Europa jest prorosyjska od dłuższego czasu i była także prosowiecka. Pamiętajmy, że tak naprawdę impet antysowiecki szedł z Ameryki, natomiast Europa Zachodnia była zawsze prosowiecka i zawsze istniało jakieś porozumienie, wzajemne wizyty. To jest kontynuacja tego
- ocenił europoseł.
Jego zdaniem, "pewne obawy" wyraża tylko "część Europy Wschodniej", a nastroje antyrosyjskie pojawiają się na Zachodzie Europy tylko w momencie dramatycznych wydarzeń jak np. "zestrzelenie samolotu pasażerskiego czy inwazja militarna na obce terytorium", po czym szybko mija gorąca atmosfera i pojawia się podejście, że "Rosja to poważny kraj, który też pragnie pokoju".
- "Politico" napisało, że Niemcy i Francja "zostały upokorzone" [podczas szczytu UE], co pokazuje system władzy w UE. Jeżeli my zostajemy przegłosowani, to jest to normalne, a jeśli Niemcy czy Francja zostaną przegłosowane - to wtedy jest to już "upokorzenie", to coś ekstraordynaryjnego
- dodał Ryszard Legutko.